Dr inż. Adam Lurka: Dlaczego giną chińscy górnicy?
- W katastrofie górniczej dziś w nocy w chińskiej prowincji Henan zginęło po wybuchu metanu 35 ludzi a los dalszych 44 jest nieznany. Wskaźniki wypadków śmiertelnych w tamtejszym górnictwie są najgorsze na świecie. Statystycznie codziennie ginie tam około 13 górników. Dlaczego tak źle się dzieje akurat w Chinach?
Dr Adam Lurka: - Dodajmy, że to są oficjalne dane statystyczne, a pozostaje jeszcze nieznana czarna liczba. Przyczyny wypadków w Chinach są takie, jak u nas w Polsce, zagrożenia w górnictwie węgla są stałe: metan, wyrzuty skał, zjawiska sejsmiczne. Jednak - przynajmniej do tej pory - przykładano tam mniejszą wagę do bezpieczeństwa. Po drugie górnictwo w Chinach jest znacznie bardziej intensywne, to drugi czynnik. Oni wydobywają 2,5 miliarda ton węgla rocznie, my około 80 milionów ton - to obrazuje różnicę. Część kopalń jest bardzo nowoczesna, ale 60-70 proc. to zakłady niemal XIX-wieczne. Nowoczesność jest skoncentrowana w niewielkiej liczbie kopalń, które zapewniają większość wydobycia.
Specjalizuje się Pan w sejsmologii kopalń. Czy w Chinach warunki geologiczne i natura wstrząsów w górnictwie różnią się od naszych?
- Prowadziliśmy ścisłe badania na ten temat, sprzedaliśmy do Chin m.in. specjalistyczne czujniki i mamy dostęp do rejestrowanych danych. Wstrząsy są tego samego typu jak u nas, generowane w piaskowcach ponad pokładami węgla, a częściowo w pokładach. Generalnie w Chinach eksploatacja prowadzona jest metodą \"na zawał\". Do tego pokłady są grubsze, rzędu 6 i więcej metrów.
Kopalnia, w której doszło do tragedii była nowoczesna, kooperowała z Francuzami, była jedną z 5 wytypowanych do projektu pozyskiwania metanu do produkcji energii elektrycznej. Mimo tej nowoczesności znowu zginęło kilkudziesięciu ludzi.
- Byłem na dole w chińskich kopalniach. Widziałem doskonały sprzęt, który Chińczycy kupują od Niemców i Brytyjczyków, były to najnowocześniejsze kombajny urabiające, o jakich możemy tylko pomarzyć. Natomiast ułożenie w sensowny sposób wydobycia, zaprojektowanie intensywności prowadzenia eksploatacji to już zupełnie co innego. Im chodzi przede wszystkim o ilość wydobytego węgla. Zaczęli przywiązywać wagę do bezpieczeństwa, kupują np. systemy sejsmologiczne, ale to zmienia się powoli i stopniowo. Jeżeli nastawieni są bardziej na ilość niż na bezpieczeństwo (czego oczywiście oficjalnie nie powiedzą), to wypadki muszą się zdarzać częściej niż gdzie indziej, jakiegokolwiek sprzętu by używali.
Panuje u nas potoczne przekonanie, że Chińczycy różnią się od nas mentalnie. Pan stykał się z nimi osobiście podczas pobytów w Chinach. Jak ocenia Pan ich umiejętność przestrzegania procedur? Czy mają trudności z drobiazgowym dostosowywaniem się do przepisów?
- Powiedziałbym, że nie. To subiektywna ocena, ale wydaje mi się, że są oni pod wieloma względami lepiej nawet zorganizowani, niż w naszych systemach bezpieczeństwa. Są też wyjątkowo zdyscyplinowani. Muszą tak czy inaczej wydobywać węgiel, nie mają innego wyboru, ich energetyka jest od węgla całkowicie uzależniona (z tego powodu muszą np. importować brakujące paliwo z Australii) a zapotrzebowanie gospodarki na energię ciągle wzrasta. Natomiast ich pracowitość i ich stopień stosowania się do norm są imponujące. Niczego bym tu Chińczykom nie zarzucał. Potrafią się zorganizować i mają potrzebę pracy w grupie. Byłem pięciokrotnie w Chinach i mogłem to zaobserwować.
Górnik chiński - wykwalifikowany, drobiazgowo wykonujący polecenia i świadomy zagrożeń - musi się czuć fatalnie wiedząc, ile ludzkich istnień pochłaniają codziennie kopalnie, do których zjeżdża na szychtę...
- Nie przesadzajmy z tymi kwalifikacjami górników. To w większości prości ludzie, podobnie jak i u nas nie ma mowy o głebokiej znajomości problemów sejsmiczności czy wybuchowości na dole kopalń. Ci ludzie wiedzą tylko, że takie zagrożenia istnieją i robią to, co się im każe.
Instynkt podpowiada, że powinni się szczególnie bronić przed ryzykiem utraty życia.
- Na pewno zwracają uwagę na bezpieczeństwo i na pewno nie chcieliby, żeby ciężkie wypadki miały miejsce. Ale z drugiej strony, jeżeli się prowadzi tak intensywną eksploatację, to zagrożenia będą się pojawiać i nie da się ich o końca przewidzieć ani im całkiem zapobiec. Różnica jest może taka, że u nas po wypadku śmiertelnym od razu zatrzymano by eksploatację ściany i nikt nie przejmowałby się, że firma poniesie z tego powodu straty finansowe. Chińczycy reagują inaczej, priorytetem jest wydobycie.
Jaka jest wobec tego mentalność menedżerów? Przecież muszą zdawać sobie sprawę, że niejednokrotnie wysyłają podwładnych jeśli nawet nie na śmierć, to w każdym razie na duże ryzyko śmierci...
- Nie oszukujmy się, kadra kierownicza kopalni i jej nastawienie zależy też od tego, czego oczekują wyższe szczeble w strukturze zarządzania. Staram się postrzegać to racjonalnie: w Chinach nie ma mowy o złych intencjach i nieszanowaniu życia ludzi, jest tylko kwestia podejmowania większego lub mniejszego ryzyka. Wyobraźmy sobie, że gdyby nagle polski rząd zadekretował, że musimy szybko zwiększyć wydobycie węgla, to prawdopodobnie menedżerowie górniczy także zaczęliby podejmować bardziej ryzykowne decyzje.
Jeden ze stereotypów głosi, że \"tam życie ludzkie się nie liczy\".
- To nieprawda. Żyliśmy w PRL i gdy wtedy ktoś na przykład z Niemiec spoglądał na nasze statystyki wypadkowości, mógł formułowac wniosek, że w Polsce nie zwraca się uwagi na życie ludzkie. Przecież było inaczej, w danych warunkach robiono wszystko, by ratować życie.
W jaki sposób Chińczycy podchodzą do takich sytuacji jak akcja ratownicza?
- Nigdy nie byłem świadkiem takiej akcji w Chinach, ale jestem pewien, że oni prowadzą je z nie mniejszym zapałem niż nasi ratownicy. Odzywają się wtedy silne więzy społeczne, Chińczycy są patriotyczni, dumni ze swego kraju, uważają, że jest najlepszy i najpiękniejszy na świecie. Przypominają pod tym względem Amerykanów. W górnictwie podobnie jak w Polsce poczucie więzi jest szczególnie mocne.
Wstydliwą i względnie częstą przyczyną wypadków w Polsce bywała nietrzeźwość górnika. Czy Chińczycy w ogóle znają ten problem?
- Nie podejrzewam, bo gorzej od nas tolerują alkohol. Spożywają go przy okazjach rodzinnych i towarzystkich, ale na pewno w znacznie mniejszych ilościach, niż w krajach słowiańskich i na zachodzie Europy.
Przypuśćmy nieco diabolicznie, że zachodnie koncerny, które inwestują w Chinach niejednokrotnie w pionierskie rozwiązania, traktują ten kraj jak poligon doświadczalny, nie przejmując się ewentualnymi skutkami eksperymentów technologicznych, w tym też ilością strat w ludziach?
- Wykluczone. Trudno przyjąć, żeby Chińczycy dali sie w ten sposób oszukać. Ich kadra techniczna kopalń jest wykształcona na podobnym poziomie, co nasza i ma podobną wiedzę. Wielu chińskich inżynierów kończyło studia w Polsce, m.in. na Politechnice Gliwickiej. Nikomu nie udałoby się postępować z nimi w tak cyniczny sposób.