Andrzej Tor: Dopiero od kilku lat mówi się o renesansie górnictwa
fot: Krystian Krawczyk
- Moim zdaniem górnictwo bezpieczne to przede wszystkim górnictwo nowoczesne pod względem technicznym - mówi Andrzej Tor
fot: Krystian Krawczyk
Z Andrzejem Torem, wiceprezesem ds. Produkcji Jastrzębskiej Spółki Węglowej rozmawia Agnieszka Barzycka.
Z górnictwem jest pan związany od 1982 roku, z Jastrzębską Spółką Węglową od dziesięciu lat. To szmat czasu. Jak zmieniała się spółka na przestrzeni tych lat?
- Faktycznie, 10 lat to bardzo dużo z punktu widzenia historii tej spółki. Firma przeszła przez ten czas wiele pozytywnych zmian, choć nie ominęły jej także trudności. Szkoda, że często nie dostrzega się tego w jak trudnych warunkach przyszło Jastrzębskiej Spółce Węglowej funkcjonować. Na przestrzeni tych dziesięciu lat warunki geologiczno-górnicze w kopalniach zdecydowanie pogorszyły się, między innymi z powodu wzrostu głębokości eksploatacji. Coraz częściej prowadzimy roboty górnicze na głębokości sięgającej 1000 metrów. To powoduje często duże trudności we właściwym utrzymaniu wyrobisk. Zintensyfikowały się również zagrożenia naturalne, mam na myśli większą metanowość i zagrożenie tąpaniami, które uaktywniło się w 2007 roku w dwóch kopalniach – Zofiówce i Jas-Mosie. Trzeba zdawać sobie sprawę, że od 2002 roku do 2008 metanowość całkowita kopalń spółki wzrosła o ponad 40 procent. Zaskoczeniem stało się także pojawienie się realnego zagrożenia wyrzutowego, co potwierdziły wyrzuty metanu i skał w kopalni Pniówek w 2002 r. i kopalni Zofiówka w 2005. Te dziesięć lat to także wciąż zmniejszające się zasoby, co wpływa na zmniejszenie zdolności wydobywczych kopalń.
Metanowość wzrosła o 40 procent, ale to właśnie Jastrzębska Spółka Węglowa jest liderem w zakresie wykorzystania metanu. Spółka udowadnia, że ten śmiertelnie niebezpieczny gaz może także mieć pożyteczne zastosowanie.
Gospodarcze wykorzystanie metanu ma istotne znaczenie z punktu widzenia ekonomicznego, bezpieczeństwa i ekologii. Aktualnie spółka wykorzystuje ponad 70 procent ujmowanego metanu. Naszym celem jest, aby w najbliższych latach wykorzystywać gospodarczo niemal 100 procent.
Ale powróćmy może do roku 2000. Wtedy w sierpniu objął pan stanowisko wiceprezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W jakiej sytuacji znajdowała się wtedy spółka?
- Spółka była po długim okresie restrukturyzacji wymagającym wielu wyrzeczeń finansowych. Potrzebny był impuls inwestycyjny. Lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku to okres głębokiej restrukturyzacji wszystkich obszarów działalności polskich kopalń. Wówczas nie było podstaw i przede wszystkim środków do realizacji strategicznych inwestycji związanych z rozwojem bazy zasobowej. To dopiero od kilku lat mówi się o renesansie górnictwa. Gdy rozpoczynałem pracę w spółce znalazłem się w całkowicie nowym środowisku. Bliżej znałem tylko dwie osoby, Krzysztofa Ogiegłę, ówczesnego dyrektora kopalni Jas-Mos i Augustyna Holeksę, wtedy naczelnego inżyniera. To było duże wyzwanie dla mnie, aby w tym środowisku się odnaleźć, żeby zostać zaakceptowanym. W Rudzkiej Spółce Węglowej, gdzie wcześniej pracowałem, zajmowałem się inną problematyką. Byłem zastępcą prezesa ds. restrukturyzacji, choć oczywiście zagadnienia techniczne nie były mi obce. Zanim trafiłem do Rudzkiej Spółki przeszedłem wszystkie szczeble kariery w już nieistniejącej kopalni „Siemianowice”– od nadgórnika do dyrektora tej kopalni. Traktowałem przejście do Jastrzębskiej Spółki Węglowej w 2000 roku jako duże wyzwanie w swoim życiu zawodowym.
Spółka jest dzisiaj jedną z najlepszych spółek węglowych w Polsce. Jak udało się tego doprowadzić?
- Aby złagodzić istniejące problemy podjęto szereg przedsięwzięć technicznych. Chodziło przede wszystkim o rozbudzenie działań inwestycyjnych. Już na początku pracy w spółce, wspólnie z moimi współpracownikami z Biura Produkcji, sygnalizowałem, że złoża ulegają zczerpywaniu i jeśli nie podejmie się odpowiednich przedsięwzięć inwestycyjnych to żywotność Jastrzębskiej Spółki Węglowej może być bardzo ograniczona. W 2003 roku powstały pierwsze wizje rozwoju spółki związane z budową nowych poziomów i zagospodarowaniem nowych złóż. Tym planom na szczęście sprzyjał wzrost cen węgla koksowego, który nastąpił w 2004 roku. To wtedy pojawiła się realna szansa na urzeczywistnienie tych koncepcji. Aktualnie trwa już ich realizacja.
Co więc się zmieniało na przestrzeni tych dziesięciu lat?
- Podniesiono poziom techniczny wyposażenia kopalń. Od 2001 roku do 2009 łącznie zakupiono m.in. ponad 3,5 tysiąca sztuk fabrycznie nowych sekcji obudów zmechanizowanych, znaczące środki przeznaczono też na poprawę poziomu bezpieczeństwa pracy, między innymi unowocześniono systemy monitoringu zagrożeń, a kopalnie zostały wyposażone w układy klimatyzacji grupowej i centralnej. W strategii Jastrzębskiej Spółki Węglowej jako priorytetowe przyjęto przedsięwzięcia związane z rozwojem bazy zasobowej kopalń. Opracowano koncepcje i projekty, a następnie rozpoczęto realizację zadań w zakresie budowy i rozbudowy nowych poziomów wydobywczych oraz udostępnienia i zagospodarowania nowych złóż. Efektywna realizacja tych przedsięwzięć jest warunkiem perspektywicznego rozwoju spółki.
Często Pan podkreśla, że nowoczesne maszyny i urządzenia to też większe bezpieczeństwo pracy w kopalniach…
- Moim zdaniem górnictwo bezpieczne to przede wszystkim górnictwo nowoczesne pod względem technicznym. Drugim elementem i tym, na co szczególnie zwracamy uwagę od kilku lat, jest tak zwany czynnik ludzki. Mam tu na myśli, między innymi, zapewnienie odpowiedniego poziomu kwalifikacji i kompetencji pracowników, podniesienie w ich hierarchii wartości rangi bezpiecznej pracy oraz wypracowanie systemu wynagrodzeń, który będzie premiował bezpieczną pracę. Jeśli te warunki nie będą spełnione, to nawet najbardziej rozbudowane przepisy prawne oraz skrupulatny nadzór i kontrola nie przyniosą spodziewanych efektów.
Mówi pan o górnictwie nowoczesnym. W ubiegłym roku Jastrzębska Spółka Węglowa powróciła do całkowicie zaniechanej techniki wydobywczej znajdującej zastosowanie w pokładach niskich. Mowa tu o technice strugowej. Dlaczego Jastrzębska Spółka Węglowa zdecydowała się na takie rozwiązanie?
- W zasobach, szczególnie tych perspektywicznych bardzo duży udział stanowią pokłady o miąższości do 1,5 metra. Rozwój Jastrzębskiej Spółki Węglowej będzie w dużym stopniu uzależniony od tego, czy uda nam się efektywnie eksploatować pokłady niskie. To właśnie był powód, dla którego spółka zdecydowała się na wprowadzenie techniki strugowej. Dotychczasowe doświadczenia z jej wdrożeniem w kopalni Zofiówka są bardzo pozytywne. Uzyskano dobre wyniki produkcyjne przy eksploatacji ściany B-1 w pokładzie 406/1, zebrano też cenne doświadczenia, które będą wykorzystane w przyszłości. Mnie osobiście najbardziej cieszy jednak fakt, że tak nowoczesna technika została zaakceptowana przez pracowników, a niektórzy stali się wręcz jej entuzjastami. To jest inne górnictwo, górnictwo nowoczesne, które wymaga zaawansowanych umiejętności technicznych z zakresu automatyki, elektroniki, informatyki.
Niedawno rząd przyjął dokument pod nazwą „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”. Potwierdza on, że najważniejszym paliwem nadal będzie węgiel, choć jego znaczenie będzie maleć. W roku 2030 – jak się zakłada – produkować z niego będziemy ok. 60 proc. energii elektrycznej, obecnie – ok. 94 proc. Czy nie istnieje obawa, że niedoinwestowane górnictwo nie podoła i temu?
- Skoro taką ważną rolę nadano węglowi, to uważam, że konsekwencją tego faktu powinno być stworzenie górnictwu dobrych warunków, które umożliwiałyby rozwój tej branży. Podstawową sprawą jest stworzenie bardziej dogodnych przepisów prawnych regulujących uzyskiwanie koncesji i dostępu do złóż. Inny ważny problem to próba obciążenia górnictwa kolejnymi opłatami, mowa tu przede wszystkim o podatku od podziemnych wyrobisk. Zwiększenie zobowiązań finansowych wpłynie niekorzystnie na konkurencyjność polskiego węgla i zmniejszy zdolność Spółek Węglowych do realizacji bardzo potrzebnych inwestycji. Przecież to podcinanie własnych korzeni.
Jaka zatem przyszłość czeka Jastrzębską Spółkę Węglową w kolejnych latach? Czy za kilka lat będziecie zdolni do konkurowania z węglem rosyjskim, australijskim, afrykańskim?
- Naszym atutem bez wątpienia jest to, że produkujemy wysokiej jakości węgiel koksowy, na który popyt nie jest zagrożony. W przeciwieństwie do węgla energetycznego, który musi konkurować z innymi nośnikami energii, takimi jak gaz ziemny czy paliwo jądrowe, węgiel koksowy nie ma dotychczas zamiennika. Ale przed nami bardzo duże wyzwania. Biorąc pod uwagę przewidywalne duże zapotrzebowanie na węgiel koksowy - istnieje realna możliwość rozwoju spółki, sięgająca nawet końca XXI wieku. Sukces Jastrzębskiej Spółki Węglowej jest jednak uzależniony od wielu warunków. Przede wszystkim niezbędna jest realizacja olbrzymich przedsięwzięć inwestycyjnych. Mowa tu przede wszystkim o udostępnieniu i zagospodarowaniu złóż Bzie-Dębina 1 - Zachód, Pawłowice 1, budowie poziomu 1290 w kopalni Budryk, poziomu 1080 w Zofiówce, poziomu 1000 w kopalni Pniówek. Widzę też realną szansę na zagospodarowanie części złóż Warszowice i Żory w pobliżu granicy z kopalnią Borynia, badane są także możliwości zwiększenia żywotności Krupińskiego. Te przedsięwzięcia są niezbędne, ale także związane z ryzykiem technicznym i rynkowym. Należy się liczyć z wystąpieniem określonych problemów technicznych, bo przecież prace będą prowadzone na coraz większych głębokościach przekraczających znacznie 1000 metrów. To wymaga konsekwencji, determinacji i wieloletnich działań. Warunkiem sukcesu spółki jest także usprawnienie jej zarządzania i organizacji, poprawienia efektywności w zakresie wykorzystania majątku i czasu pracy. Jeśli te warunki będziemy konsekwentnie spełniać mamy szansę na sukces i konkurowanie na rynkach międzynarodowych.
Mówiąc o przyszłości górnictwa, należy również pamiętać o wymiarze społecznym. Jak pogodzić interesy wielkiego przedsiębiorstwa górniczego z interesami ludzi, którzy mieszkają na terenach narażonych na szkody górnicze?
- Tak, to bardzo ważny aspekt. Istotnym warunkiem, jaki musimy spełnić jako przedsiębiorca górniczy jest akceptowalność naszych działań przez szeroko pojęte otoczenie. Dla nas sprawa jest jasna – węgiel jest niezbędny, węgiel daje miejsca pracy, ale trzeba też zrozumieć tych, którzy są narażeni na szkody górnicze. To dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do przedsięwzięć z zakresu ochrony środowiska, skutecznego zapobiegania i usuwania szkód górniczych. Równocześnie jednak oczekujemy od naszych partnerów lokalnych zrozumienia celów naszej działalności, która ma istotne znaczenie nie tylko w wymiarze lokalnym, ale także dla gospodarki narodowej.
Mówi Pan o zrozumieniu wśród mieszkańców, a co ze zrozumieniem wśród przedstawicieli związków zawodowych?
- To kolejny warunek osiągnięcia sukcesu. Jestem jednak przekonany, że do konsensusu dojdzie. Tak duża jest skala wyzwań, istnieje tyle przeciwności zewnętrznych, że strony będą zmuszone do osiągnięcia porozumienia w imię interesu nadrzędnego spółki.
Coraz częściej mówi się o giełdzie, która nie jest już kojarzona jedynie z czymś niepożądanym. Załogi górnicze też dostrzegają potrzebę pilnego doinwestowania tej branży. Bez inwestycji będzie tracić na znaczeniu.
Z punktu widzenia potrzeb inwestycyjnych naszej spółki, właściwie przeprowadzona prywatyzacja może być źródłem znaczącego kapitału dla jej rozwoju. Podkreślam jednak, że spółka powinna być właściwie przygotowana do prywatyzacji, to znaczy musi być spółką w pełni zrestrukturyzowaną, która ma także jasno sprecyzowaną wizję rozwoju.