Energetyczne zamki na piasku
Na marcowym szczycie szefowie państw i rządów Unii uzgodnili zręby europejskiej polityki energetycznej - ustalili, że do 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii w ogólnym bilansie zwiększy się do 20 proc. – przypomina „Gazeta Wyborcza”.
Dziś nie ma śladu po entuzjazmie, a Komisja ma trudności z przygotowaniem dyrektywy, która wprowadzi w życie wiosenne postanowienia. Dlaczego? 20-procentowy udział energii odnawialnej do 2020 r. to cel ogólny, dla całej Unii. Jedne państwa mają mieć większy limit, inne - niższy. Ważne, by średnia wyniosła 20 proc. Tyle tylko, że nie wiadomo, jak do tego dojść.
- To bardzo trudne wyzwanie podzielić te 20 proc. pomiędzy 27 państw członkowskich. Nie wszystkie państwa przesłały swoje propozycje - mówi \"Gazecie\" Ferran Tarradellas Espuny, rzecznik unijnego komisarza ds. energii Andrisa Piebalgsa.
Polska jest jednym z wielu państw, które komplikują rachunki Komisji. Jak przekonuje Ministerstwo Gospodarki, możliwości zwiększenia udziału energii odnawialnej w ogólnym bilansie energetycznym są ograniczone. Pierwsze szacunki wskazują, że udział źródeł odnawialnych w 2020 r. osiągnie w Polsce najwyżej 9 proc.
Najlepiej jest w biopaliwach - dojście do 10-procentowego udziału jest całkiem realne. Ale już w sektorze elektroenergetycznym i w ciepłownictwie rządowe plany są skromniejsze. W ciągu najbliższych kilku lat zdaniem rządu uda się osiągnąć tylko 7,5-procentowy udział \"zielonych\" źródeł w łącznej produkcji energii elektrycznej.
Komisja też chyba zdała sobie sprawę z ograniczonych możliwości wytwarzania energii odnawialnej przez niektóre kraje i ma nową propozycję.