Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 179.41 USD (+0.41%)

Srebro

85.75 USD (+0.43%)

Ropa naftowa

98.87 USD (+2.05%)

Gaz ziemny

3.26 USD (+0.52%)

Miedź

5.89 USD (+0.02%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 179.41 USD (+0.41%)

Srebro

85.75 USD (+0.43%)

Ropa naftowa

98.87 USD (+2.05%)

Gaz ziemny

3.26 USD (+0.52%)

Miedź

5.89 USD (+0.02%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Dla byłego ratownika szansą jest niestandardowe leczenie, które nie jest refundowane

Hauzer dawid flasz

fot: Dawid Flasz

Ratownik Stanisław Hauzer brał udział w wielu akcjach, gdzie walczył o życie innych

fot: Dawid Flasz

Stanisław Hauzer swoje życie poświęcił ratowaniu innych. Przez 23 lata był ratownikiem górniczym. Brał udział w wielu akcjach, gdzie walczył o życie innych. Teraz walczy o swoje. Zmaga się – jak sam to określa – z „potworem”, który podstępnie go zaatakował. – Mam o co walczyć, mam dla kogo walczyć – mówi. Chcę zobaczyć, jak młodsza córka idzie do komunii, a starszą chcę poprowadzić do ołtarza – zdradza swoje marzenia.

Jego rodzina do Jastrzębia-Zdroju przeniosła się w latach 70. XX w. Przyjechali do miasta węgla za robotą. Ojciec pracował w kopalni, wujek też. Staszek jednak tam siebie nie widział. Swoją przyszłość wiązał z chmurami.

– Interesowało mnie lotnictwo i wymyśliłem sobie szkołę w Mielcu. Ukończyłem ją jako technik mechanik budowy płatowców. Nie miałem jednak szansy pracować przy samolotach, bo zakład w Mielcu padł. W 1990 r. wróciłem do Jastrzębia, a później trafiłem do KWK Moszczenica. Tak związałem się na dobre z górnictwem. Wówczas też pomyślałem, aby zostać ratownikiem. Do Kopalnianej Stacji Ratownictwa Górniczego trafiłem w 1993 r. Byłem członkiem drużyny, zastępowym, chromatografistą w pogotowiu gazowym oraz członkiem pogotowia alpinistycznego – wspomina 53-latek. Służbę zakończył w 2016 r.

Bardzo długi kilometr
Brał udział w wielu akcjach. Wspomina m.in. wybuchy metanu w KWK Borynia w 2009 r. czy w KWK Jas-Mos w 2010 r. Przez lata uzbierały się w sumie 662 godziny w akcji.

– Ludzie czasem nie są w stanie zrozumieć warunków, w których się działało. Zawsze mówię, że nie sztuką jest wziąć w cztery osoby rannego na noszach i na powierzchni na płaskim terenie go przenieść z punktu A do punktu B. Pamiętam, jak przez kilometr z kawałkiem wynosiliśmy górnika z połamanymi nogami. Co chwilę musieliśmy manewrować tymi noszami. Raz przez chodnik, raz przez przenośnik i tak co kilka metrów w pełnym rynsztunku. Po tym kilometrze przez trzy dni dochodziłem do siebie – wspomina.

Jako członek pogotowia alpinistycznego brał też udział w akcji w 2011 r., kiedy urwała się klatka awaryjna w szynie IV w kopalni Jas-Mos.

– Zjeżdżaliśmy na linach, aby ją zabezpieczyć i przypiąć do konstrukcji szybu. To był szyb wydechowy. Dochodzi w nim do ciekawego zjawiska, ponieważ z racji jego specyfiki woda w nim pada z góry i z dołu. Po pół godziny pracy człowiek był cały mokry – opowiada. Dodaje, że dużo przyjemniejsze było malowanie logotypów JSW na wieżach szybowych.

Nie tylko brał udział w akcjach, ale starał się dzielić tym, co miał najcenniejsze. Oddawał krew oraz zarejestrował się w dwóch bazach dawców szpiku. Mógł to robić, bo całe życie był okazem zdrowia.

Noce były najgorsze
W dobrej formie w 2020 r. przechodził z urlopu górniczego na emeryturę. Choć już od czterech lat nie był ratownikiem górniczym, to wciąż zachowywał dobrą kondycję. Poza tym przez lata, jako ratownik był skrupulatnie monitorowany przez lekarzy.

– Z przejściem badań nigdy nie było problemów. Zawsze nawet się trochę na nie cieszyłem, bo człowiek wiedział, że jest zdrowy, że nic nie dokucza – opowiada 53-latek.

Spokojnym życiem emeryta nie cieszył się długo. W 2021 r. po ataku padaczkowym wykryto złośliwy nowotwór mózgu – glejak anaplastyczny WHO III.

– Człowiek miał plany. Chciałem poświęcić czas rodzinie, dzieciom, wnukom, a tu nagle wszystko runęło jak domek z kart – wyznaje. Policzył dokładnie, ile czasu spędził w szpitalu w 2021 r.

– To było 96 dni. To dużo czasu, dużo czasu na myślenie. Najgorsze są noce. Poza tym człowiek czyta, bo chce się dowiedzieć, co mu dolega, a w samym szpitalu jest świadkiem tego, jak inni zmagają się z nowotworami. To zostawia ślad – stwierdza 53-latek.

Guz został wycięty. Potem rozpoczęła się radio- i chemioterapia w Bielskim Centrum Onkologii. Kolejnym etapem było leczenie temodalem przez 6 miesięcy. Niestety standardowa kuracja nie przyniosła efektów. Wiosną 2022 r. pojawiła się wznowa guza o wielkości 5 cm x 2 cm.

– Efektem ubocznym terapii było wystąpienie niedowidzenia z lewej strony. Dlatego też przestałem jeździć samochodem, żeby nie zrobić krzywdy sobie, a przede wszystkim innym – mówi.

Solidarność zawodowa
Szansą dla Stanisława Hauzera jest niestandardowe leczenie, które nie jest refundowane przez NFZ. Jego koszt to 210 tys. zł.

– Do guza wstrzykiwany jest żel, który zawiera specjalne opiłki. To pierwsza część zabiegu, która jest wykonywana w Polsce, a dokładniej w Lublinie lub Poznaniu. Po tym etapie na tydzień trzeba jechać do Niemiec, gdzie znajduje się tzw. nanoaktywator. Operując polem magnetycznym, doprowadza on do tego, że te opiłki nagrzewają się i niszczą guz, nie uszkadzając przy tym zdrowych komórek – wyjaśnia procedurę.

Obecnie były ratownik jest na etapie badań, których wyniki mają pomóc w ustaleniu szczegółów zabiegu. Zanim jednak będzie mógł on zostać wykonany, potrzeba zebrać środki. Na internetowej zbiórce do tej pory udało się zgromadzić 40 tys. zł.

– Szukam pomocy gdzie się da. Dzwonię, mailuję, SMS-uję. Kontaktuję się z fundacjami. Sprzedałem motor i samochód. Wykorzystuję wszystkie możliwości. Proszę także o wsparcie za pośrednictwem przekazywania 1,5 proc. podatku. Czuję i bardzo dziękuję za wsparcie, które dotychczas zostało mi udzielone. Szczególne ukłony dla przewodniczącego Międzyzakładowej Organizacji Koordynacyjnej ZZRG w Polsce przy JSW SA Michała Warchoła, który jest bardzo zaangażowany, i dla prezesa Ruchu Narodowego Jastrzębie-Zdrój Damiana Chlebowskiego, który zorganizował zbiórkę i wspiera mnie w działaniach. Wielkie podziękowania także dla ratowników górniczych. Czuję tę solidarność zawodową. Tego wszystkiego nie przetrwałbym bez mojej rodziny. To dla nich chcę żyć i pokonać tego „potwora” – mówi Stanisław Hauzer.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na terenie kopalni lądował śmigłowiec LPR. Pracownik trafił do szpitala

Na terenie kopalni Marcel w Radlinie w środę, 11 marca, około godziny 17 wylądował śmigłowiec LPR. Pomocy medycznej potrzebował jeden z pracowników.

Marszałek Saługa: Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i wygasić górnictwa z dnia na dzień

- Na pewno nie jest możliwe zamknięcie wszystkich kopalni i przejście na zupełnie inny poziom kreowania gospodarki opartej na zupełnie nowych technologiach. Minie trochę czasu zanim będziemy w stanie oprzeć konkretne gałęzie gospodarki wyłącznie na alternatywnych źródłach energii - mówi marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa.

Ta kopalnia sięgnie po miliony ton węgla świetnej jakości. Nowy poziom 880 m zmieni wszystko

Górnicy z ruchu Chwałowice kopalni ROW prowadzą obecnie eksploatację trzema ścianami. I taki jest też obecny model funkcjonowania zakładu, który od kilku lat notuje dobre wyniki produkcyjne. W październiku ub.r. ruszyła też ważna inwestycja, pozwalająca na odtworzenie bazy zasobowej, a tym samym na realizację zapisów umowy społecznej i wydobycia zaplanowanego w programach operacyjnych kopalń. Pogłębiany jest szyb II do poziomu 880 m.

Załoga PG Silesia wciąż nie ma pewności, czy miejsca pracy zostaną utrzymane

Wciąż niepewny jest los Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Przypomnijmy, że w ub. tygodniu zarządca sądowy wysłał do strony rządowej, związków zawodowych oraz właściciela spółki pismo o złej sytuacji kopalni i prawdopodobnej redukcji zatrudnienia o kilkaset osób. Mimo, iż Sąd Rejonowy w Katowicach nie wyraził sprzeciwu wobec dzierżawy przedsiębiorstwa przez Bumech, koncesja na wydobycie wciąż nie została przeniesiona i co za tym idzie nie możliwe jest przejęcie pracowników przez owego przedsiębiorcę.