Andrzej Malinowski: W górnictwie drzemie dobra energia

Malinowski andrzej GAL

fot: Jarosław Galusek

- Bez zaangażowania takich krajów, jak Chiny, Indie, Stany Zjednoczone czy Brazylia nie uda się skutecznie ograniczyć emisji dwutlenku węgla. Tak więc, stawiając Europie zbyt wysokie cele redukcji, możemy znacznie obniżyć konkurencyjność unijnych gospodarek - uważa Andrzej Malinowski

fot: Jarosław Galusek

Rozmowa z Andrzejem Malinowski, prezydentem Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej.

 

W czasie niedawnej uroczystości jubileuszowej Związku Pracodawców Górnictwa Węgla Kamiennego bardzo ciepło mówił Pan o kolegach z tej organizacji i konieczności wzmocnienia pozycji branży górniczej. Okolicznościowa kurtuazja?

To nie była pusta galanteria. W okresie przeszło dwóch dekad działalności naszej konfederacji górniczy pracodawcy wnieśli do niej najwięcej dobrej energii. Pracodawcy to w istocie przedsiębiorcy. Jesteśmy i chcemy być inspiratorami potrzebnych Polsce działań i pomysłodawcami niezbędnych projektów. Stąd Pracodawcy RP pobudzali wymianę myśli, zapoczątkowując doniosłe debaty wokół najtrudniejszych wyzwań, przed jakimi stoimy jako państwo i społeczeństwo. I oto znów jest przed nami takie fundamentalne wyzwanie. Na imię mu perspektywy górnictwa węglowego, a szerzej - problemy polskiej energetyki. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że wokół nas toczy się batalia o rzecz absolutnie najważniejszą, czyli o gospodarczą przyszłość naszego kraju i ekonomiczne podstawy życia milionów Polaków. Jednym z ważnych pól tej batalii jest energetyka.

Obawiam się, że - wyjąwszy może Śląsk - w pozostałej części kraju nie ma takiej świadomości ani tym bardziej takiej przychylności dla górnictwa.

 

Dlatego bardziej aktywnie trzeba przypominać podstawowe prawdy o tym sektorze. O tym, że polskie górnictwo bezpośrednio zatrudnia ponad 200 tysięcy osób, a pośrednio co najmniej dwa razy tyle, że rośnie dochodowość branży i zachodzą w niej pozytywne przemiany właścicielskie, że polskie kopalnie dużym wysiłkiem inwestycyjnym przeszły w ostatnich latach niebagatelną modernizację. Trzeba przy tym kłaść nacisk na to, że węgiel stanowi najtańsze dostępne, a przy tym - wobec braku w naszym kraju elektrowni jądrowych - stabilne źródło energii, a także przypominać, że Polska należy do największych producentów węgla koksowego w Europie. Mimo kryzysu bardzo prawdopodobne są przewidywania dotyczące istotnego wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce w perspektywie najbliższych dwóch dekad. Trzeba więc głośno stawiać i uporczywie powtarzać pytanie: skąd tę energię weźmiemy?

To pytanie nabiera większej aktualności i wyrazistości w kontekście unijnej polityki dekarbonizacji. Był Pan jedną z pierwszych osób podpisujących "Deklarację katowicką", dezaprobującą ten kurs. Dlaczego?

Jak wszyscy wiemy, unijny pakiet energetyczno-klimatyczny zakłada radykalne ograniczenie emisji dwutlenku węgla. Skoro blisko 90 procent produkcji energii elektrycznej w Polsce pochodzi ze spalania węgla, to - moim zdaniem - branża górnicza ma prawo zadać publicznie tak modne dziś pytanie: jak żyć? Chcę być przy tym dobrze zrozumiany. Jego adresatem nie jest wyłącznie rząd. Trzeba je stawiać całej polskiej i europejskiej klasie politycznej oraz unijnym urzędnikom, od wielu lat zdecydowanie na wyrost planującym ambitne cele, których nie udaje się realizować. Przypomnę choćby niesławną Strategię Lizbońską, która przerodziła się w tragedię. Nie tylko Europa nie stała się w 2010 roku najbardziej dynamicznym i konkurencyjnym regionem gospodarczym na świecie, lecz na dodatek nie umie sobie poradzić z ogarniającym ją kryzysem finansowym i chaosem decyzyjnym. A przecież ochrona klimatu - o czym często na forum krajowym i międzynarodowym przypomina wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak i bardzo dobrze, że to robi - jest sprawą globalną i potrzebne jest tu także wsparcie partnerów spoza Unii. Bez zaangażowania takich krajów, jak Chiny, Indie, Stany Zjednoczone czy Brazylia nie uda się skutecznie ograniczyć emisji dwutlenku węgla. Tak więc, stawiając Europie zbyt wysokie cele redukcji, możemy znacznie obniżyć konkurencyjność unijnych gospodarek.

Przejdźmy na poletko kierowanej przez Pana konfederacji. Na czym ogniskuje się jej aktywność?

Pracodawcy RP swoją misję realizują dwojako. Sposób pierwszy, oczywisty i naturalny, to jak najszerzej rozumiane reprezentowanie interesów naszego środowiska. Myślę między innymi o nieustającej walce o dobre prawo i sprzeciwie wobec ograniczania wolności gospodarczej, o trosce o budowę przyjaznego otoczenia dla ludzi przedsiębiorczych, o proteście wobec - motywowanych względami politycznymi - działań psujących, a niekiedy niszczących dorobek polskich pracodawców.

A ta druga sfera?

To aktywne zainteresowanie sprawami publicznymi, daleko wykraczającymi poza nasze środowiskowe interesy. W takim podejściu mieści się uczestnictwo w ogólnopolskiej debacie nad ścieżkami rozwoju państwa oraz dbałość o wzmocnienie naszej ekonomicznej konkurencyjności. Wychodzimy z założenia, że polscy pracodawcy są zbyt znaczącą grupą i silnym intelektualnie środowiskiem, by biernie przyglądać się rozwojowi sytuacji, dbając wyłącznie o własne podwórko.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Samorządy pięciu województw i największych miast wspólnie domagają się gwarancji unijnego wsparcia po 2027 r.

Przedstawiciele regionów przejściowych i warszawskiego stołecznego – województw mazowieckiego, dolnośląskiego, pomorskiego, śląskiego i wielkopolskiego oraz Warszawy, Gdańska, Katowic, Poznania i Wrocławia – przyjęli wspólne stanowisko w sprawie przyszłych zasad finansowania polityki spójności UE. Samorządy chcą, by w perspektywie 2028–2034 nie zabrakło adekwatnych środków dla regionów, które statystycznie „awansują”, ale wciąż mają duże potrzeby inwestycyjne.

Program 800 plus do zmiany? Domański: Nie ma żadnych planów

Nie ma żadnych planów zmian w programie 800 plus - poinformował w poniedziałek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Skarbówka licytuje dużą nieruchomość. Teren pod usługi, produkcję lub mieszkania

Urząd Skarbowy w Sosnowcu licytuje 2-hektarową nieruchomość położoną blisko centrum miasta. Teren przeznaczony jest pod budownictwo usługowe i przemysłowe, ale można postawić tu również bloki mieszkalne. Wartość przedmiotu sprzedaży to niemal 9 mln zł.

To już prawie koniec remontu stacji kolejowej w Mysłowicach. Mocno się zmieniła

Polskie Linie Kolejowe kończą remont stacji kolejowej Mysłowice. Ma on zwiększyć komfort i bezpieczeństwo pasażerów podróżujących z Mysłowic do Katowic, Krakowa i Oświęcimia.