Donbas chce kupić Stocznię Gdańsk
Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska, spółki Związku Przemysłowego Donbasu (ISD -Indiustrialnyj Sojuz Donbasa) uważa, że Stocznia Gdańsk mimo dobrych wyników uzyskanych w tym roku nie może czekać na inwestora dłużej niż 6 miesięcy. Nie ma kapitału na rozwijanie działalności i jest w sporze z Komisją Europejską domagającą się zwrotu pomocy publicznej lub zamknięcia dwóch z trzech pochylni – napisała „Rzeczpospolita”.
Prezes ISD podkreśla, że stara się kupić Stocznię Gdańsk nie tylko po to, aby produkować statki, ale także konstrukcje stalowe wspólnie z należącą już do Donbasu Hutą Częstochowa. Zapewni to rentowność w trudnych czasach, gdy spadną zamówienia na statki.
Deklaruje też, że polscy stoczniowcy nie muszą się obawiać, iż ich miejsca pracy zajmą Ukraińcy. - Przez dwa lata do Huty Częstochowa sprowadziliśmy niespełna 10 osób. Nie chcemy niczego obiecywać załodze, zanim nie wyjaśni się nasza rola w prywatyzacji. Sądzę, że dla ludzi ważniejsza będzie gwarancja godziwych płac niż zatrudnienia - uważa szef ISD.
- Od 2009 roku powinniśmy budować 7 statków rocznie. Nie powiem, jakie to mają być jednostki, to opracowują specjaliści z McKinsey. Chcemy też zbudować halę do produkcji specjalnych wież dla elektrowni wiatrowych. O tym wszystkim łatwiej nam będzie mówić, gdy ostatecznie podpiszemy umowę - mówi Litwinow.