Budryk: Przy zbrojeniu i likwidacji ścian robota jest bardziej urozmaicona, ale wymaga sporych umiej
– W tym roku odeszło już 12 pracowników, głównie na emerytury. Mimo to radzimy sobie, ale musieliśmy zmienić organizację pracy – podkreśla kierownik Drzymała.
Brygady zbrojeniowo-likwidacyjne w „Budryku” przygotowały już w tym roku do wydobycia trzy ściany. Kończą prace przy zbrojeniu czwartej, Bw-6 w pokładzie 358/1, a zaczynają przy piątej – Cw-4 w tym samym pokładzie.
Na każdej zmianie robotami zbrojeniowo-likwidacyjnymi zajmuje się 15-17 osób. Kieruje nimi przodowy, o którym mówi się główny. Bo są jeszcze przodowi, których wyznacza kierownik w 4-osobowych brygadach, wykonujących określone prace – demontaż, montaż urządzeń – w różnych rejonach kopalni.
– Do konkretnej roboty kierujemy konkretnych ludzi – mówi o organizacji pracy kierownik Drzymała i ubolewa, że na emerytury odchodzą najbardziej doświadczeni górnicy. Nowych nie przybywa zbyt wielu. A poza tym trzeba ich szkolić.
– Nowo przyjęci wartościowymi pracownikami stają się dopiero po trzech latach. Najgorsze jest to, że mało który z nowych wie cokolwiek o kopalni. Czasem zdarza się ktoś, kto liznął dołu – ocenia kierownik.
Opinie i uwagi kierownika Drzymały potwierdzają ludzie z brygady, którą kieruje Marek Pawlik, przodowy zmiany.
– Do nas przychodzi mało nowych – podkreśla Zygmunt Szmit (blisko 20 lat pracy), który do „Budryka” przyszedł na początku lat 90. z likwidowanej kopalni „Saturn” w Czeladzi.
Większość jego kolegów z brygady trafiło do zakładu w Ornontowicach z kopalń likwidowanych w Zagłębiu Dąbrowskim. Choć codziennie dojeżdżają do pracy 50 km, są zadowoleni z tego, że mogą nadal być górnikami.
Przodowy Pawlik trafił do Budryka z Porąbki Klimontów (w czasach PRL-u ta kopalnia nazywała się Czerwone Zagłębie).
– Tamte kopalnie były zamykane, a tu była robota, to co mieliśmy robić? Trzeba było się przenieść – komentuje Pawlik.
Porównując pracę w zagłębiowskich kopalniach i w Budryku górnicy mówią bez zastanowienia: – Tu jest więcej techniki. Tam robiliśmy łopatą w ścianie. Pracę przy zbrojeniu lub likwidacji ścian górnicy z brygady Pawlika opisują tak: „Robota jest bardziej urozmaicona, niż przy wydobyciu”. Inna opinia brzmi: „Robota taka sama jak w ścianie, tylko trzeba się dwa razy lepiej znać na tym, co się robi”.
W brygadzie najkrótszy staż pracy na dole ma Adrian Vorreiter. Z wyboru zawodu jest zadowolony, mimo że ojciec górnik odradzał mu pracę w kopalni.
– Nie posłuchałem go i nie żałuję – stwierdza Vorreiter. – Na dole bardzo dobrze mi się robi. Koledzy z brygady dobrze mnie przyjęli.
– Jesteśmy zgrani – ocenia swoich ludzi przodowy Marek Pawlik. – Każdy wie, co ma robić. Nikogo do roboty nie trzeba gonić. Byłoby łatwiej, jakby nam dorzucili z dziesięciu dobrych fachowców.