Debata: w przetargach nie stosuje się klauzul społecznych

fot: Kajetan Berezowski

Branże ochrony i sprzątania są bardzo mocno uzależnione od zamówień publicznych. Branża ochrony to 250 tys. pracowników, branża sprzątania - ok. 400 tys.

fot: Kajetan Berezowski

W przetargach nie stosuje się klauzul społecznych, mimo że miała do tego zachęcić ostatnia nowelizacja prawa zamówień publicznych. Tracą na tym wszyscy - mówili uczestnicy wtorkowej debaty zorganizowanej przez NSZZ Solidarność i Fundację CentrumCSR.PL.

Ostatnia nowelizacja pzp, która wprowadziła tzw. klauzulę społeczną stawiającą wymóg zatrudniania przez oferentów na umowę o pracę, tam gdzie jest to uzasadnione przedmiotem zamówienia oraz uwzględnienie płacy minimalnej przy wyliczaniu kosztów pracy, miała położyć kres umowom śmieciowym i zaniżaniu kosztów pracy przy szacowaniu ceny zamówienia. Jednak, jak wynika z debaty "Okrągły stół na temat zrównoważonych zamówień publicznych", tak się nie stało.

Podczas debaty zaprezentowano wstępne wyniki monitoringu stosowania klauzul społecznych dotyczących zatrudniania na umowy o pracę przy rozstrzyganiu przetargów w administracji samorządowej. Przeprowadziła go Fundacja CentrumCSR.PL.

- Wstępne wyniki monitoringu są bardzo przykre, choć nie zaskakujące. () Skala stosowania klauzul jest bardzo mała - mówił Tadeusz Joniewicz z Fundacji. Dodał, że Fundacja przeanalizowała m.in. 213 zamówień publicznych ogłoszonych w Warszawie i znalazła w nich tylko pięć klauzul społecznych.

Stosowanie klauzul społecznych w urzędach centralnych sprawdził z kolei Tygodnik Solidarność.

- Zwróciliśmy się do 80 podmiotów w kraju, w tym ministerstw, KPRM, ZUS, urzędów i wojewódzkich komend policji, z pytaniem, czy stosują klauzule społeczne. () To te instytucje, które powinny świecić przykładem. Okazało się, że świadomość urzędników była zerowa, zasięgali wiedzy dopiero po zapytaniu. Nowelizacja dała możliwość (stosowania klauzul) i z tej możliwości się nie korzysta - podsumował tę akcję redaktor naczelny tygodnika Jerzy Kłosiński.

Wyniki monitoringu okazały się zgodne z doświadczeniami biorących udział w debacie reprezentantów pracowników branży ochrony i sprzątania, którzy realizują zamówienia publiczne.

- Branże ochrony i sprzątania są bardzo mocno uzależnione od zamówień publicznych. Branża ochrony to 250 tys. pracowników, branża sprzątania - ok. 400 tys. W przypadku ochrony 40 proc. rynku stanowią zamówienia publiczne, w przypadku sprzątania sięga to 60-70 proc. Średnia płaca w tej branży to 6 zł brutto za godzinę - poinformował Michał Kulczycki z NSZZ Solidarność Pracowników Firm Ochrony, Cateringu i Sprzątania. Jak powiedział, w ponad 99 proc. o wyborze oferty decyduje najniższa cena, a najniższa stawka, jaką zarejestrowała Solidarność to 2.35 zł za godzinę. W rezultacie - jak mówił - pracownicy branży pracują średnio po 300-350 godzin miesięcznie, a rekordziści dobijają do 600 godzin. (Standardowa liczba godzin pracy w miesiącu to ok. 180 godzin.)

- Miesiąc w ogóle ma 720 godzin. () Tak się nie da pracować, a ci ludzie mają też rodziny - opisywał Kulczycki.

Jak podnosili w debacie przedstawiciele pracodawców branży ochroniarskiej, to system zamówień publicznych wymusza dziś taki sposób zatrudniania pracowników.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Prace naprawcze na estakadzie w Chorzowie do 4 czerwca

Na 4 czerwca br. planowane jest zakończenie robót naprawczych na chorzowskiej estakadzie, które mają umożliwić czasowe i ograniczenie wykorzystanie obiektu. Na kolejne dni zakładane są prace związane ze wznowieniem ruchu pojazdów, w tym komunikacji miejskiej pod obiektem.

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.