Efektywność energetyczna będzie kosztować
Projekt ustawy o efektywności energetycznej ma w kwietniu trafić pod obrady rządu. Ustawa będzie m.in. realizacją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie efektywności końcowego wykorzystania energii. Ma stworzyć warunki do oszczędzenia 9 proc. energii do 2016 roku. Chodzi zarówno o energię cieplną, chłód czy energię elektryczną, a wyznaczony cel to oszczędność ponad 53 TWh, czyli nieco więcej niż wyprodukowały w 2007 roku elektrownie Polskiej Grupy Energetycznej, największego krajowego producenta energii - czytamy w \"GazeciePrawnej\".
Żeby wymusić i stymulować oszczędzanie energii przygotowywana ustawa wprowadzi system tzw. białych certyfikatów, tj. mechanizm pozyskiwania, umarzania i obrotu świadectw potwierdzających oszczędności energii. To będzie kosztowało.
- Wychodzimy z założenia, że mimo iż efektywność energetyczna sama z siebie daje korzyści, to jednak trzeba włożyć pewne środki finansowe, żeby nastąpiła inicjacja działań oszczędnościowych - mówi Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora departamentu energetyki w resorcie gospodarki, jeden z głównych twórców projektu ustawy.
- Zaczynamy od 500 mln zł w 2009 roku, bo system musi się rozgrzać - mówi prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej, którego zespół opracowywał zasady działania systemu.
Z szacunków zespołu prof. Żmijewskiego wynika, że w latach 2009-2020 system, dzięki któremu mamy ograniczyć zużycie energii, będzie kosztował ok. 20 mld zł. To kwota, która ma być przetransferowana od odbiorców energii do firm, których projekty inwestycyjne uzyskają prawo do emisji certyfikatów. Będzie to czynnik cenotwórczy. Sprzedawcy energii będą bowiem musieli przedstawiać do umorzenia białe certyfikaty. Jeśli sami nie będą ich emitentami, to będą je musieli kupić od firm, które uzyskają w przetargach prawo emisji tych certyfikatów, a koszty zakupów przeniosą w ceny. Jeśli sprzedawcy zabraknie certyfikatów do umorzenia, to będzie musiał płacić tzw. opłatę zastępczą.