Droga przez mękę

Radlin koksownia boku

fot: Bogdan Kułakowski

Otwarcie koksowni Radlin po modernizacji

fot: Bogdan Kułakowski

Grupa węglowo-koksowa powstaje już pięć lat. I wciąż nie jest jasne, czy i kiedy powstanie. Nawet wśród przeciwników bliższego powiązania Jastrzębskiej Spółki Węglowej z koksowniami, korzystającymi z jej węgla, trudno znaleźć takich, którzy jednoznacznie podważają ekonomiczny sens takiego połączenia. To jasne, że producent surowca i jego przetwórca są na siebie skazani. W sytuacji, gdy tak powiązane firmy mają tego samego państwowego właściciela, rozwiązanie wydaje się oczywiste – kopalnie i koksownie powinny ściśle współpracować, wspólnie planować przyszłość i wspólnie inwestować, by w efekcie więcej zarobić. To najwyraźniej rozwiązanie zbyt oczywiste, bo od pięciu lat nie udaje się go skutecznie zrealizować.

Dla będącej sześć lat temu na skraju bankructwa Koksowni Przyjaźń w Dąbrowie Górniczej powiązanie z JSW, która wraz z innymi wierzycielami za długi objęła wtedy udziały w firmie, było jedynym ratunkiem. Tak powstał zaczątek grupy węglowo-koksowej, do której szybko miały dołączyć również pogrążone w kłopotach koksownie zabrzańskie i wałbrzyskie. Być może tak by się stało, gdyby nie koniunktura, która pomogła mniejszym koksowniom stanąć na nogi i samodzielnie uporać się z kłopotami. Tworzenie grupy, mającej skupić niespełna 10 proc. europejskiego rynku koksowego, zaczęło napotykać kolejne bariery.

– W sektorze prywatnym firmy się łączą, dzielą, zmieniają struktury, szukając różnych dróg do podniesienia efektywności. A w sektorze państwowym jakikolwiek ruch to droga przez mękę, gdzie niepoślednią rolę odgrywają ambicje, elementy regionalne, rozmaite powiązania i uwarunkowania polityczne – ocenia prezes JSW, Jarosław Zagórowski. Jak mówi, gdyby decydował wyłącznie rachunek ekonomiczny, grupa dawno by powstała. Liczy, że w tym roku wreszcie zapadną stosowne decyzje.

Doradca ministra gospodarki i kandydatka na wiceministra w tym resorcie, Joanna Strzelec-Łobodzińska, potwierdza, że decyzji można spodziewać się jesienią, ale nie chce wyrokować o kształcie grupy. To, że JSW przejmie pakiet akcji Kombinatu Koksochemicznego Zabrze, wydaje się przesądzone. Jak duży – wciąż nie wiadomo. Nieoficjalnie za pewnik uważa się także to, że Wałbrzyskie Zakłady Koksownicze Victoria do grupy nie wejdą i samodzielnie poszukają kapitału na giełdzie. Oficjalnie wciąż jest to kwestią analiz.

– Rekomendacja firmy doradczej PricewoterhouseCoopers przemawia za tym, by większościowy pakiet akcji Kombinatu Koksochemicznego Zabrze był wniesiony do JSW – zapewnia Joanna Strzelec-Łobodzińska – Decyzja jeszcze nie zapadła, bo czekamy na analogiczne opracowanie odnośnie do powiązań Koksowni Wałbrzych i JSW, które ma być gotowe w październiku. Wtedy sprawą zajmie się międzyresortowy zespół, złożony z przedstawicieli ministerstw gospodarki i skarbu. Wiceszef tego ostatniego resortu, Krzysztof Żuk, w prasowych wypowiedziach otwarcie opowiadał się za wyłączeniem z budowy grupy wałbrzyskiej koksowni.

– Jeżeli analizy potwierdzą, że lepiej byłoby, aby Koksownia Wałbrzych pozostała poza grupą, nie wykluczam scenariusza, w którym z JSW będzie powiązana tylko Koksownia Zabrze. Wymaga to jednak korekty strategii dla górnictwa, a to zajmie co najmniej miesiąc od decyzji zespołu międzyresortowego – oceniła Joanna Strzelec-Łobodzińska. Nieoficjalnie wiadomo, że przedstawiciele wałbrzyskiej firmy dopięli swego i koksownia nie będzie włączona do grupy. Pogodził się z tym także prezes JSW, choć nadal uważa, że Victoria wzmocniłaby grupę i sama skorzystała na powiązaniu z dostawcą węgla, nawet jeśli dostawy z JSW to tylko 30 proc. jej zapotrzebowania. Firma kupuje węgiel w Czechach i USA.

– Ostateczna decyzja należy do właściciela, ale wygląda na to, że Wałbrzych pójdzie swoją drogą. Możliwe, że przeważyło to, iż ta koksownia specjalizuje się w innego rodzaju produkcie – koksie odlewniczym, a nie wielkopiecowym – przypuszcza Zagórowski. – Szkoda, bo włączenie Wałbrzycha z całą pewnością wzmocniłoby grupę i jej pozycję. Ale, jeżeli ktoś nie chce i używa wszelkich możliwych sposobów, aby nie wejść do grupy, to na siłę tego nie zrobimy.

Faktycznie, zarząd wałbrzyskiej koksowni nie ukrywa, że bliższa jest mu koncepcja utrzymania samodzielności. Firma przynosi zyski (w ubiegłym roku 38,3 mln zł), kosztem ponad 100 mln zł buduje układ oczyszczania gazu koksowniczego i modernizuje Wydział Węglopochodnych, chce sięgnąć po środki z giełdy. Prezes firmy, Fryderyk Krukowski nie wierzy, że JSW skutecznie pomoże koksowni w rozwoju i finansowaniu inwestycji.

– Samodzielne wejście na giełdę to dla jednych i dla drugich najlepsza ścieżka. Nie oszukujmy się – JSW potrzebuje dużych, miliardowych inwestycji, my mamy swój program inwestycyjny. Jak pójdziemy na giełdę wspólnie, kto będzie spijał śmietankę? – pyta prezes Krukowski. Wobec kłopotów wydobywczych JSW oraz narastających żądań płacowych górniczych związków i presji strajkowej nie przekonuje go też argument stabilności dostaw węgla do koksowni – koronny dla zwolenników utworzenia możliwie szerokiej grupy węglowo-koksowej.

– Myślę, że właściciel, patrząc na to, co dzieje się w JSW, powoli się przekonuje, żeby tego połączenia nie robić – ocenia Krukowski. – Chcemy przygotowywać się do giełdy, ale najpierw muszą być podjęte decyzje polityczne, czyli korekta w strategii dla górnictwa, która wciąż zakłada grupę z naszym udziałem.
Powiązanie kapitałowe z JSW w obecnej sytuacji tej spółki, wymagającej wielkich inwestycji w nowe złoża węgla, prezes koksowni odczytuje jako „śmierć” dla wałbrzyskiego zakładu.

Szef jastrzębskiej spółki zapewnia natomiast, że jego firma jest w stanie zapewnić koksowniom z grupy rozwój, godząc to z zaspokajaniem własnych potrzeb inwestycyjnych. – JSW zarabia tyle, że stać ją na inwestycje również w innych miejscach niż nasze kopalnie. Mamy też wystarczający potencjał, by zaciągać czy poręczać kredyty – przekonuje Zagórowski. – Koksownia Przyjaźń, która w 90 proc. jest naszą własnością, w ostatnich latach zainwestowała ok. 900 mln zł i zamierza wydać drugie tyle. Rozwój koksowni jest w interesie całej grupy, na równi z inwestycjami w kopalniach.

Te deklaracje nie uspokajają jednak prezesa Kombinatu Koksochemicznego w Zabrzu, Zdzisława Trzepizura. W wartym ponad miliard złotych programie inwestycyjnym jego firmy brakuje ok. 300 mln zł. Przedstawiciele zabrzańskiej koksowni mają wątpliwości, czy JSW zagwarantuje takie środki. Woleliby pozyskać je z giełdy, albo np. wiążąc się z odbiorcami koksu, wśród których największy jest koncern hutniczy VoestAlpine. JSW przypadłby wówczas mniejszościowy pakiet udziałów – np. 25 proc. Dla prezesa Zagórowskiego taka koncepcja nie jest atrakcyjna.

– W tworzeniu grupy nie chodzi o to, żeby mieć kilka akcji, bo to nam nic nie daje. Działamy w tym kierunku, żeby posiadać większość, czyli przejąć kontrolę nad koksownią Zabrze. Sens tworzenia grupy jest taki, by sprzedawać nie surowiec, a produkt przetworzony, koks – tłumaczy prezes JSW. – Ponadto uważamy, że powinniśmy mieć kontrolę nad kanałami sprzedaży węgla i inwestycjami w koksowniach grupy.
Zagórowski zapowiada, że gdy grupa powstanie, spółka krytycznie przyjrzy się programom inwestycyjnym koksowni. Prezes koksowni w Zabrzu takiej weryfikacji się nie boi, ale niepokoi się o środki na inwestycje.

– My szukamy kapitału na rozwój. Szacujemy, że brakuje nam ok. 300 mln zł. Szukając tego kapitału, a przy tym eliminując występujące – naszym zdaniem – zagrożenie w dostępie do surowca, chcemy powiązać się z JSW – podkreśla Zdzisław Trzepizur. – Ale chcemy to zrobić tak, by jednocześnie mieć zapewnione środki na rozwój, jeśli nie poprzez wzrost kapitału z JSW, to poprzez giełdę albo inne uzgodnienie z właścicielem źródła finansowania inwestycji.

Kombinat Koksochemiczny Zabrze ma 11-procentowy udział w polskiej produkcji koksu. Rocznie wytwarza go ponad milion ton w trzech centrach produkcyjnych: koksowni Jadwiga, Radlin i Dębieńsko. Ok. 80 proc. rocznej produkcji trafia na eksport. Ostatnio kosztem ok. 480 mln zł koksownia Radlin wybudowała nową baterię koksowniczą i zmodernizowała infrastrukturę zakładu. To część programu inwestycyjnego kombinatu. Dzięki nowej baterii jego zdolności produkcyjne wzrosną z ponad 1,1 do 1,3 mln ton koksu rocznie. W przyszłym roku planowane są podobne inwestycje w innej, należącej do kombinatu, koksowni – Dębieńsko. W sumie do 2013 r. wartość nakładów inwestycyjnych przekroczy 1 mld zł. Pod warunkiem, że znajdzie się brakujące 300 mln zł.

– Mamy zaplanowany czas realizacji inwestycji. Natomiast od decyzji właścicielskich zależy, czy ten termin będzie dotrzymany. To właściciel podejmuje decyzje. My jako zarząd kombinatu jedynie proponujemy pewne ścieżki, sygnalizujemy zagrożenia, mówimy o szansach, ale nie decydujemy w tym procesie – podkreśla Trzepizur.

Ale przedstawiciele JSW nieoficjalnie mówią, że to właśnie pełna wątpliwości postawa zarządów koksowni przez długi czas była przeszkodą w budowie grupy. Prof. Andrzej Barczak z Akademii Ekonomicznej w Katowicach podziela tę opinię. Przyczyn tego, że uzasadniony ekonomicznie projekt od pięciu lat nie może doczekać się realizacji, upatruje jednak nie tylko w ambicjach prezesów, ale także w państwowej własności firm i upolitycznieniu sprawy.

– W państwowych firmach, mimo deklaracji, kryterium polityczne przeważa nad ekonomicznym. Politycy niechętnie podejmują decyzje, skutkujące np. zmniejszeniem liczby zarządów czy rad nadzorczych, na których obsadę mają wpływ. Podstawowe jest kryterium sprawowania władzy – ocenia prof. Barczak. – Drugi hamujący zmiany element, to silny lobbing, zarówno ze strony związkowców mniejszych firm, którzy w wyniku powiązań kapitałowych tracą na znaczeniu, jak i zarządów, obawiających się o swoje posady i chcących realizować własne ambicje.

To, czego nie jest w stanie skutecznie przeprowadzić państwowy właściciel, skutecznie realizują inne firmy. Łańcuch powiązań od surowca do produktu finalnego konsekwentnie buduje np. ukraiński ISD, do którego należy Huta Częstochowa. Koncern ogłosił plany rozbudowy mocy koksowniczych. Chce zainwestować w Częstochowie 100 mln euro w budowę dwóch baterii koksowniczych o łącznej zdolności produkcyjnej 700 tys. ton rocznie. Nowe baterie zastąpią cztery przestarzałe, pracujące dotychczas. Mają być gotowe w przyszłym roku. Koncerny hutnicze inwestują w koksownictwo dla zapewnienia sobie ciągłości dostaw, ale także wpływu na cenę koksu.

Podobnie robi ArcelorMittal – właściciel największej polskiej koksowni, w Zdzieszowicach. Po zakończeniu ostatniego etapu jej modernizacji ma to być największy i najnowocześniejszy zakład tego typu w Europie. Po oddaniu niedawno do użytku nowej baterii koksowniczej mają powstać tam dwie kolejne, w miejsce dwóch starych.

Inwestuje też należąca do JSW Koksownia Przyjaźń, która – jak mówi jej prezes, Edward Szlęk – wydała już na inwestycje ok. 900 mln zł, a cały program inwestycyjny zamyka się kwotą 1,8 mld zł. Ruszyła nowa bateria koksownicza i elektrociepłownia, dająca firmie samowystarczalność energetyczną. Modernizowany jest wydział produktów węglopochodnych, remontowane też będą kolejne baterie. Dzięki temu za kilka lat zdolności produkcyjne koksowni wzrosną z obecnych ok. 2,7 do 3,5 mln ton. Powiązanie z JSW, daje koksowni pewność, że węgla jej nie zabraknie.

Zdaniem Zagórowskiego, dla koksowni bezpieczeństwo dostaw węgla to wartość nie do przecenienia, szczególnie wobec problemów produkcyjnych spółki, które szybko się nie skończą, bo inwestycje w nowe złoża są czasochłonne, a węgiel koksowy wydobywa się z coraz większej głębokości, przy coraz większych zagrożeniach. – W tej sytuacji trzeba liczyć się z tym, że w przyszłości będą trzy grupy odbiorców – firmy z nami powiązane, które będą zaopatrywane w pierwszej kolejności, odbiorcy strategiczni, tacy jak ArcelorMittal czy VoestAlpine, oraz pozostali, do których trafi resztka węgla. Koksownie mają szansę wpisać się do grupy uprzywilejowanej. To brutalne, ale logiczne – mówi prezes JSW.

Prof. Barczak przestrzega, że, wbrew pozorom, koksownie nie mają wiele czasu na reorganizację i inwestycje. – Właściciel powinien wykazać się odwagą i doprowadzić proces tworzenia grupy węglowo-koksowej do końca. To, że dziś w tej branży jest koniunktura, nie jest żadnym argumentem, aby nadal zwlekać. Wkrótce może się okazać, że to ostatni moment, aby przeprowadzić niezbędne działania. Małe podmioty mogą bowiem okazać się za słabe, aby inwestować i samodzielnie funkcjonować na rynku – przekonuje.

Marek Błoński
Autor jest dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej w Katowicach.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Orlen podniósł hurtowe ceny paliw

Orlen podniósł w piątek hurtowe ceny benzyny Eurosuper 95 o 66 zł, benzyny Super Plus 98 o 42 zł, a oleju napędowego Ekodiesel o 44 zł na metr sześc. - wynika z danych opublikowanych przez koncern. Poprzednio, w czwartek, w hurcie Orlenu benzyna staniała, a olej napędowy zdrożał.

Kąpielisko Fala w Tauron Parku Śląskim rozpoczyna sezon

Zapowiada się bardzo gorący weekend, a uczniowie rozpoczynają wakacje – to najwyższy czas, by rozpocząć sezon na Fali w Tauron Parku Śląskim. Kąpielisko czynne jest od dziś (26 czerwca 2026 r.), w godzinach 9.00 – 19.00.

Jastrzębskie Carbonarium się rozwija. Wkrótce otwarcie nowej części wystawy

Wystawa Carbonarium w Instytucie Dziedzictwa i Dialogu Łaźnia Moszczenica w Jastrzębiu-Zdroju rozrasta się. Na 5 lipca 2026 r. zaplanowano otwarcie nowej części ekspozycji, która skupia się przede wszystkim na ukazaniu zmian przestrzennych i demograficznych, które zaszły w mieście w okresie powojennym.

Na tegoroczne wakacje wydamy średnio niemal 300 zł więcej na osobę niż rok temu

Średnio 2042 zł wyda statystyczny Polak na tegoroczne wakacje; to o niemal 300 zł więcej niż rok wcześniej - wynika z badania "Wakacyjny Portfel Polaków 2026". Przeciętne gospodarstwo domowe na letni wypoczynek przeznaczy ok. 5,1 tys. zł, czyli ponad 700 zł więcej niż w 2025 r.