Anglosaskie pożegnanie z węglem?

fot: Jarosław Galusek/ARC

Zakulisowe zagrywki, intrygi, przymusowe aranżowane małżeństwa, ostre starcia – wszystko, czym zachwycały się nasze babcie, ciotki, matki, żony i kochanki oglądając kolejny odcinek „Zbuntowanego anioła” albo „Dzikiego księżyca” – miało niedawno miejsce na krajowym podwórku. Prześledźmy odcinek nr 2016

fot: Jarosław Galusek/ARC

W świetle fleszy prezydent Donald Trump pędzi jak lokomotywa w spełnianiu obietnic danych wyborcom, zbierając największe brawa przede wszystkim wśród amerykańskich górników, którym obiecał przywrócenie dawnej świetności ich kopalń. Sam wybór Trumpa na stanowisko głowy państwa dał giełdzie silny impuls do wzrostu notowań spółek górniczych. Za najważniejszą decyzję na drodze do węglowego renesansu i przywrócenia miejsc pracy w tym sektorze uznano jednak cofnięcie programu Clean Power Plan federalnej Agencji Ochrony Środowiska.

Ożywieniu giełdy i uwolnieniu kopalń spod administracyjnych obostrzeń towarzyszyły najwyższe od ponad trzech lat ceny węgla na rynkach międzynarodowych. I chociaż pojawiały się zapowiedzi, że rząd Trumpa będzie wstrzymywał eksport surowców, to dzisiaj właśnie m.in. USA zaspokajają potężny azjatycki popyt w chwili, kiedy ze zniszczoną po huraganie Debbie infrastrukturą kolejową Australia ma problem z transportem urobku do portu w Newcastle. Wydawać by się mogło, że węgiel wraca do łask w wielkim stylu. W samych tylko Stanach Zjednoczonych przyszłość „czarnego złota” stoi jednak pod znakiem zapytania.

Zapraszając górników z Pensylwanii, Ohio i Zachodniej Wirginii do Białego Domu, Trump wykonuje w ich stronę miły gest, ale samo cofnięcie legislacji wprowadzonej przez Baracka Obamę to za mało. Z projektów budżetu USA na 2018 r. wynika, że nowy prezydent zamierza drastycznie obciąć wydatki federalne na restrukturyzację zatrudnienia (program POWER), co najmocniej uderzyć może właśnie w stany górnicze, gdzie poza produkcją węgla ciężko o inną profesję. Obiecując przywrócenie miejsc pracy w górnictwie zapomniano też, że ssanie amerykańskiego węgla w Azji i Europie nie będzie trwało wiecznie - ułatwienie pracy kopalniom wcale nie musi oznaczać, że większej podaży będzie towarzyszyć wzrost popytu.

Już teraz mamy do czynienia z sytuacją odwrotną – na 2017 r. zaplanowano w Stanach zamknięcie 24 bloków węglowych w 14 elektrowniach o łącznej mocy blisko 7 MW i zużywających ponad 9 mln t paliwa rocznie. Jeszcze mniejsze zapotrzebowanie na węgiel odczują amerykańskie kopalnie po 2018 r., kiedy zamknięte zostaną kolejne 22 bloki w 11 elektrowniach (9 MW mocy), zużywające dzisiaj ponad 18 mln t węgla – najwięcej, bo ok. 1/3 tego wolumenu spalają elektrownie w Ohio. I chociaż powstają nowoczesne projekty, jak instalacja Petra Nova, która ma wychwytywać nawet 90 proc. CO2 wytwarzanego przez elektrownię Thompson, to nie względy klimatyczno-ekologiczne wbijają przedostatni gwóźdź do węglowej trumny.

Pod koniec kwietnia organizacje ekologiczne w Wielkiej Brytanii i na świecie odtrąbiły wielki sukces – oto po raz pierwszy od ponad 130 lat przez 24 godziny nie wytwarzano tam energii z węgla. W skali 4 ostatnich lat udział węgla w miksie energetycznym Wielkiej Brytanii zmalał z 40 proc. do raptem 9 proc. Pod koniec 2015 r. zamknięto w Anglii ostatnią kopalnię i tym samym piątkowe wydarzenie miało dla tzw. obrońców klimatu ogromne znaczenie symboliczne w ich antywęglowej krucjacie. Pomimo zachwytów, to jednak jeszcze nie zwycięstwo subsydiowanego OZE, a cenowa konkurencja ze strony gazu ziemnego (trzeba mieć na uwadze jednak, że produkcja energii z węgla jest na Wyspach obarczona dodatkowym podatkiem).

Większość zamykanych w USA jednostek jest dość wiekowa (pochodzą głównie z lat 50. i 60.), ale nie są jeszcze tak stare, żeby pamiętać, że pierwsza na świecie elektrownia powstała właśnie po tej stronie Atlantyku. W Anglii zaś wybuchła rewolucja przemysłowa, a jej największe koła zamachowe w ruch wprawiało spalanie węgla. Dzisiaj oba kraje powoli odchodzą od tego paliwa, a gazowa alternatywa na (prawie) konkurencyjnych zasadach zdaje się zamykać klamrą jego historię w krajach anglosaskich. Ani prowęglowa narracja administracji Donalda Trumpa, ani ewentualne odejście Wielkiej Brytanii od europejskiej polityki klimatycznej w związku z Brexitem, sytuacji diametralnie nie zmieni. Amerykański węgiel będzie bowiem wciąż przegrywać z tańszym gazem. Z kolei Wielka Brytania – po wyczerpaniu opłacalnych w eksploatacji złóż węgla – jest na dobrej drodze do wyczerpania również całego dostępnego w jej zasobach gazu.

 

Dyrektor Działu Analiz Rynku Węgla Energomix i założyciel serwisu polishcoaldaily.com

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Inflacja do końca roku pozostanie w przedziale 3,0-3,5 proc.

Wskaźniki inflacji CPI i bazowej do końca 2026 r. powinny utrzymywać się w przedziale 3,0-3,5 proc. rdr, a RPP prawdopodobnie odłoży decyzje o zmianach stóp procentowych do czasu większej klarowności perspektyw inflacji - ocenili ekonomiści Pekao po piątkowej publikacji danych GUS.

Polscy przewoźnicy zdominowali drogowy transport towarów w UE

Przewoźnicy z Polski odpowiadają za ponad 20 proc. drogowego transportu towarów w krajach Unii Europejskiej – wynika z danych Eurostatu opublikowanych w piątek, 31 lipca 2026 r. Przewożą najwięcej w całej UE.

Minister Grzegorz Wrona o JSW: Dyskusja z 83 związkami zawodowymi zaczyna być problemem

Wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona brał udział w posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii, klimatu i aktywów państwowych, która była poświęcona aktualnej sytuacji Grupy Kapitałowej JSW. - Pozwalam sobie na takie pierwsze w życiu moje wystąpienie polityczne, ponieważ bardziej jestem znany z tego, że zajmuję się gospodarką, a nie polityką. Chcę powiedzieć jedno. Zanim posłowie będą nas krytykować, chciałbym również słyszeć w tej krytyce rozwiązania i pomoc - mówił podczas posiedzenia komisji.

Zabrze z dofinansowaniem 7,2 mln zł. Przebudowa ważnego skrzyżowania coraz bliżej

Miasto Zabrze otrzymało 7,2 mln zł z rezerwy subwencji Ministerstwa Infrastruktury na 2026 rok na rozbudowę układu drogowego w rejonie skrzyżowania ul. Tarnopolskiej i Składowej. To kluczowy krok w kierunku rozpoczęcia jednej z najbardziej oczekiwanych inwestycji w północnej części miasta, która ma znacząco poprawić bezpieczeństwo i płynność ruchu.