Biały Jar - kto był wśród 19 ofiar lawiny?

fot: Tomasz Rzeczycki

Od dziesięciu lat wiadomo, że w Białym Jarze nie było żadnych szybów górniczych, a poszukiwana kopalnia mieściła się po czeskiej stronie Śnieżki

fot: Tomasz Rzeczycki

Pięćdziesiąt lat minęło od tragicznych wydarzeń marca 1968 r. w Karkonoszach. Czy Niemcy, którzy zginęli wtedy w lawinie, poszli w góry, aby odszukać złoto ukryte w przedwojennych sztolniach?

Oczywiście, że nie. Bo kto przy zdrowych zmysłach szukałby wejścia do sztolni pod dwumetrową warstwą śniegu. Ale górnicza legenda związana z wydarzeniami marcowymi zadomowiła się na dobre w skarbnicy powojennych mitów sudeckich.

W lawinie w Białym Jarze 20 marca 1968 r. zginęło 19 osób. Większość stanowili młodzi uczestnicy wycieczki z Kujbyszewa w Rosyjskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Prócz nich pod śniegiem zginęło kilku obywateli Niemieckiej Republiki Demokratycznej oraz Polacy, w tym młody pilot wycieczki z Warszawy, który prowadził grupę Ukraińców. Nigdy wcześniej ani później tyle osób w Polsce nie zginęło jednocześnie w wypadku lawinowym. Owszem, zdarzyły się w górach większe tragedie, ale były to wypadki komunikacyjne, jak choćby ten z 15 listopada 1978 r. w Beskidzie Żywieckim, kiedy to do jeziora wpadły dwa autokary z górnikami jadącymi na poranną szychtę.

Biały Jar jest to głęboko wcięty w północne zbocze Równi pod Śnieżką. Pokrywa śnieżna utrzymuje się w nim najdłużej w Karkonoszach.

W jaki sposób skojarzono lawinę w Białym Jarze ze skarbem ukrytym w sztolniach? Po drugiej wojnie światowej Urząd Bezpieczeństwa Publicznego przesłuchiwał niejakiego Herberta Klosego. Niemiec, który osiadł w Górach Kaczawskich, zeznał, że pod koniec wojny uczestniczył w rekonesansie terenowym, mającym na celu wybór miejsca na ukrycie złota z wrocławskich banków. W samym ukrywaniu jednak już nie wziął udziału. W trakcie jednego z takich wyjazdów ekipa z Klosem odwiedziła Karkonosze, brane były pod uwagę okolice Śnieżki. Społeczeństwo o tym dowiedziało się z reportażu radiowego, nagranego z inspiracji służb specjalnych. Służby miały nadzieję, że po wyemitowaniu reportażu zgłoszą się obywatele, którzy będą wiedzieli coś więcej na temat poniemieckich skarbów. Rzeczywiście, odzew był spory.

Cztery lata po lawinie Tadeusz Dziekoński wydał książkę historyczną na temat dziejów górnictwa kruszcowego na Dolnym Śląsku. Opisał w niej m.in. starą kopalnię Gustav Heinrich w Białym Jarze. Na istnienie wyrobisk górniczych w tym miejscu wskazywały niektóre niemieckie mapy topograficzne.

Dziekoński korzystał m.in. ze zbioru map górniczych w Archiwum Państwowym w Katowicach. Możliwe, że zasugerował się zawartością inwentarza zbioru kartograficznego Oberbergamt Breslau, czyli przedwojennego Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu. W zbiorze map z Karkonoszy znajdowały się niemal wyłącznie mapy ze śląskiej strony tego pasma oraz jako jedyna mapa czeskiej kopalni Kovarna, leżącej na południowym zboczu Śnieżki. To właśnie jej wyrobiska Dziekoński mylnie zinterpretował, uznając za kopalnię Gustav Heinrich w Białym Jarze.

O tej pomyłce nie miała pojęcia Służba Bezpieczeństwa. Jeden z jej wrocławskich funkcjonariuszy, major Stanisław Siorek, miał pasję tropienia ukrytych skarbów i podziemi. Realizował ją zarówno w ramach obowiązków służbowych, jak i po przejściu na emeryturę. On też w jednym z licznych elaboratów słanych do władz w latach osiemdziesiątych wskazywał na miejsca, gdzie warto prowadzić poszukiwania. M.in. pisał o tym, że dzień przed lawina jeden z obywateli NRD w Karpaczu w którymś z lokali nanosił na współczesną mapę położenie starych szybów górniczych w Białym Jarze.

Opowieść o tym, że w lawinie z 1968 r. zginęli poszukiwacze skarbu w kopalni, trafiła na łamy prasy. Pisali o niej autorzy książek o tematyce skarbowej i eksploracyjnej. Wreszcie jednak ktoś postanowił zweryfikować legendę. Czterdzieści lat po lawinie, jesienią 2008 r., grupa geologów z Politechniki Wrocławskiej, po uzyskaniu zgody dyrekcji Karkonoskiego Parku Narodowego, spenetrowała Biały Jar. Okazało się, że nie było tam jakichkolwiek śladów działalności górniczej. Rozwiązanie zagadki nastąpiło w momencie, gdy porównali plan czeskiej kopalni z XIX w. ze współczesnymi materiałami turystycznymi - gdyż w kopalni Kovarna od kilku lat funkcjonuje podziemna trasa turystyczna. Wyniki tych dociekań opublikował w 2009 r. wrocławski geolog Marek Battek.

Domorosłym poszukiwaczom skarbów, którzy chcieliby w zimie odnaleźć w Karkonoszach sztolnie z ukrytym skarbem, można powiedzieć tylko jedno: „Nie idźcie tą drogą!”.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Guido dzien

O bezpieczeństwie w pokopalnianej przestrzeni

W wakacyjny czwartek, 16 lipca, w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu odbędzie się Dzień Bezpieczeństwa.

Zaręczyny, ślub i wesele w kopalni soli lub węgla? Owszem i to zupełnie legalnie

Pamiętacie zaręczyny posła PiS Michała Moskala w kopalni Bogdanka? Doszło do nich 30 grudnia 2022 roku. Wywołały olbrzymie kontrowersje. Padały pytania o ewentualne naruszenie zasad bezpieczeństwa. Tymczasem pod ziemią można nie tylko się zaręczyć w sposób zupełnie legalny, ale też wziąć ślub, a nawet urządzić wesele. Są cztery takie miejsca w kraju, dodatkowo uroczystość można urządzić w naziemnych pomieszczeniach kopalnianych.

Ocalić język hutników. Śląski projekt w finale ogólnopolskiego plebiscytu

Projekt „Hutniczo mowa we modych gowach. Na ratunek znikającemu socjolektowi hutniczemu”, realizowany przez Muzeum Hutnictwa w Chorzowie, został nominowany w plebiscycie „Wydarzenie Historyczne Roku 2025” w kategorii Edukacja. Internauci decydują o wygranej, a głosować można do 10 sierpnia 2026 r.

Przywódca strajku w stanie wojennym w kopalni Wujek wystosował apel w sprawie przyszłości zakładu

Stanisław Płatek, przywódca strajku w kopalni „Wujek" w stanie wojennym, zabiera głos w sprawie przyszłości terenów kopalni zakładu.