Droga zielona energia
Komisja Europejska przedstawiła w ubiegłym tygodniu projekt nowych przepisów, które mają doprowadzić do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii w energetycznym bilansie UE. Każde z państw wspólnoty ma dostać minimalny i obowiązkowy limit. W przypadku Polski wynosiłby on 15 proc. w 2020 roku – przypomina „Gazeta Wyborcza”.
- Osiągnięcie tego celu jest całkowicie realne - przekonuje Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO). Jego instytut obliczył nawet, jak do tego dojść.
W sumie, nie licząc energii przypadającej na biopaliwa, w 2020 r. odnawialne źródła energii cieplnej i elektrycznej powinny mieć moc 45 GW. Spalanie biomasy pozostanie pierwszym źródłem zielonej energii, zwłaszcza tej cieplnej. Ale najszybciej rozwinie się energetyka wiatrowa - każdego roku moc zainstalowana wiatraków powinna wzrastać o 33 proc., by w 2020 r. dojść do poziomu 8 gigawatów mocy zainstalowanej.
Instytut z grubsza policzył, jaki może być koszt potrzebnych inwestycji.
Żeby dojść do planowanych 11 gigawatów mocy zainstalowanej w siłowniach produkujących prąd, trzeba będzie około 30 mld zł - przy założeniu, że koszt instalacji 1 kW spadnie do 3 tys. zł. Dziś kosztuje 4 tys., ale technologia dynamicznie się rozwija.
Drugie 30 mld zł pochłonie budowa ekologicznych instalacji cieplnych o łącznej mocy 30 GW (pozostałą część odnawialnej energii cieplnej - 4 GW - dadzą nam już dziś istniejące instalacje).
Wiśniewski podkreśla jednak, że koszty rozłożą się na 12-15 lat, a w dodatku co najmniej 10 proc. sfinansowałaby nam UE.
Rządowi eksperci nie odrzucają wyliczeń IEO, z których wynika, że 15-procentowy udział odnawialnych źródeł w ogólnym bilansie jest w Polsce możliwy.