Adam Maksymowicz: Węgiel brunatny czy atom?
Po spotkaniu legnickich samorządów z Komisją petycji Parlamentu Europejskiego okazało się, że nikt w Polsce nie chce budowy kopalni węgla brunatnego w Legnicy. Skąd wziął się ten problem? Okazuje się, że wszystkiemu jest winien, ogólnikowy i bezterminowy zapis w „Polityce energetycznej Polski do roku 2030”. Zapalnikiem dla całej akcji stał się następujący tekst: „Ze względu na stopniowe wyczerpywanie się zasobów węgla kamiennego i brunatnego w obecnie eksploatowanych złożach, planowane jest w horyzoncie do 2030 roku przygotowanie i rozpoczęcie eksploatacji nowych złóż. (…) Dotyczy to w szczególności złóż węgla kamiennego „Bzie–Dębina”, „Śmiłowice”, „Brzezinka” oraz złóż węgla brunatnego „Legnica”, „Gubin” i złóż satelickich czynnych kopalń”. W sformułowaniu tym niezwykle ważną rolę odgrywa słowo „horyzont”. Każdy wie, że jest to nieosiągalna linia, która w miarę zbliżania się do niej, oddala się. To wszystko tłumaczy. Owszem chcemy eksploatować to złoże, ale kiedy to nastąpi nikt nie wie.
Nie ma decyzji
Kolosalny wysiłek organizatorów protestów, samorządów i miejscowych polityków jest jakby chybiony. Postawienie na nogi całej miejscowej społeczności zrzeszonej w organizacji „Stop Odkrywce” jest odbierane przez czynniki rządowe, jako niczym nieuzasadniona przesada. Nie ma żadnych planów, nie ma decyzji o jej budowie w jakiś realnych terminach. Można powiedzieć, że od strony formalnej, poza tymi niefortunnymi stwierdzeniami z „Polityki energetycznej” nie ma prawie nic. Rządowe milczenie w sprawie złoża „Legnica” jest zrozumiałe. Po co narażać się elektoratowi w sytuacji, kiedy zbliżają się kolejne wybory? Mając to na względzie wszystkie siły polityczne na tym terenie utworzyły „Front Jedności Narodu” pod hasłem „Precz z odkrywką”. Na pomoc przywołano samorządy i organizacje ekologiczne z zagłębia węgla brunatnego Pątnów- Adamów – Konin (PAK). W ten sposób protest przybrał charakter ogólnopolski. Teraz już nie wiadomo, że rząd w obliczu protestów zgrabnie wycofał się z podjęcia tej decyzji, albo też rzeczywiście nie miał zamiaru jej podejmować. Tak, czy inaczej wydaje się, że nie ma już odważnych do kontynuowania rozważań, czy trzeba eksploatować złoże węgla brunatnego „Legnica”.
Komitet Sterujący
Na takie stwierdzenia znawcy tych problemów oburzają się. Przecież jest przy AGH w Krakowie powołany Komitet Sterujący im. prof. Adama Stefana Trembeckiego dla Przygotowania Zagospodarowania Legnickiego Zagłębia Górniczo-Energetycznego, który działa już od 2005 roku. We Wrocławiu aktywnie nad zagospodarowaniem złoża węgla brunatnego „Legnica” pracuje cały sztab specjalistów od górnictwa odkrywkowego. Ich dziełem jest opracowanie kilku wariantów eksploatacji tego złoża. Są też liczne publikacje naukowo – techniczne przekonywujące o konieczności jego zagospodarowania. Sam Komitet Sterujący zorganizował kilka konferencji, sympozjów i spotkań z udziałem najważniejszych polityków decydujących o bezpieczeństwie energetycznym kraju. Na ogół wszyscy oni przyznawali rację przedkładanym argumentom. Pisała o tym prasa, ukazywały się programy telewizyjne i radiowe poświęcone tej tematyce. Stwarzało to wrażenie, że decyzja jest tuż, tuż. I niechybnie musi być podjęta. Atmosfera ta była przyczyną narastającej fali protestów, którym nikt nie chciał, ani nie miał odwagi się przeciwstawić.
Alternatywa
Ponieważ okazało się, że nic nie wyjdzie z dalszego zagospodarowywania nowych złóż węgla brunatnego, rząd chwycił się za energetykę jądrową. Było to, spontaniczne, energiczne i nowe przedsięwzięcie. Według sondaży ponad połowa ludności naszego kraju zamierzenia te uznała za konieczne. Nawet ekolodzy krytykujący każdy przemysłowy projekt tym razem ochoczo włączyli się do promowania energii atomowej. W trybie ekspresowym powołano pełnomocnika, przygotowano założenia prawne i rozpoczęto konsultacje oraz poszukiwania lokalizacyjne. Pierwsza elektrownia atomowa o mocy ok. 1 tys. MW ma być gotowa ok. 2020 roku. W błyskawicznym tempie opracowano odpowiednie analizy ekonomiczne. Aktualnie trwają konsultacje społeczne strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Przygotowano 27 potencjalnych lokalizacji do budowy elektrowni jądrowych. Wysłano ekipę specjalistów na szkolenia do Francji. Zaktywizowano działania Państwowej Agencji Atomistyki, jako urzędu dozoru jądrowego i radiologicznego podporządkowanego Ministerstwu Środowiska. Skala podjętych działań i zamierzeń przyprawia o zawrót głowy.
Promocja
Przygotowano dziesiątki milionów złotych na przekonanie rodaków do energii atomowej. Jest to zadanie stosunkowo łatwe, lekkie i przyjemne, bo sondaże wskazują, że i tak większość jest za. Rządowi urzędnicy nauczeni smutnym doświadczeniem w sprawie węgla brunatnego przysłowiowo „dmuchają na zimne”. Mają być we wszystkich szkołach prowadzone lekcje z zakresu pokojowego wykorzystania energii atomowej. Każdy uczeń ma otrzymać odpowiednie ulotki i broszury. Pierwsze wydanie popularnej książki z zakresu energetyki atomowej zostało rozchwytane*. Na marginesie tylko można zauważyć, że w książce tej nie zostawiono suchej nitki na przestarzałej energetyce opartej na węglu kamiennym i brunatnym. Mają być nakręcone filmy o tej tematyce i wszystkie media mają się nią zając pozytywnie. Po prostu energetyka atomowa jest czysta ekologicznie, nie tworzy tych chmur duszącego dwutlenku węgla w wyniku, czego w centrum zimy mamy już lato i odwrotnie. Gminy już rywalizują ze sobą o lokalizacje tego rodzaju obiektów. Wszystko to jest bezpieczne, czyste, tanie, i ładne. Po prostu jest to energetyczny strzał w dziesiątkę. Paliwo w postaci uranu jest bardzo tanie, a w ostateczności Polska posiada jego liczne złoża, które wystarczą przynajmniej na sto lat dla kilkunastu tego rodzaju obiektów energetycznych.
Wady
Przysłowie mówi, że nie ma róży bez kolców. Tak samo i tutaj. Pierwszą elektrownię trzeba będzie budować blisko dziesięć lat. Jej moc wyniesie ok. 1 tys. MW. Wybudowana w tym samym czasie elektrownia na węglu brunatnym daje moc sześć razy większą i jej żywotność jest też dwu trzykrotnie większa. Jest to o tyle istotne, że w najbliższych latach możemy spodziewać się stopniowego zamykania jeszcze czynnych, ale przestarzałych już elektrowni. Przewidywana skala stopniowego wyłączenia mocy jest gigantyczna i wynosi około 20 tys. MW. Po prostu będziemy musieli w ekspresowym tempie wybudować 20 elektrowni jądrowych. Czy to jest możliwe? Owszem, ale w czasie przynajmniej pół wieku. Skąd będziemy brać w tym czasie prąd? Prawdopodobnie znikąd. Nie da się energii elektrycznej dostarczyć pociągiem, transportem lotniczym i samochodowym. Trzeba budować korytarze energetyczne do państw posiadających jej nadmiar. Takich korytarzy nawet się nie planuje, ponieważ są to przedsięwzięcia niezwykle pracochłonne, kapitałochłonne i czasochłonne. Na pytanie skąd za kilka lat w takim razie będziemy brali prąd? Odpowiadam stwierdzeniem najsławniejszego rzecznika prasowego. Dla rządu starczy!
Konfrontacja
Nikt nie chce energii z węgla brunatnego, ponieważ niszczy ona środowisko i ociepla klimat. Lobby przemysłowe związane z węglem brunatnym nieśmiało argumentuje, że jest w stanie zapobiec nieuchronnie nadciągającemu kryzysowi energetycznemu. Być może, że jest to nawet prawda. Cóż to jednak za prawda, której nikt nie chce nawet słuchać? Nikt też nie daje jej wiary. Na razie energia z węgla brunatnego jest najtańsza. Kontra jest taka, że energia jądrowa będzie jeszcze tańsza. Różnica w argumentacji polega na tym, że energia z węgla już teraz jest najtańsza, a ta atomowa dopiero być może będzie, albo i nie tak samo tania. To „być może” jest kwestią zasadniczą. Wiadomo, że „może” nie oznacza „musi”. Jak będzie to się jeszcze okaże?
Wojna i pokój
Nie chcę być złym prorokiem, ale cały ten spór o węgiel kontra atom do złudzenia przypomina biblijną historię Noego. Z niego też się wszyscy śmiali. Po co się zabezpiecza? Po co buduje monstrualny statek, który nikomu nie będzie do niczego przydatny. Czy nie lepiej jest zabawić się? Żyć beztrosko i nie dbać o to, co przyniesie dzień jutrzejszy? Na koniec można przywołać starożytnych Rzymian, którzy mówili, że kto chce mieć pokój, nich się szykuje do wojny. Rozpatrując to wszystko w tej konwencji trzeba, abyśmy nie rezygnowali ani z węgla, ani z atomu w naszej energetyce.
*Andrzej Strupczewski – Nie bójmy się energetyki jądrowej. Stowarzyszenie Ekologów na Rzecz Energii Nuklearnej SEREN. Warszawa 2010.