Ćwiczenia z konwersacji

Jesień wcale nie musi być chłodna tego roku – w związkowym tyglu wrze od tygodni. Wielotysięczne załogi górnicze jednym głosem żądają podwyżek, a lufę strajkowego pistoletu poczuli już na skroni szefowie Jastrzębskiej Spółki Węglowej i KGHM. Napięcie wzrosło w obu spółkach i cała branża uważnie śledzi, w jaki sposób – i czy w ogóle – uda się ogłosić zawieszenie broni między stroną społeczną a pracodawcami w górnictwie?

W JSW sygnał do ataku dała związkom niebywała koniunktura na węgiel koksujący, którego ceny poszybowały w górę: spółka – mimo znacznych kłopotów z wydobyciem – w kilka miesięcy wypracowała więcej zysku, niż planowano na cały rok i związkowcy natychmiast upomnieli się o kawałek tortu dla załogi.
Spór zbiorowy trwał od wakacji, ale rozmowy po wielu turach zakończyły się fiaskiem. Nie pomogła nawet cudowna broń Ministerstwa Gospodarki – wyznaczony przez resort profesjonalny mediator, który w krytycznym momencie wkroczył do negocjacji. Miał pomóc stronom zrozumieć, na jakich polach rozgrywa się konflikt między nimi. – Jeśli dochodzi do starcia na tle wartości albo relacji osobistych między rozmówcami, spór jest praktycznie nie do rozwiązania – objaśniał Michał Kuszyk, który, w trosce o jakość sporu, zalecił utajnienie negocjacji przed mediami.

Jak okopani
W protokołach rozbieżności, które podpisano i upubliczniono 10 września, zarząd JSW i związkowcy (podzieleni formalnie na kilka grup nacisku) okopali się na dotychczasowych pozycjach.
– Wysokie przychody spółki nie wynikają bezpośrednio ze wzrostu produkcji, ale z wyjątkowo wysokich i nieprzewidzianych cen węgla. Spółka w trosce o utrzymanie miejsc pracy bezwzględnie musi inwestować – argumentowali szefowie JSW proponując górnikom po tysiąc złotych premii we wrześniu i grudniu oraz wzrost wynagrodzeń w ciągu roku o 640 zł („co i tak przewyższa w tym roku dwukrotnie wskaźnik ustalony przez Radę Ministrów” – podkreślono).
Tymczasem związki zawodowe zażądały podwyżki o 6 proc. już od sierpnia i wzrostu wskaźnika wynagrodzeń w roku o 16,5 proc. (oferta pracodawcy to ok. 12 proc.). Związkowcy nie chcieli też słyszeć o sugerowanym przez zarząd mechanizmie wiązania podwyżek z wydajnością na stanowiskach wydobywczych. – Nie damy się podzielić, wzrost płac dla całej załogi albo sięgniemy po strajk – ostrzegli.
Referendum w kopalniach miało stać się testem prawdy na to, czy załogi rzeczywiście palą się do strajku (co po doświadczeniach w kopalni „Budryk” na przełomie roku wcale nie było oczywiste) oraz czy, podzielone na początku związki, naprawdę reprezentują prawie wszystkich pracowników, czym na finiszu legitymowały się w negocjacjach. W szybkiej wojnie nerwów, zanim jeszcze podliczono głosy, władze JSW zdążyły pochwalić się poparciem Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, która pospieszyła z tradycyjną krytyką roszczeń związkowych. Rozdrażniło to związkowców równie mocno, jak apel o dodanie w referendum drugiego pytania („Czy jesteś za propozycją pracodawcy?”) ogłoszony w przeddzień referendum przez prezesa JSW.

Test prawdy
W referendum strajk wybrało 97–98 proc. Górników, a wśród 17 tys. ludzi obecnych w pracy w dniu referendum tylko jeden na czterech odmówił głosowania. Ale nie w „Budryku”, gdzie frekwencja wypadła żałośnie (7,4 proc.). Choć od razu pogrożono, że prawnicy spółki wykorzystają ten fakt, by unieważnić referendum, związkowcy poszli za ciosem, wyciągając broń cięższą, niż jednodniowy strajk – bezterminowe zablokowanie dostaw węgla koksującego. O ile straty spółki mogły wynieść 20 mln zł dziennie, to szkody koksowni liczono by w setkach milionów, bo ich zapasy są kilkudniowe, a wygaszenie baterii oznacza technologiczną katastrofę.
W sobotnich gazetach na Śląsku górnicy przeczytali ogłoszenie JSW z apelem o zachowanie rozwagi i odpowiedzialności. Zarząd z ubolewaniem wytykał związkom, że jego ofertę nazwały „ochłapami”, a górnikom przypomniano tłustym drukiem, że zgodnie z prawem mogą zapomnieć o wynagrodzeniu za czas strajku.
Tego samego dnia dramatycznie zabrzmiał głos szefa śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, który wezwał do zwołania na najbliższy poniedziałek, dwa dni przed strajkiem, nadzwyczajnego posiedzenia Wojewódzkiej Komisji do Spraw Dialogu Społecznego. – Napięcie towarzyszące sporom pojawiającym się w JSW znajduje przełożenie na szereg dziedzin życia mieszkańców naszego regionu – ogłosiło z zaniepokojeniem prezydium WKDS pod przewodnictwem wojewody śląskiego. Z naciskiem wezwano obie strony, by jeszcze raz usiadły do stołu i nie porzucały dialogu.

Węgiel określa świadomość
Rozmowy ostatniej szansy trwały siedem godzin. W poniedziałek po zmierzchu agencje nagle podały niewiarygodną wiadomość: „Osiągnięto porozumienie w JSW”!
Gwarantuje ono wzrost stawek osobistego zaszeregowania o 5, a nie 6 procent od września, a nie od sierpnia, a wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w 2008 roku ustalono na poziomie 15, a nie jak chcieli związkowcy – 16,5 procent.
Co takiego się stało, że beznadziejna sytuacja nagle odmieniła się na lepsze?
– Kompromis ma to do siebie, że obie strony nie wychodzą do końca zadowolone. Ale trzeba z czegoś ustąpić, by coś wywalczyć – powiedział Piotr Szereda, szef „Solidarności 80” w kopalni „Jas-Mos”.
– Obie strony przestraszyły się konsekwencji i zaczęły nareszcie rozmawiać ze sobą na merytorycznym poziomie – ocenił Roman Brudziński, przewodniczący „Solidarności” w JSW. Dodał, że jego zdaniem na wcześniejszych negocjacjach zaciążyły naciski wywierane na zarząd spółki, żeby za wszelką cenę nie pójść z górnikami na żadne ustępstwa płacowe.
– Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać – wyznał Jarosław Zagórowski, prezes JSW i komplementował, już nie przeciwników, a partnerów: – Ujawniła się grupa liderów związkowych, którzy myślą o przyszłości firmy, a nie tylko o własnej pozycji. Liczymy, że razem z nimi będziemy wspólnie działać dla dobra JSW. Rozmowa na argumenty zawsze jest potrzebna, natomiast samo przekrzykiwanie się do niczego nie prowadzi – wyjaśniał Zagórowski.
Dominik Kolorz, szef górniczej „Solidarności” skwitował nie bez uszczypliwości: – Można było się dogadać szybciej i bez sporu zbiorowego. Tyle że zarząd JSW chyba za bardzo chciał pokazać, kto rządzi w spółce…

Miedziowa powtórka
Tymczasem klincz, który w końcu udało się rozluźnić na Śląsku, ciągle zdaje się paraliżować strony konfliktu w Polskiej Miedzi. „Zero tolerancji dla zarządu KGHM” – tak określano w doniesieniach prasowych atak Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego, który pod koniec sierpnia w porozumieniu z dwoma innymi związkami w KGHM odwiesił spór zbiorowy (zamrożony wiosną po objęciu fotela prezesa przez Mirosława Krutina).

Związkowcy chcą dwustuzłotowych podwyżek, stu milionów złotych na fundusz socjalny i wycofania się z planu połączenia trzech miedziowych kopalń, boją się wyprzedaży spółek grupy przez projektowane Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.
– To wyrok dla tysięcy miejsc pracy – mówią. – Dziś po cichu podejmuje się decyzje, a nam mydli oczy analizami i zamiarem konsultowania z nami planów dotyczących konsolidacji.
Wiceprezes KGHM, Hubert Wirth tłumaczy: — Nikt nie robi nic za plecami załogi. Uchwały dotyczące optymalizacji kosztów są po prostu podstawą do analiz, które przeprowadzamy. Nikt nie zamierza wyprzedawać majątku spółki – przekonuje.
Zarząd ma gotowy terminarz zmian — jedna kopalnia, jako oddział KGHM, mogłaby zacząć działać od stycznia 2009 r. Zmiany organizacji czasu pracy w pozostałych zakładach nastąpiłyby w kolejnych trzech latach. Od 2013 r. zamiast trzech funkcjonowałaby już jedna Kopalnia Zespolona KGHM Polska Miedź. Zdaniem wiceprezesa Wirtha, jest to sposób na oszczędności, ustabilizowanie gospodarki złożem, ujednolicenie polityki kadrowej i płacowej w oddziałach oraz przede wszystkim zmniejszenie kosztów produkcji miedzi o kilka procent. Bez planu niepewne będzie utrzymanie działalności wszystkich trzech kopalń, zabraknie też wentyla bezpieczeństwa firmy na wypadek spadku cen miedzi – twierdzą władze KGHM.

Okrzyki, czy język dialogu?
– Podwyżek nie będzie – zarząd nie pozostawia związkowcom złudzeń. – Pracownicy, oprócz godnych pensji, są nagradzani premiami z zysku. W ubiegłym roku każdy górnik i hutnik dostał trzy takie premie, każda w wysokości miesięcznego wynagrodzenia. Co do konsolidacji, to projekt jest ewolucyjny i nie zamierzamy rezygnować z jego realizacji – ucina Monika Kowalska, rzeczniczka KGHM.
Załoga, której struktura miedziowych kopalń odpowiada, powołuje się na wysoką inflację, a w planach konsolidacji zakładów widzi zmianę warunków pracy, wymagającą niezbędnej zgody zatrudnionych. Piotr Trempała, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Dołowych w KGHM zapowiada referendum strajkowe: – Niech wypowiedzą się górnicy – ostrzega.
Wspiera go Józef Czyczerski z „Solidarności”: – Dla zarządu celem numer jeden jest łączenie kopalń, dla nas zaś utrzymanie obecnej struktury. Jesteśmy zdeterminowani i będziemy się ścierać, dopóki prezesi nie zrezygnują – grozi związkowiec.
Rozmowy w sporze zbiorowym zawieszono do 26 września. W miedziowych negocjacjach zapanował pat, a język sporu i jego natężenie jako żywo przypominają sytuację w JSW sprzed paru zaledwie dni. Z tą tylko różnicą, że polska miedź to nie węgiel koksujący, którego znaczenie i niedobór zaważyły na niemal cudownym zażegnaniu katastrofy. Czy zatem wolno się łudzić, że śląski scenariusz powtórzy się w Lubinie i strony konfliktu zejdą w końcu z wojennej ścieżki, porzucając okrzyki i odnajdując język dialogu?

Witold Gałązka

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Co z głową „Żyrafy” z Tauron Parku Śląskiego? Zdemontowano ją już ponad trzy lata temu

Rzeźba „Żyrafa” z Tauron Parku Śląskiego straciła swoją głowę ponad trzy lata temu i do dziś jej nie odzyskała. Rzeźba nadal jest w remoncie i ciągle nie wiadomo kiedy głowa wróci na swoje miejsce, bo problemem jest… szyja. - Firma, która wykonuje tą inwestycję kwestionuje nawet własną ekspertyzę, która mówi o konieczności wymiany szyi – mówi w rozmowie z netTG.pl prezes Tauron Parku Śląskiego Paweł Bilangowski.

JSW przegrała walkę o zwrot składki solidarnościowej. Chodzi o 1,6 mld zł

Minister energii wydał decyzję o odmowie zwrotu nadpłaty z tytułu składki solidarnościowej dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Stwierdził, że wniosek jest niezasadny – podała JSW w komunikacie w piątek, 14 sierpnia 2026 r. Zarząd spółki zamierza skorzystać z przysługującego prawa do wniesienia środków ochrony prawnej.

Miłosz Motyka: Na stacjach nie zabraknie paliwa w związku ze wznowieniem pakietu CPN

Minister energii Miłosz Motyka zapewnił w piątek, że w związku ze wznowieniem części pakietu Ceny Paliwa Niżej, na polskich stacjach nie zabraknie paliwa. Dodał, że ze względu na dynamiczną sytuację na Bliskim Wschodzie nie da się obecnie określić, czy program zostanie wydłużony.

Rewolucja w polskim ciepłownictwie. Ponad 200 miliardów złotych i pożegnanie z węglem

Nowa Strategia Transformacji Ciepłownictwa do 2040 r. po raz pierwszy wyznacza kompleksowy kierunek rozwoju ciepłownictwa systemowego, tworząc ramy dla jego modernizacji, zwiększenia efektywności i wzmocnienia konkurencyjności. Do realizacji tych celów służą 32 konkretne działania wspierające transformację sektora.