BHP: wysoki koszt ryzykanctwa
fot: Jarosław Galusek
Konkluzje zespołu będą impulsem do zmiany systemu szkolenia. Chcielibyśmy wzbogacić je zwłaszcza o wymiar praktyczny, z odwołaniem się do sytuacji dramatycznych, po to, aby na ich tle pokazywać i utrwalać dobre wzory zachowań – tłumaczy sens badań ankietowych i późniejszego wykorzystania ich rezultatów dyrektor Malinga
fot: Jarosław Galusek
Na początku lipca ruszy cykl badań ankietowych, służących poznaniu przyczyn brawurowych zachowań górników.
Trzy bliźniacze zgoła zdarzenia z tego tylko roku i trzy ofiary śmiertelne. Wszystkie trzy przy obsłudze przenośników taśmowych. Ginie górnik w wyrobisku podziemnym, ginie pracownik zakładu przeróbczego, ginie operator w kopalni odkrywkowej. Przyczyny identyczne. Niewielkie problemy na przesypach, zatrzymanie ruchu taśmy bez zabezpieczenia przed przypadkowym uruchomieniem.
– Poszkodowani byli właściwie przeszkoleni, doskonale wiedzieli, jak zabezpieczyć przenośnik, komu zgłosić o jego zatrzymaniu. Zaniechali tych działań. Tymczasem inni pracownicy zostali wysłani z poleceniem sprawdzenia przyczyny postoju i uruchomienia urządzenia. Jedni i drudzy mieli konieczną wiedzę o zasadach postępowania, znali procedury, a jednak postąpili wbrew nim. To szokujące – ocenia Janusz Malinga, dyrektor Departamentu Warunków Pracy w Wyższym Urzędzie Górniczym.
Inna, wydawałoby się, równie niepojęta sytuacja. Pracownik wchodzi do wyrobiska z lokomotywą w ruchu. Wpada pod maszynę i ginie.
– Maszynę na dole przecież słychać. To była normalna, nie jakaś nadzwyczajna sytuacja. Zachowanie poszkodowanego kłóciło się z elementarnym doświadczeniem, a wręcz zdrowym rozsądkiem – zdumiewa się Malinga.
Dlaczego, dlaczego, dlaczego? To pytanie niezmiennie wraca, kiedy ginie lub zostaje ciężko okaleczony górnik w okolicznościach racjonalnie niepojętych, które nie powinny zaistnieć. Co jeszcze można i trzeba zrobić, aby pokonać skłonność do brawury, wystawiającej na hazard życie własne i współpracowników? Na początku lipca w kopalniach węgla kamiennego zostanie przeprowadzone badanie ankietowe pracowników. Jego wyniki mają pomóc w poznaniu przyczyn niebezpiecznych zachowań górników.
Sojusz przedsiębiorców i związkowców
Pomysł rozpisania ankiety zrodził się w Departamencie Warunków Pracy. Tam też powstał wstępny zestaw pytań. Następnie został on przeniesiony do Komisji Bezpieczeństwa Pracy w Górnictwie, gdzie spotkał się z żywym oddźwiękiem górniczych przedsiębiorców, ale też przedstawicieli związków zawodowych.
– Jako pierwsza zareagowała Kompania Węglowa. Wiceprezes tej spółki, Marek Uszko, zobowiązał się, że zaangażuje przedstawicieli również innych górniczych firm. Z powodzeniem. W specjalnie powołanym zespole roboczym do przeprowadzenia tych badań znaleźli się także reprezentanci Bogdanki. To zainteresowanie cieszy także w kontekście gotowości przedsiębiorców do poniesienia ich kosztów. Niesłychanie ważne jest zaangażowanie związkowców. Nowej jakości przedsięwzięciu nadało włączenie się w projekt profesora Marka Szczepańskiego, dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego – mówi dyrektor Janusz Malinga.
W pierwotnym zamyśle adresatami ankiety mieli być pracownicy działów energomaszynowych z kopalń węgla kamiennego. Nieprzypadkowo.
– Pod koniec ubiegłego roku zauważyliśmy interesujące zjawisko. Zmniejszała się liczba wypadków ogółem, a także tych ciężkich i śmiertelnych. Dlatego rok 2010 zakończył się niezłymi wynikami. Niezłymi w tym sensie, że było znacznie lepiej niż w latach poprzednich. Ten trend – zwłaszcza w grupie wypadków ogółem – utrzymywał się również na początku tego roku. Natomiast – szczególnie w styczniu – byliśmy przerażeni ogromną liczbą wypadków śmiertelnych. To ostatnie zjawisko, niestety, pogłębia się i do końca maja mamy trzykrotnie więcej wypadków śmiertelnych niż w tym samym okresie roku ubiegłego, kiedy doszło do pięciu takich dramatów. Ale na drugim biegunie o przeszło 17 procent spadła w porównywalnym czasie liczba wypadków ogółem. Przy tym – na kanwie obserwacji z ubiegłego i tego roku – zauważyliśmy, że wskaźnik wypadków ogółem, ale też ciężkich i śmiertelnych, łączy się zwłaszcza z obsługą maszyn i urządzeń. Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Tym bardziej, że między innymi elektrycy należą przecież do grupy pracowników o najlepszym profesjonalnym przygotowaniu. Tak więc w pierwszej kolejności chcieliśmy się dowiedzieć, co tkwi u podłoża niebezpiecznych zachowań energomaszynowców – tłumaczy impuls rozpisania ankiety Janusz Malinga.
Szersze spojrzenie
Teraz ten przygotowany pierwotnie zestaw pytań zostanie przy pomocy psychologów i socjologów rozszerzony i zmodyfikowany, zaś adresatami ankiety będą już nie tylko energomaszynowcy, lecz również pracownicy innych specjalności. Pytania nie ograniczą się przy tym jedynie do kwestii ściśle zawodowych. Mają zawierać szerszy kontekst, obejmujący m.in. życie rodzinne, satysfakcję z zarobków lub zniechęcenie położeniem materialnym, miejsce bezpieczeństwa w hierarchii wartości itd., itd.
Wiedza wynikająca z uzyskanych odpowiedzi ma po ich opracowaniu służyć przezwyciężeniu sytuacji, w której aż 70 proc. wypadków w górnictwie łączy się z tzw. czynnikiem ludzkim.
– Konkluzje zespołu będą impulsem do zmiany systemu szkolenia. Chcielibyśmy wzbogacić je zwłaszcza o wymiar praktyczny, z odwołaniem się do sytuacji dramatycznych, po to, aby na ich tle pokazywać i utrwalać dobre wzory zachowań – tłumaczy sens badań ankietowych i późniejszego wykorzystania ich rezultatów dyrektor Malinga.