Czesi myślą o Silesii
Właściciel „Silesii” – Kompania Węglowa – oficjalnie zaprzecza, by docierały do niej jakiekolwiek informacje o nowych inwestorach zainteresowanych kupnem czechowickiej kopalni. Ogłoszenie kolejnego przetargu na sprzedaż zakładu przedstawiciele KW uznają za mało prawdopodobne, jednak nie wykluczają takiej możliwości.
„Silesia” jest bohaterką przerwanego przetargu, w którym rolę inwestora odgrywała – nie całkiem udolnie – szkocka spółka Gibson Group International. Niedoszły nabywca najpierw znacznie przebił cenę wywoławczą, dając za kopalnię 250 mln zł i obiecując kilkakrotnie więcej na inwestycje, gdy jednak zmierzano ku sfinalizowaniu transakcji, nie potrafił dotrzymać wyznaczonych terminów, m.in. na rejestrację spółki w Polsce, uzyskanie zezwoleń na eksploatację, dopełnienie formalności z nabyciem działek.
Gibson chciał więcej czasu, ale zniecierpliwiona Kompania Węglowa 30 czerwca unieważniła przetarg. Szkoci pozwali do sądu w Katowicach Skarb Państwa, ministra gospodarki i zarząd KW, lecz pozew napisany przez zagranicznych adwokatów był prawdopodobnie wadliwy i jego los jest niejasny. – Nie chcemy wcale odszkodowania w sądzie. Zależy nam na powrocie do rozmów i na kupnie kopalni – przekonują przedstawiciele Gibson Group w Polsce. Jednak stanowisko KW jest jasne: – Sprawa sprzedaży kopalni temu inwestorowi jest dla nas zamknięta – ucina Zbigniew Madej, rzecznik KW.
Związki zawodowe w „Silesii”, którym Szkoci przed licytacją obiecali dobry układ zbiorowy, w pierwszym odruchu jeszcze w lipcu głośno wstawiały się za Gibsonem. Teraz już nie chcą się angażować po żadnej stronie. Akcentują tylko, że będą do upadłego walczyć przeciwko zamknięciu kopalni. Dariusz Dudek, szef kopalnianej „Solidarności” mówi: – Niech to sobie wybiją z głowy, że ta kopalnia zostanie zlikwidowania albo uśpiona!
Jest to realne, bo „Silesia” ma wprawdzie obiecujące złoża, szacowane na 500 mln ton dobrego węgla, ale przynosi 36 mln zł strat rocznie, bo od lat zaniedbywano tu inwestycje, czekając na pieniądze, które wyłoży prywatny inwestor. Teraz, żeby udostępnić pokłady, potrzeba ok. 1, 3 mld zł. Nieudany eksperyment ze sprzedażą pogrążył czechowicką kopalnię. Zakład praktycznie nie fedruje dziś węgla. Dzienne wydobycie nie przekracza kilkuset ton, czyli tyle, ile normalna kopalnia wydobywa w ciągu godziny. Co gorsza, prawie połowa z 900-osobowej załogi „Silesii” jest na urlopach albo zwolnieniach lekarskich. – Robota zupełnie siadła i doszło do rozprężenia – przyznaje dozór kopalni.
W lipcu zaczął prace specjalny zespół z udziałem naukowców Politechniki Śląskiej, który do 20 września miał przedłożyć analizę możliwości przyszłego funkcjonowania kopalni. Przed kilkoma dniami termin zakończenia prac grupy przedłużono do października: – Oprócz analizy możliwości dalszego funkcjonowania kopalni rozmawiamy z potencjalnymi kontrahentami, ale są to rozmowy objęte tajemnicą handlową i nie mogą być przedmiotem publicznej debaty. O ich przebiegu nie są informowani nawet członkowie zespołu – powiedział w rozmowie z „Trybuną Górniczą” szef zespołu i wiceprezes Kompanii Węglowej, Jacek Korski.
oprac. wig