Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
Protesty i strajki – wbrew zapisom ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych – przynoszą niejednokrotnie straty niewspółmierne do żądań pracowników. W górnictwie takich przykładów jest szczególnie dużo i nie chodzi tu bynajmniej o widowiskowe manifestacje na ulicach Warszawy, lecz o wielomilionowe nieraz straty ponoszone przez kopalnie i spółki, na skutek zaprzestania wydobycia.
Szczególnie dobitnym przykładem takiej sytuacji był najdłuższy w powojennym polskim górnictwie strajk w kopalni „Budryk” na przełomie 2007 i 2008 roku. Z powodu trwającego 46 dni protestu, zorganizowanego na tle płacowym, kopalnia utraciła 90 mln zł przychodów, nie zawarła także w stosownym czasie kontraktów z energetyką. Ze względu na zaniechanie wydobycia, w „Budryku” doszło do zagrożenia pożarowego, zacisnęła się jedna ze ścian, uniemożliwiając przejazd kombajnu. Podczas prowadzonej okupacji doszło do zniszczenia majątku firmy, na porządku dziennym były rękoczyny, a na osoby chcące podjąć pracę wywierana była presja psychiczna.
Odpowiedzialność – zakurzone przepisy
Tuż po podpisaniu porozumienia kończącego ten protest, Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której włączona została kopalnia „Budryk”, komentował:
– Trudno mówić o wygranych i przegranych, bo wszyscy na tym straciliśmy. Strajk był niepotrzebny. Wbrew opiniom pojawiającym się w mediach, porozumienie podpisane po 46 dniach protestu w minimalnym stopniu odbiega od wynegocjowanego ze stroną społeczną przed strajkiem, a więc we wrześniu ubiegłego roku. Miejmy nadzieję, że w przyszłości liderzy związkowi będą umieli powściągnąć swoje ambicje i będą stosować bardziej racjonalne formy dialogu.
Dziś Zagórowski dodaje, że zamierza konsekwentnie doprowadzić do końca sprawę odpowiedzialności za niezgodne z prawem działania podczas strajku. Organizatorzy protestu zostali zwolnieni z pracy. Lada dzień, po złożonym przez nich odwołaniu, zapadnie orzeczenie sądu dotyczące ewentualnego przywrócenia do pracy. JSW będzie się także starała dochodzić swoich roszczeń o odszkodowanie za zniszczenie mienia na drodze cywilnej. Nie wiadomo jednak, z jakim skutkiem.
– 46-dniowy strajk w KWK „Budryk”, między innymi z uwagi na drastyczne formy jego prowadzenia, leży u podstaw tego, że JSW zdecydowała się „odkurzyć” przepisy przewidujące odpowiedzialność organizatorów strajku – w tym odpowiedzialność odszkodowawczą. W tym sensie spółka jest wyjątkiem, jeśli chodzi o stanowczą egzekucję prawa. Trzeba przyznać, że rzadko który pracodawca się na to decyduje – uważa mecenas Dariusz Duda, z Kancelarii Radców Prawnych Pawliszewski, Nowicki, Duda, Spółka Partnerska.
Rzadkie roszczenia – o elewację i spodnie
Mecenas Duda objaśnia prawne zawiłości związane z ponoszeniem odpowiedzialności za strajk:
– Mówiąc o odpowiedzialności za strajk wywołany przez związki zawodowe, w pierwszej kolejności trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy strajk był zgodny z przepisami ustawy. Ocena legalności strajku zależy od tego, czy strona związkowa dopełniła szeregu wymogów wynikających z ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. W razie stwierdzenia, iż protest pracowników odpowiada wymogom normatywnym, odpowiedzialność organizatorów strajku nie powstaje. Natomiast, jeżeli konkluzja jest taka, że strajk narusza przepisy ustawy, to prawo przewiduje odpowiedzialność jego organizatorów. Ma ona charakter odpowiedzialności cywilnej i odpowiedzialności karnej.
Co wynika z tej prawniczej definicji? Ano tyle, że jeśli strajk uznany został za legalny, a więc przeprowadzony zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, nawet jeśli spowodował jakieś szkody, nie można dochodzić ich zrekompensowania na drodze cywilnej.
Inaczej jest w przypadku strajku nielegalnego. Pracodawca może upomnieć się na drodze sądowej, w trybie procesu cywilnego, o odszkodowanie od organizatorów strajku za poniesione szkody, związane na przykład z brakiem świadczenia pracy, czy zatrzymaniem części produkcji.
– Jeżeli chodzi o realizację przez pracodawcę roszczeń odszkodowawczych, to przyznam, że nie zetknąłem się w praktyce z wyrokiem sądu, który rozstrzygałby o odpowiedzialności cywilnej organizatorów strajku. Wynika to z faktu, że z uwagi na poważne trudności natury faktycznej i prawnej procesy takie w ogóle nie są wszczynane – komentuje mecenas Duda.
Wyroki w procesach cywilnych przeciwko organizatorom protestów jednak zapadają. Przykładem jest wyrok Sadu Rejonowego w Katowicach w sprawie z powództwa Kompanii Węglowej przeciwko Związkowi Zawodowemu Górników w Polsce z grudnia 2003 roku, na mocy którego ZZG zapłacił Kompanii prawie 7 tys. zł za zniszczenie elewacji budynku jej siedziby. Potwierdza to Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący związku.
– Od wyroku się odwoływaliśmy, ale w końcu musieliśmy zapłacić. Druga sprawa przeciw ZZG wpłynęła z powództwa cywilnego jednego z dziennikarzy telewizji Polsat, któremu podczas demonstracji petarda zniszczyła spodnie. W demonstracji brało udział kilkanaście związków zawodowych, a on wybrał akurat nas. Ale ta sprawa się przedawniła – wyjaśnia.
Sprawy karne – chuliganów nikt nie obroni
Organizatorzy nielegalnego strajku czy protestu mogą odpowiadać także w postępowaniach karnych. Są to przestępstwa zagrożone karą grzywny lub ograniczeniem wolności – karane dosyć łagodnie, jeżeli weźmie się pod uwagę skutki wywołane strajkiem. Trochę takich spraw – nie dotyczących branży górniczej – jest w toku, ale z racji stopnia trudności rzadko dochodzi do końcowego rozstrzygnięcia, zazwyczaj sprawy są umarzane. Powodem do wytaczania tego typu procesów były m.in. głośne manifestacje górnicze, podczas których dochodziło do uszkodzeń ciała i mienia.
– Związek Zawodowy Górników nie miał problemów po burzliwych demonstracjach w Warszawie, bo członkowie związku nie zostali podczas ich trwania zatrzymani. Jeżeli jednak wobec członka związku wysuwane są jakieś roszczenia za szkody wyrządzone podczas protestu, każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Jeśli szkody wyrządzone są w ferworze walki i coś komuś udowodniono, a nie ma przesłanek typowo chuligańskiego rozboju, związek bierze pełną odpowiedzialność. Jeżeli ktoś zrobi burdę pod wpływem alkoholu, to trudno, żeby związek za niego odpowiadał – przekonuje Wacław Czerkawski.
Zawalone kontrakty – rozważania nad siłą wyższą
Strajk w górnictwie, związany z zatrzymaniem wydobycia i zablokowaniem wysyłek węgla, powoduje nie tylko straty po stronie kopalni, ale również uszczerbek dla jej kontrahentów. Brak dostaw zakontraktowanego węgla to często konieczność awaryjnego poszukiwania surowca u innego dostawcy, po awaryjnych cenach. W takim niekomfortowym położeniu postawione zostały przed miesiącem polskie koksownie w związku z zapowiedzią strajku i związaną z nim blokadą wysyłek w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Także taka forma protestu, inna niż powstrzymanie się od pracy – jeśli jest legalna, nie powoduje żadnych obciążeń dla protestujących. Konsekwencje – w zależności od sformułowania kontraktu – ponieść może za to pracodawca – producent węgla.
– Są kontrakty, w których strajki wpisane są w paragraf o sile wyższej, ale są także kontrahenci, którzy jako siłę wyższą traktują wyłącznie zdarzenia o charakterze naturalnym. Bardzo często powód ten wyklucza energetyka. Lista czynników, jakie można zaliczyć do siły wyższej jest z grubsza określona, a strajki akurat są takim elementem, który odbiorcy traktują w różny sposób. Każdy kontrakt inaczej rozwiązuje kwestie odszkodowań i bardzo często to nie kary umowne, ale roszczenia odszkodowawcze są głównym elementem, który jest mieczem wiszącym nad stroną kontraktu. Na szczęście, w codziennej praktyce sytuacje, gdy węgiel nie jest dostarczany z jakieś przyczyny (niekoniecznie związanej ze strajkami), udaje się z reguły rozwiązywać w sposób polubowny – tłumaczy zawiłości Zbigniew Paprotny, wiceprezes Kompanii Węglowej ds. handlowych.
Zablokować protest – w rozsypce ani rusz
W polskim prawodawstwie nie ma instrumentów, które mogłyby zapobiec strajkowi, zanim akcja strajkowa ruszy, ale Konfederacja Pracodawców Polskich czuje potrzebę wprowadzenia wyraźnego przepisu, który poddawałby pod ocenę sądu legalność bądź nielegalność strajku, zanim ten się rozpocznie. Zdaniem Konfederacji prawo określa sankcje dla organizatorów nielegalnych strajków, ale mimo to pozostają oni bezkarni. KPP twierdzi, że legalność strajku mogłaby być oceniana zarówno przez sąd, jak i inspekcję pracy. Ważne, by rozstrzygnięcia zapadały szybko.
Pomysł nie znajduje akceptacji Bogusława Ziętka, przewodniczącego Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”.
– Związki zawodowe w sposób bardzo ograniczony korzystają z prawa do strajku i innych form protestu. Zawsze, kiedy to robią, a przynajmniej dotyczy to „Sierpnia 80”, robią to w sposób legalny, czego najlepszym dowodem jest głośna sprawa „Budryka”. Prawie rok temu strajk oceniono jako nielegalny, protest wręcz przestępczy, a jak pokazują wyroki niezawisłych sądów, ludzie, którzy strajk prowadzili, są przywracani do pracy. Myślę, że Konfederacja Pracodawców powinna postawić postulat, żeby pracownicy nie mieli w ogóle prawa do strajku i zrzeszania się w związki zawodowe, ani nawet prawa do urlopu i wynagrodzenia. Z punktu widzenia pracodawców to jest postulat jak najbardziej słuszny, pracownicy mają pracować i nie domagać się wyższych wynagrodzeń. W Polsce jest prawo, które jednoznacznie sprawę prawa do strajku traktuje, o legalności czy nielegalności strajku orzeka niezawisły sąd i być może to się pracodawcom nie podoba. Komuś chyba nadmiar demokracji przeszkadza i nie mówię tu o związkach zawodowych, ale zrzeszeniach pracodawców i różnych gospodarczych organizacjach lobbistycznych.
W 2005 roku praktyczny zakaz strajku orzeczono wobec dwóch związków z kopalni „Budryk”. Sąd Okręgowy w Katowicach, wydając postanowienie tymczasowe w trybie zabezpieczenia, zakazał im wszelkich działań, które mogłyby prowadzić do zatrzymania wydobycia i wstrzymania wysyłki węgla. Sąd – nie badając legalności strajku – zabronił tego, czego robić nie wolno. Oba związki, które zapowiedziały strajk na poniedziałek, otrzymały to postanowienie w sobotę. Zakaz obowiązywał miesiącami, do strajku w efekcie nie doszło, mimo że Sąd Apelacyjny w Katowicach, na skutek zażalenia strony związkowej, uchylił to postanowienie z argumentacją, że nie powinno się zakazywać czegoś, co i tak jest zabronione.
Wacław Czerkawski przyznaje, że weryfikowanie legalności strajku przed jego rozpoczęciem związałaby związkowcom ręce.
– W innych formułach prawnych na zachodzie istnieje obrona przed strajkiem generalnym, tak zwany lock-out, polegający na natychmiastowym zwolnieniu pracowników i zamknięciu firmy. Możliwość tę stosuje pracodawca zagrożony bankructwem, ale to on jest właścicielem firmy, a nie państwo – dzieli się refleksją członek zarządu jednej z górniczych spółek.
– Teoretyzując, gdyby górnictwo było w stanie mówić jednym głosem w sprawie dochodzenia swoich roszczeń od organizatorów nielegalnych protestów, to siła nacisku byłaby ogromna. To byłby też swoisty sygnał dla prokuratury i sądów, że firmy będą konsekwentnie egzekwować prawo. Ale to droga bardzo żmudna i wymagająca ogromnej determinacji – podsumowuje problem mecenas Dariusz Duda.
Tekst: ANNA ZYCH