Adam Maksymowicz: Wypadek w kopalni
Jest zawsze zaskoczeniem, zarówno dla samych poszkodowanych, jak i dla kierownictwa i dozoru ruchu. Każdy z wypadków jest analizowany i ustalane są jego przyczyny. Wnioski z tej analizy mają zapobiegać powtarzaniu się tego rodzaju wypadków. Tak skrótowo wygląda to z punktu widzenia administracyjnego i teoretycznego. Tymczasem ilość wypadków nie maleje.
Czy zatem górnicza administracja źle działa? Czy też analizy nie są rzetelnie wykonywane i prowadzą do fałszywych wniosków? Nie, to wszystko na ogół mniej lub więcej jest wykonywane prawidłowo. Oczywiście w sprawozdaniach, raportach i informacjach, być może znajdują się niezręczne sformułowania i nieprecyzyjne określenia. To jednak nie zmienia istoty rzeczy, że statystycznie ilość wypadków wynosi około 3 tysięcy rocznie. Ich okresowe wahania nie zmieniają wcale skali tego zjawiska.
Strzeż się górniku
Na tle ostatnich zabiegów, akcji kontrolnych, szkoleniowych i informacyjnych skierowanych do górniczych załóg ,wyróżnia się dwa zasadnicze na ogół przenikające się kierunki. Pierwszy z nich, a być może i najważniejszy przykłada szczególną uwagę do wyszkolenia załogi. Każdy górnik musi zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie mu zagraża na jego stanowisku pracy.
Wszystko to ma służyć podniesieniu świadomości i potrzebie samokontroli na każdym stanowisku. To wszystko jest słuszne i potrzebne. I zapewne dociera to do znacznej ilości zatrudnionych w ruch zakładu górniczego. Do znacznej ilości nie oznacza jednak, że do wszystkich. Działając tylko na zasadzie intuicji i doświadczenia, tę znaczną ilość można zmieścić w granicach ok. 10 procent zatrudnionych. Jak dotrzeć do reszty górników, aby na dole obok zadań produkcyjnych mieli oni na uwadze swoje bezpieczeństwo pracy.
Jak wiadomo, ryba psuje się od głowy. Tak samo jest też z osobistym bezpieczeństwem każdego górnika. Przede wszystkim trzeba wymagać stosowania zasad bezpieczeństwa pracy od wszystkich szczebli dozoru ruchu, jak i od kierownictwa kopalni. Po prostu, nie ma lepszej szkoły bezpieczeństwa jak osobisty przykład. Tymczasem już sama dyskusja o bezpieczeństwie pracy w górnictwie stwarza zagrożenie dla jej uczestników. Jest to temat niemile widziany przez przełożonych, dla których tego rodzaju uwagi są szerzeniem defetyzmu, podrywaniem autorytetu, a w ostateczności - mówiąc najdelikatniej - brakiem odwagi osobistej. Nie zarzucając nikomu z w tej sprawie złej woli, trzeba zauważyć dominującą w tym rolę przyzwyczajenia i rutyny.
Powypadkowa informacja
Od strony formalnej niczego jej zarzucić nie można. Odpowiednie komisje zbadały przebieg zdarzenia. Opisały wszystkie związane z nim okoliczności i wskazały winnych zaniedbań. Na koniec sformułowały one wnioski i zalecenia. O nierównoprawnym statucie bezpieczeństwa pracy w górnictwie świadczą informacje, jakie najczęściej spotyka się w mediach na ten temat. W powodzi wiadomości o nowoczesnych metodach eksploatacji, technikach obudowy i generalnego postępu technicznego nic nie słychać o wnioskach racjonalizatorskich, patentach i odkryciach poprawiających bezpieczeństwo pracy górnika. Tak się jednak zdarza, że co jakiś czas bardzo podobne wykroczenia na wszystkich szczeblach górniczej drabiny, powtórnie generują te same tragiczne wydarzenia. Jest to skutek tego, że zapomina się o tym, co się kiedyś już niejeden raz zdarzyło. Wynika to z braku dostępu do sprawozdań z powtarzających się sytuacji wypadkowych. Oczywiście, wszystkie te sprawozdania są i nikt ich nie ukrywa.
Każdy, kto tego pragnie, może pogrzebać w odpowiednich przegródkach internetowego archiwum Wyższego Urzędu Górniczego i znaleźć wszystko, co jest mu potrzebne. Tylko, że jest to dobre zadanie dla specjalistów, a nie dla górnika, przodowego i sztygara. Ich szychta dołowa kończąc się kąpielą i szerokim oddechem na powierzchni, powoduje nieodparte uczucie zmęczenia i senności. Stan ten wymaga natychmiastowego odpoczynku i snu, aby być w dobrej kondycji przed następną szychtą. O żadnym grzebaniu w Internecie nie ma nawet mowy. Bierna konsumpcja kulturalna w postaci filmu telewizyjnego, obejrzenia dziennika TVP, to w zasadzie wszystko wyczerpuje już wolny czas. Dla tych ludzi archiwum WUG jest przedsięwzięciem nieosiągalnym, a przecież oni najbardziej są narażeni na wszystkie wypadki dołowe.
Do ich świadomości trzeba dotrzeć z wyczerpującą wiedzą i kompetencją, która będzie miał wpływ na ich zachowanie i przestrzeganie wymaganych reguł. Tymczasem jest jakby odwrotnie. Oto jedna z instytucji publikujących szczegółowe wiadomości o przyczynach wypadków górniczych zamieszcza przy nich tego rodzaju zastrzeżenie. „Żadna część jak i całość materiałów zamieszczonych w tym dziale nie może być powielana i rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie – bez pisemnej zgody… Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części…. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.” No właśnie, rozpowszechnianie oficjalnych wiadomości na temat wypadków górniczych jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie. Nie dziwmy się więc, że jest, jak jest.
Rutyna
Górnik, który nie ma łatwego dostępu do wiedzy o wypadkach, musi jednak na czymś polegać. Przede wszystkim polega na sobie. Na swoim doświadczeniu i rozmowach z kolegami oraz z najbliższym mu dozorem górniczym. Wszystko to powoduje, że jego wiedza na tematy zagrożenia wypadkami jest szczątkowa i czysto przypadkowa. Jakimś uzupełnieniem są obowiązkowe szkolenia.
Zasadniczo oparte są one na zawodnej wiedzy pamięciowej, która wraz z upływem czasu po prostu zanika. Z niewiadomych przyczyn nie są drukowane podręczniki z zakresu bhp w górnictwie, gdzie na konkretnych przykładach by omawiano historię najbardziej typowych wypadków. W ten ciąg braku wiadomości na temat bezpiecznej pracy w górnictwie wpisuje się brak wszelkiej literatury zawodowej, ułatwiającej zrozumienie tego tematu. Tak górnik jest pozostawiony sam sobie. Robi, co może, aby cało i zdrowo przeżyć kolejny zjazd na dół. Zakodowane ma on tylko swoje indywidualne bezpieczeństwo na zasadzie czujności i zwyczajowych zachowań.
Rutyna jest jego główną siłą, na której opiera on swoje przetrwanie. Z czymś więcej na temat zasad eksploatacji, warunków bezpiecznego wybierania złoża w formie podręczników, poradników i przewodników po prostu nie ma i dobrze on wie, że nikt o to nawet nie dba. Oficjalnie tego rodzaju wydawnictw nie ma, bo są one deficytowe, a dziś w górnictwie wszystko musi być dochodowe. Jakoś jednak nikt nie zastanawia się nad tym, czy kolejny podobny do poprzednich wypadek jest deficytowy, czy też dochodowy?
Potknięcie górnika
Od dawna zwraca się uwagę na statystycznie największą ilość wypadków powstałych na skutek potknięcia się i pośliźnięcia się górnika. Trzeba zapytać, czy nie ma sposobu, aby im skutecznie zapobiegać i ograniczyć a nawet w ogóle je wyeliminować. Pozornie wydaje się to niemożliwe. Inspektorzy urzędów górniczych nie są w stanie skontrolować nawet raz w miesiącu kilkaset kilometrów różnego rodzaju chodników w kopalniach.
Jeżeli nie było to możliwe, to wszelkie zaniedbania na dołowych drogach komunikacyjnych przyjmowano, jako „dopust boży”. Czyli tak już być musi i inaczej być nie może. Im dalej od szybu, tym bardziej są one śliskie. Na ogół wiąże się to z wykropleniami wody ze stropu, który nigdy nie da się całkowicie odwodnić. Na wszelkich wzniesieniach, których w kopalni nigdy nie brakuje, pośliźnięcie się jest wielce prawdopodobne. Źle zadbane drogi dla pieszych dla kogoś mniej uważnego, zmęczonego lub w sytuacji przymusowej powodują potknięcie, które nie wiadomo już, czym może się zakończyć. Czy na to wszystko poza inspektorami nie ma rady? Czy polska nauka nie była by w stanie przygotować standardowego wyposażenia wszystkich dróg dołowych na kopalniach? Czy nie można tego ująć w przepisy i zasady tak jak np. dla ruchu w szybach zjazdowych i wszelkich innych. Jest jasne, że drogi w kopalni nie mogą być takie same jak na powierzchni. Nie oznacza to jednak, że nie można tego tak znormalizować, aby wszelkie uchybienia tym standardom stanowiły powód do ich zatrzymania i wytoczenia spraw karnych osobom za nie odpowiedzialnym.
To wszystko trzeba chcieć zrobić. Kto jednak ma chcieć? Przede wszystkim polska nauka winna opracować taki katalog dróg dołowych. WUG może go zaakceptować i wprowadzić w życie. Na to bossowie kopalniani krzykną, że to kosztuje, to ich zrujnuje. Być może, że będą mieli nawet wiele racji. Muszą oni jednak przyjąć do wiadomości, że bezpieczeństwo pracy musi kosztować. Być może, że trzeba będzie wymienić nawet tradycyjne gumiaki na bardziej bezpieczne obuwie używane do chodzenia na dole kopalni. Wszystko to wydaje się nie tylko coraz bardziej realne, ale nawet konieczne.