Gaz będzie droższy nawet o 10 proc.?
Firmy gazownicze kończą właśnie uzgadniać z urzędem wysokość taryf. Swoje propozycje cenników złożyło w URE w połowie listopada Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), spółki tego koncernu, które zajmują się dostarczaniem gazu do mieszkań i dla małych firm, oraz firma Gaz-System odpowiadająca za transport gazu po kraju.
Jak dowiedziała się „Gazeta Wyborcza” wszystkie firmy chcą podwyżek cen.
Nieuchronna wydaje się podwyżka opłat za usługę dostawy gazu do kuchenki czy piecyka gazowego. Cenniki za te usługi nie zmieniały się od wiosny zeszłego roku, a obecnie podwyżkę wymusza reorganizacja PGNiG.
Dziś walne zgromadzenie akcjonariuszy koncernu ma podjąć uchwałę o przekazaniu swoim sześciu spółkom odpowiedzialnym za dystrybucję gazu gazociągów o wartości 872,5 mln zł. Od nowego roku majątek tych spółek wzrośnie, ale jednocześnie znacznie wzrosną koszty ich działalności. Muszą więc podnieść opłaty za swoje usługi, aby nie ponosić strat.
Ponadto w tym roku spółki dystrybucyjne zaczęły opracowywać swoje bilanse zgodnie z międzynarodowymi standardami rachunkowości. Ta zmiana w buchalterii też odcisnęła się na ich finansach. Musiały zwiększyć amortyzację, więc mają więcej pieniędzy na inwestycje. Ale wzrost amortyzacji trzeba wyrównać większymi przychodami, bo inaczej firma popadnie w straty.
Kilkuprocentowej podwyżki opłat za swoje usługi według naszych informacji chce także Gaz-System. Ta firma od trzech lat stopniowo przejmuje od PGNiG główne gazociągi do transportu gazu. Ma więc również coraz większy majątek, a więc także coraz wyższe koszty.
Sam PGNiG chciał od nowego roku podwyżek opłat za paliwo gazowe o blisko 7 proc. Jednak koncern może mieć kłopoty z przekonaniem URE do swoich planów.
Dlaczego? O cenach gazu w Polsce decyduje przede wszystkim zapłata za gaz importowany od Gazpromu i jego spółki RosUkrEnergo, bo ten surowiec pokrywa dwie trzecie naszego zapotrzebowania. Ustalane w dolarach ceny rosyjskiego gazu będą w przyszłym roku prawdopodobnie wyższe niż w obecnym. Ale jednocześnie koszty importu hamuje umocnienie złotego wobec dolara - tak znaczne, że według szacunków „GW” tegoroczne wydatki PGNiG na import z Rosji wyrażone w złotych mogą być nawet niższe niż w zeszłym roku.