Analizy: Kursy nie do przewidzenia
– Zwyżkujący kurs dolara i euro to dla nas nie najlepsza wiadomość. Dużo importujemy, więc będziemy musieli zapłacić więcej – wyjaśnia Henryk Stabla, prezes tyskiej Carboautomatyki.
Jego zdaniem, „dołowanie” polskiej waluty w dalszej perspektywie zostanie opanowane, a kursy – zarówno dolara, jak i euro – ustabilizują się mniej więcej na poziomie sprzed zawirowań.
Według ekspertów walutowych, osłabienie złotego bierze się głównie z umocnienia dolara na świecie, choć wsparte jest „czynnikami lokalnymi”. Zdaniem analityków walutowych, polska złotówka może jeszcze nieco tracić, ale niebawem powinna wrócić do umacniania.
Marek Rogalski, analityk z First International Trades uważa, że złoty może osłabić się jeszcze do 3,68 – 3,70 wobec euro, a w stosunku do dolara nawet do poziomu 2,95.
– Sądzę, że jeśli takie poziomy pojawią się, będzie to szczyt umocnienia dolara i osłabienia złotego, a później do połowy listopada możemy spodziewać się zwyżki euro/dolara powyżej 1,30 i umocnienia złotego poniżej 3,5 wobec euro i poniżej 2,7 wobec dolara – podsumował.
Nie wszyscy jednak podzielają tę opinię.
– Osłabienie złotego to także pokłosie kryzysu. Nie liczyłbym teraz na trwałe umocnienie złotego. Cały czas może podlegać on dużym wahaniom – twierdzi Damian Rosiński z Capital Management.
– Zwyżkujące kursy walut, zwłaszcza euro i dolara nas satysfakcjonują, ponieważ europejskie kontrakty rozliczane są w euro, a te m.in. w Chinach i Ameryce Południowej w dolarach amerykańskich. Będziemy zatem liczyć dodatkowe zyski. Oczywiście, decyduje moment realnej płatności i dlatego trudno ocenić, o ile poprawimy roczny wynik. To nie do przewidzenia – zauważa Marek Mika, dyrektor ds. marketingu i rozwoju rynków grupy KOPEX.
Mika jest zdania, że zmieniający się niczym w kalejdoskopie kurs złotówki ma znaczące podłoże psychologiczne i powinien się ustabilizować. Przy okazji zamieszania na tablicy kursów walutowych daje się coraz bardziej odczuć tęsknotę polskich inwestorów z branży węglowej za euro.
– Jesteśmy zwolennikami europejskiej waluty. Tego nie ukrywam. Jej wprowadzenie spowodowałoby zmniejszenie kosztów eksportu chociażby o kwoty wynikające z ubezpieczeń zawieranych na okoliczność zmian kursów – wyjaśnia.
Zwolennikiem rychłego przyjęcia euro jest także wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld. Ocenia on, że nie ma obecnie przesłanek ku temu, aby Polska nie spełniła kryteriów z Maastricht i nie mogła wejść w odpowiednim czasie do systemu ERM2.
Innego zdania jest jednak prezes NBP, Sławomir Skrzypek. Według niego nie wszystkie daty zawarte w „mapie drogowej” wchodzenia Polski do strefy euro mogą być dotrzymane.