Bolesław Śmiały: Jeszcze jeden papieski cud
fot: ARC
Anna Cebula, Barbara Kisielewicz i Andrzej Janasik na spotkanie z papieżem przybyli w strojach regionalnych
fot: ARC
W Łaziskach Górnych nikt nie ma wątpliwości – kopalnię udało się uratować przed likwidacją dzięki papieżowi Janowi Pawłowi II. Anna Cebula, Barbara Kisielewicz, Andrzej Janasik i Witold Rogóż do dziś wspominają chwile spędzone w Watykanie. Pamiętają każdy moment przed obliczem polskiego papieża. Wierzą, że tamtego dnia dokonał się jeszcze jeden cud.
„W imieniu załogi Kopalni Węgla Kamiennego Bolesław Śmiały, ich rodzin oraz mieszkańców Śląska zwracamy się do Ciebie Ojcze Święty, jako do najwyższego autorytetu moralnego, człowieka broniącego ludzkiej godności i prawa do godziwego życia, o wstawiennictwo, pomoc i modlitwę” – brzmiały słowa listu skierowanego w 2003 r. na ręce Jego Świątobliwości.
– To był krzyk rozpaczy, determinacji i wołanie o pomoc. Za wszelką cenę postanowiliśmy wręczyć go osobiście papieżowi. Najpierw gorączkowo poszukiwaliśmy kogoś, kto pomógłby nam zorganizować wyjazd. W tym czasie odbywały się uroczystości 25-lecia pontyfikatu i znalezienie w Rzymie miejsc noclegowych było wręcz niemożliwe. Zatelefonowałam więc w tej sprawie do mojej cioci, zakonnicy z klasztoru pod Opolem. Jeszcze tego samego dnia siostra Maria Magdalena z Watykanu przekazała mi radosną wiadomość: „Są miejsca, możecie jechać” – opowiada Barbara Kisielewicz.
Dwa dni później czwórka pielgrzymów z Łazisk Górnych szykowała się już do spotkania z Ojcem Świętym. Panowie przyodziali górnicze mundury, panie śląskie stroje. Lecz wciąż nie wiadomo było, czy w ogóle dotrą blisko Ojca Świętego.
Niezwykła pielgrzymka
– Nasza pielgrzymka do Watykanu od początku była niezwykła. Wszystko układało się jakby samo. Gdy na Placu Świętego Piotra główkowaliśmy, co robić dalej, nagle ujrzeliśmy ludzi w strojach góralskich. Przybyli z Chicago. W programie mieli audiencję. Pomyśleliśmy, że dołączymy do nich, służby papieskie wezmą nas za jedną grupę i tak dotrzemy do papieża. Tymczasem nasze górnicze mundury rzuciły się w oczy pewnemu biskupowi. Nawet nie wiemy, czy był Polakiem. To dzięki niemu mogliśmy rozmawiać z papieżem i prosić za nasze kopalnie – wspomina ze wzruszeniem Andrzej Janasik.
Barbara Kisielewicz przekazała Ojcu Świętemu figurkę św. Barbary z węgla, życzenia z okazji 25-lecia pontyfikatu od burmistrza Łazisk i starannie spisaną na papierze prośbę o modlitwę za górników. Z ust Jana Pawła II tym razem nie padło ani jedno słowo. Był słabiutki. Wyraźnie widać to na pamiątkowych fotografiach.
– Nie musiał nic mówić. Od niego promieniowało coś tak niezwykłego, że trudno opisać to słowami. My też nie byliśmy w stanie wydusić z siebie słowa, bo emocje były przeogromne. Przekazaliśmy tylko, że górnicy bardzo go kochają i poprosiliśmy o błogosławieństwo – przyznaje Barbara Kisielewicz.
Kopalnia uratowana!
Choć od tamtych chwil minęło już z górą osiem lat, wciąż żywe są wspomnienia z papieskiej audiencji. Z Watykanu pielgrzymi przywieźli specjalne błogosławieństwo Ojca Świętego dla ówczesnego dyrektora kopalni Jacka Korskiego, a owoce spotkania z papieżem przyszły później same. Kopalnia poprawiła swe wyniki i skończyły się problemy ze zbytem węgla. Dziś praca w niej wre pełną parą, otwierają się coraz to nowe perspektywy na długie lata.
– Audiencja u papieża była wydarzeniem najwyższej wagi, niedającym się porównać z niczym, co do tej pory przeżyliśmy – podsumowuje Barbara Kisielewicz.
Jeszcze raz rzucamy okiem na zgromadzone w archiwum fotografie.
– To Basia wpadła na pomysł, żeby prosić Ojca Świętego o pomoc. Do prezydentowej Kwaśniewskiej dotarła i do prymasa Glempa – zwraca uwagę Andrzej Janasik.
– Ale to prymas doradził, żeby papieża błagać o pomoc – wtrąca Barbara Kisielewicz.
Można wierzyć lub nie, ale o losach łaziskiej kopalni chyba rzeczywiście zadecydował jeszcze jeden papieski cud.