Fedrowanie na okrągło w polskich kopalniach

1328630359 palarski jan ii kaj

Czy siedmiodniowy tydzień pracy kopalń węgla kamiennego ma uzasadnienie? System pracy w górnictwie zależy od trzech głównych czynników: bezpieczeństwa, warunków ekonomicznych i akceptacji społecznej. Z pewnością względy ekonomiczne przemawiają za siedmiodniowym, a co najmniej sześciodniowym systemem pracy.

Prof. Jan Palarski, kierownik Zakładu Ekologicznych Technik Górniczych w Instytucie Eksploatacji Złóż w Wydziale Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej w rozmowie z portalem górniczym nettg.pl kontynuuje:

Współcześnie nakłady inwestycyjne na uzbrojenie ściany kształtują się na poziomie sięgającym stu milionów złotych. Żeby były ekonomicznie uzasadnione, to ściany powinny pracować na okrągło, co nie oznacza, że górnicy muszą pracować przez 7 czy 6 dni w tygodniu. Z punktu widzenia ochrony powierzchni ciągły system wybierania złoża jest korzystny, ponieważ nie obserwuje się skokowych przyrostów deformacji. Również z punktu widzenia oddziaływań dynamicznych jest taka eksploatacja korzystna, gdyż statystycznie najwięcej wstrząsów notuje się we wtorki i środy, a więc w dzień po przerwie sobotnio-niedzielnej. Przerwy w wydobyciu i okresowe zatrzymania eksploatacji mogą przyczyniać się do występowania trudnych sytuacji zarówno na dole, jak i na powierzchni. Jedno jest pewne, nie możemy mówić o przyszłości górnictwa węglowego i jego rentowności, bez uwzględnienia intensywniejszego wykorzystania maszyn i urządzeń. Nie należy jednak zapominać o potrzebie uzyskania przyzwolenia górników.

Mnożą się głosy krytyki wobec prowadzenia wydobycia metodą "na zawał". Metoda podsadzkowa lepiej zabezpiecza powierzchnię.
Owszem, jeśli przestrzeń wybraną wypełnimy materiałem podsadzkowym, to deformacje górotworu będą znacząco mniejsze. Nic jednak darmo nie przychodzi. Metr sześcienny podsadzki z odpadów w górnictwie światowym kosztuje 8-10 dolarów. W polskich kopalniach dodatkowo trzeba doliczyć koszt zakupu piasku. System podsadzkowy jest nie tylko drogi, ale czasochłonny i pracochłonny. Spowalnia front wydobywczy. Jednak w wielu przypadkach, prowadząc eksploatację pod ważnymi obiektami, jej zastosowanie jest jedyną metodą pozwalającą na pełną ich ochronę. Trzeba pamiętać, że istnieją inne sposoby zminimalizowania szkód górniczych na powierzchni przy eksploatacji zawałowej. Dla przykładu popularny w USA i Australii jest system filarowo-komorowy. Jednak w polskich warunkach nie zdałby on egzaminu ze względu na dużą głębokość eksploatacji i związaną z nią koncentracją naprężeń w górotworze oraz skłonność naszego węgla do samozapalenia. Mimo wszystko pogodzenie interesów przedsiębiorców górniczych z interesami społecznymi jest jak najbardziej możliwe. Bardzo często, jeśli eksploatacja prowadzona jest w sposób ciągły wyrobiskiem o dobranej wysokości, a front ścianowy zostanie odpowiednio usytuowany do parametrów geometrycznych obiektów na powierzchni, szkody górnicze mogą zostać praktycznie ograniczone do wartości dopuszczalnych. Trzeba zatem szukać kompromisu.

Niemcy zachęcają, aby skorzystać z ich doświadczeń
Niemcy nie są obecnie najlepszym dla nas przykładem. Oni kończą eksploatacje i dla nich wycofanie się z każdego newralgicznego rejonu nie stanowi problemu. Wcześniejsze doświadczenia, zwłaszcza techniczne i technologiczne, mogą w pewnym sensie posłużyć nam za wzorzec. W niemieckich kopalniach wybiegi ścian i parcele eksploatacyjne były nieco większe niż u nas. Nie zawsze po zakończeniu pracy ściany trzeba było rabować obudowę i urządzenia, a następnie przenosić w nowe miejsce, wystarczyło jedynie dokonać jej obrotu i kontynuować eksploatację. Dwadzieścia lat temu były to praktyki powszechnie stosowane i warte naśladowania. Koszty związane z przezbrajaniem ścian stają się wówczas dużo niższe.

A jeśli kompromisu nie będzie?
Stanie się klęska. Węgiel to przecież nasze bezpieczeństwo energetyczne. Z czego wyprodukujemy energię? Ja jestem zwolennikiem zwiększenia wydobycia, przynajmniej o 10 milionów ton rocznie. Jest zapotrzebowanie rynku, są złoża i posiadamy duże doświadczenie w ich eksploatacji. Ceny mamy dobre. Problemem są środki na inwestycje. Niestety, jeśli mówi się o przyszłości branży, to trzeba widzieć dla niej perspektywę. Tu sprawa się już nieco komplikuje.

Ma Pan na myśli europejską politykę dekarbonizacji?
Też. Energetyka nie bardzo chce inwestować w nowe elektrownie węglowe. Niejasna jest bowiem polityka w tym względzie. Nie wiemy przecież, jak potoczą się kwestie emisji CO2. Ta sytuacja uderza w producentów. Kto wie, ile węgla będziemy potrzebować za piętnaście lat? Nikt tego nie jest w stanie oszacować. A jak uda się z gazem łupkowym, to co? To trzeba będzie zweryfikować naszą politykę energetyczną? Może nasz węgiel przyda się po 2018 roku Niemcom? Może tak, a może nie. Obawiam się jednak, że nie da się już w Unii Europejskiej zbudować silnego lobby węglowego. Niebawem na placu boju zostaniemy sami. To dla odmiany jest pewne.

I co się stanie?
W mojej opinii najsilniejsze podmioty górnicze w Polsce obronią się i będą w stanie funkcjonować. Przykładowo takie kopalnie jak Piast, Ziemowit, Bogdanka, Budryk będą w stanie w znacznym stopniu zabezpieczyć przyszłość naszej energetyki węglowej. Mniej rentowne kopalnie pewnie zostaną połączone, poddane procesom naprawczym, część będzie prywatyzowana i przetrwają na pewno następnych kilka, może kilkanaście lat. Natomiast dobrze rokuję kopalniom wydobywającym węgiel koksujący. Mówiąc o przyszłości bezpieczeństwa energetycznego kraju musimy mieć na uwadze fakt, że budowa elektrowni atomowej to rząd do 20 lat, energetyka odnawialna to małe moce i wysokie nakłady, a surowca dla energetyki konwencjonalnej mamy jeszcze na dziesiątki lat.

Czyżby do momentu, gdy na emeryturę odejdą ostatni górnicy?
W pewnym sensie tak. Chętnych do pracy w kopalniach będzie ubywało. Górniczy fach jest obarczony sporym ryzykiem, poza tym, wraz z upływem czasu, górnictwo na Śląsku będzie stawać się profesją mniej atrakcyjną. Póki co, studentów mamy jeszcze sporo i widzę dla nich przyszłość w górnictwie światowym. Mnie jednak niepokoi fakt, że przeważająca większość inżynierów górniczych nie podejmuje dalszej edukacji.

Jeśli już uczestniczą w jakichś formach dokształcania, to zwykle o kierunku menedżerskim, bo to otwiera przed nimi możliwości awansu. Studia podyplomowe w zakresie technologii nie są popularne. Szkoda, ponieważ górnictwo musi stawać się coraz nowocześniejsze. Kopalnie potrzebują technologów, podobnie jak firmy konstrukcyjne, w których powstają nowoczesne urządzenia.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Węgiel, gaz i OZE. Gra o równowagę w cieniu europejskiej polityki klimatycznej

Nie będzie rewolucji w unijnej polityce klimatycznej, ale możliwe są korekty, które złagodzą presję kosztową na energetykę. O przyszłości systemu handlu emisjami, roli węgla i gazu w bilansowaniu Krajowego Systemu Elektroenergetycznego oraz ryzyku luki mocowej rozmawiamy z dr. hab. inż. Stanisławem Tokarskim z Głównego Instytutu Górnictwa, który przekonuje, że Polska powinna postawić na dwa filary bezpieczeństwa – równowagę między gazem a węglem – przy jednoczesnym rozwoju OZE i energetyki jądrowej.

Silny wstrząs w kopalni Lubin. W strefie zagrożenia przebywało 20 górników

W sobotę Zakładach Górniczych Lubin (KGHM) doszło do silnego wstrząsu. Jeden z górników został przysypany w kabinie maszyny górniczej. Ratownikom udało się do niego dotrzeć po kilku godzinach.

Mocno zakołysała się ziemia – to wstrząs, czy tąpniecie? Znamy odpowiedź

W latach 2021-2025 w polskim górnictwie podziemnym miało miejsce 16 tąpnięć wskutek zaistnienia wstrząsów górotworu. W ich wyniku doszło do 19 wypadków śmiertelnych.

Paulina Hennig-Kloska: Energia z morskich wiatraków obniży średnią cenę prądu w Polsce

Energia elektryczna produkowana przez morskie farmy wiatrowe będzie stabilizować średnią krajową cenę energii na niższym niż dotychczas poziomie - oceniła ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.