Dwuwładza w KGHM?
Jest to o tyle konieczne, że z jednej strony działania takie wymusza sytuacja rynkowa, a z drugiej obiektywnie pogarszające się warunki naturalne wydobycia rudy z głębokości przekraczającej 1200 m, przy temperaturach powietrza powyżej 40 stopni Celsjusza. System eksploatacji filarowo–komorowy z jego różnymi modyfikacjami też wyczerpał już swoje możliwości generując straty w rudzie, bez której nie ma mowy o dodatkowych dochodach.
O odejściu od urabiania rudy przy pomocy materiałów wybuchowych mówi się już od dawna. Brak jest harmonogramów, ekonomicznych analiz, odpowiednich badań i wdrożeń. Sprawy te poruszane są w sposób coraz bardziej stanowczy, a nawet brutalny. Po październikowej zwycięskiej dla związków zawodowych próbie sił związanej z udaremnieniem zamiarów stworzenia jednej kopalni zespolonej, związki zawodowe nadal są czujne i wychwytują najmniejsze nawet potknięcia swoich partnerów.
Siła związków zawodowych jest w \"Polskiej Miedzi\" przemożna, jako że należy do nich ok. 80 proc. załogi, a wobec wspólnych zagrożeń, jakie ostatnio wystąpiły, dzielące je dotąd różnice polityczne stały się mało istotne. Ta wysoka liczebność związków zawodowych wiąże się z przynajmniej dobrymi i bardzo dobrymi zarobkami załogi, która na tym terenie nigdzie indziej nie otrzyma porównywalnych pensji. Jest, więc czego bronić.
Zarząd, Rada Nadzorcza, dyrektorzy, prezesi i cała kadra kierownicza KGHM są w lepszej sytuacji. To kadra decyduje o wszystkim, co się tutaj dzieje i bierze za to często najwyższe w kraju wynagrodzenie. Mając poparcie rządu i akcjonariuszy niewiele musiała się liczyć ze związkowym zdaniem. Tak było do października br. Od tego czasu sytuacja diametralnie się zmieniła. Związkowcy mając na uwadze światowy kryzys gospodarczy zdali sobie sprawę, że podjęte zostaną próby rozwiązania go także ich kosztem. Kosztem miejsc pracy. Zwarli szeregi, nabrali determinacji.
Tymczasem podobne podejście prezesa i zarządu jest tylko pozorne. Co najdziwniejsze, wynika to nie tyle z braku ich woli i kwalifikacji, ale przede wszystkim z braku doświadczenia w rozwiązywaniu problemów górnictwa rud miedzi. Wystarczy wspomnieć, że w skład holdingu wchodzą trzy duże kopalnie prowadzących eksploatację złoża w bardzo skomplikowanych warunkach naturalnych oraz trzy hut miedzi i kilkanaście spółek z kapitałem KGHM zatrudniających ok. 20 tys. pracowników. Na czym polega to doświadczenie? Wystarczy porównać staż pracy posła Ryszarda Zbrzyznego (szefa najsilniejszego tutaj związku zawodowego), który wynosi ponad dwadzieścia lat, ze stażem prezesa Mirosława Krutina, który wynosi 8 miesięcy! Podobny staż w KGHM ma też Marek Trawiński, przewodniczący Rady Nadzorczej. Obaj szefowie największej polskiej spółki górniczej nigdy przedtem nie pracowali w tej branży.
W ten sposób strona reprezentująca zarząd mająca narzucać rozwiązania i propozycje techniczne, zawodowe i organizacyjne jest stroną słabszą i nieprzygotowaną do sporu z zakorzenionymi tu i znającymi każdy zakamarek związkami zawodowymi. Na tym tle powstają pomysły osłabienia roli związków zawodowych, co dałoby wolną rękę kolejnym zarządom w podejmowaniu nie zawsze popularnych decyzji.
Wydaje się, że byłoby to rozwiązanie najgorsze z możliwych, gdyż istnienie silnych związków zawodowych wymaga przynajmniej równie silnych władz spółki. Tymczasem, od 1989 roku przeciętnie, co dwa lata następuje zmiana prezesa tej firmy, a wraz z nim podstawowego trzonu kadry kierowniczej, co dziś daje o sobie znać niewspółmierną siłą związków zawodowych. Stabilizacja prezesa i jego najbliższego otoczenia nie musi być wieczna, ale zmiany na tym szczeblu nie mogą już więcej mieć charakteru spektakularnego, drastycznego, gwałtownego, a nawet przypadkowego. Jeżeli nadal tak będzie, to może nieformalnie, ale cała władza w KGHM wpadnie w ręce związkowców. Ponieważ ze względów prawnych jest to niemożliwe, to tak jak każda dwuwładza będzie niezwykle szkodliwa dla firmy.
Można zapytać, kto za to wszystko odpowiada? Czy jeden z najzdolniejszych menadżerów młodego pokolenia prezes Mirosław Krutin? Związkowcy twierdzą, że najbardziej zawinił tu sam KGHM, gdyż od dawna opanowanie stanowisk w tej firmie wszystkie opcje polityczne zaliczały do kategorii „konfitury”.