Jeszcze 21 grudnia cena megawatogodziny prądu dostarczanej wieczorem (czyli w szczycie) kosztowała na giełdzie 150 zł. Wczoraj na zamknięciu - już 485 zł. Podobnie było na drugim energetycznym parkiecie - Poee.pl. Były chwile, gdy cena szybowała w okolicach 600 zł – napisała „Gazeta Wyborcza”.
Wprawdzie na giełdach kupuje się zaledwie ok. 6 proc. energii elektrycznej w Polsce, ale kurs giełdowy ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać. - Część kontraktów dwustronnych jest indeksowana w zależności od ceny na giełdzie - tłumaczy prezes TGE Grzegorz Onichimowski. W przypadku takiego kontraktu wzrost cen na giełdzie automatycznie może oznaczać większy zarobek dla sprzedawcy prądu i stratę dla spółki, która go kupuje.
Wszyscy uczestnicy rynku zachodzą w głowę, dlaczego cena na giełdzie tak poszła w górę. - Popyt o wiele przewyższa podaż, ale to nie tłumaczy takiego skoku cen - mówi Onichimowski. Nie wyklucza, że ktoś celowo nie chce sprzedawać prądu, żeby wywindować kurs. - Powiadomiliśmy o całej sprawie Komisję Nadzoru Finansowego - mówi.
Zdziwieni są też analitycy. - Nie wydarzyło się nic, co by tłumaczyło taką zwyżkę - kręci głową Jarosław Wajer z Ernst & Young.
- Ale mamy sprzeczność między deklaracjami a tym, co się dzieje - mówi Onichimowski. - Obawiam się, że zaczynamy odczuwać negatywne skutki konsolidacji energetyki.
Rząd PiS połączył niezależne do tej pory państwowe elektrownie i spółki, które sprzedają prąd bezpośrednio konsumentom, w cztery wielkie grupy: PGE, Tauron, Energa i Enea. Dzięki temu firmy mają więcej pieniędzy na budowę bardzo potrzebnych nowych elektrowni, ale jednocześnie ograniczono konkurencję na rynku. - Konsolidacja miała ustabilizować rynek, tymczasem jeszcze bardziej go rozbujała - mówi Onichimowski.
Tragiczny wypadek w Hucie Miedzi Głogów II. Nie żyje 38-letni pracownik huty
Do tragicznego wypadku doszło w nocy z piątku na sobotę na terenie należącej do KGHM Huty Miedzi Głogów II. Zginął 38-letni pracownik huty.