Adam Maksymowicz: Trzecia wojna w kosmosie
fot: Star Wars - gwiezdnewojny.iforum.pl
Zdaniem Friedmana piechota na froncie będzie uzależniona od baterii do zasilania elektronicznej broni
fot: Star Wars - gwiezdnewojny.iforum.pl
Podana dokładna data jest tylko prognozą, którą można z pewnym przybliżeniem przewidzieć, znając charakter tej wojny. Będzie to wojna całkiem inna niż dotychczasowe starcia w skali globalnej. Pomijając polityczne dywagacje, w których autor przewiduje mocarstwowy charakter naszego kraju, warto zwrócić uwagę na to, w czym Amerykanie naprawdę są najlepsi. Jest to przede wszystkim technika prowadzenia nowoczesnej wojny, do której Stany Zjednoczone nieustannie się przygotowują.
Układ sił
Umacniające się panowanie USA nad światem nie będzie stale akceptowane. W najbliższej przyszłości potęga tego mocarstwa na lądzie, wodzie i w powietrzu zostanie uzupełniona o monopolistyczną jego rolę w kosmosie. To z kosmosu jego satelity i stacje kosmiczne będą kontrolowały wszystko, co będzie się działo na ziemi.
Kontrola będzie na tyle aktywna, aby każdy niepożądany obiekt można było zniszczyć w ciągu kilku sekund lub minut od chwili podjęcia decyzji. Wrogowie USA niezadowoleni z takiego układu podejmą najbardziej skryte działania, aby pozbyć się niepożądanej „opieki”.
Na czele międzynarodowej opozycji staną kraje, które walczyły z USA podczas Drugiej Wojny Światowej. Będzie to przede wszystkim Japonia i Turcja. Ta ostatnia, stanie na czele krajów muzułmańskich dążących do złamania amerykańskiej potęgi. Japonia ograniczana w swoim rozwoju i ekspansji podejmie wszelkie działania, aby zrzucić z siebie ciężar dominacji USA. Zdając sobie sprawę z ryzyka i skutków stania się amerykańskim przeciwnikiem pozostałe kraje zajmą pozycje neutralne lub (tak jak Polska) staną się amerykańskim sojusznikiem.
Nowa wojna
Według Friedmana świat nieuchronnie zmierza ku nowej wojnie. W pierwszej fazie, która będzie powtórką z Pearl Harbor, Amerykanie zostaną obezwładnieni. Polaków, jako ich sojuszników zaatakuje Turcja, która bardzo szybko powtórnie stanie pod Wiedniem.
Polacy wobec przeważających sił będą się stale wycofywali. Ameryka nie udzieli im jednak żadnego wsparcia, gdyż całkowicie będzie zajęta koniecznością swego przetrwania i odbudowania straconego potencjału wojennego.
Niemcy i Francja początkowo neutralne, wobec rysującego się zwycięstwa koalicji japońsko-tureckiej zaatakują Polskę od zachodu. Szybkim atakiem połączą swoje siły z Turkami pod Warszawą.
W tym czasie USA zdąży już odbudować swój potencjał i przyśle do Polski posiłki. Wielka Brytania - dotąd neutralna - zaatakuje Francję i Niemcy przyczyniając się do polskiego zwycięstwa nad tymi krajami. To wszystko w wielkim skrócie.
Podstawową rolę obok stacji kosmicznych i bezzałogowego lotnictwa odegra piechota. Będzie to żołnierz prawie elektroniczny wyposażony we wszystkie cuda współczesnej techniki. Jego funkcjonowanie na froncie będzie uzależnione od posiadanych baterii, które dostarczają prąd elektryczny do wszystkich służących mu urządzeń elektronicznych i militarnych. Baterie te trzeba będzie stosunkowo często wymieniać lub doładowywać z sieci energetycznych.
Dostęp do energii elektrycznej zadecyduje o zwycięstwie.
Elektrownie w kosmosie?
Skazani według Friedmana na wielkość, powinniśmy może zastanowić się, jak mamy obronić naszą niepodległość, która będzie ponownie zagrożona. Dostęp do źródeł energii będzie decydował o przyszłym zwycięstwie. Najeźdźca będzie niszczył nasze elektrownie chcąc pozbawić żołnierzy na froncie podstawowego zaopatrzenia w energię, bez której nie potrafią oni skutecznie stawiać oporu.
Mając to na uwadze warto rozważyć, gdzie i jak budować elektrownie, aby można było je szybko i łatwo odbudowywać po zniszczeniach wojennych. W krytycznej dla Polaków sytuacji jedynie przybyła nam na pomoc amerykańska piechota będzie niezależna od źródeł energii na ziemi. Swoje akumulatory będą oni zaopatrywać w energię elektryczną z kosmosu. Będą tam umieszczone baterie słoneczne, które promieniem laserowym precyzyjnie dostarczą energię elektryczną każdemu żołnierzowi na froncie.
Wiadomo, że Amerykanie niechętnie udostępniają swoje wynalazki nawet najlepszym sojusznikom. Dlatego na to supernowoczesne rozwiązanie Polska nie ma co liczyć. Pod względem technicznym i finansowym stać będzie na to tylko Amerykanów. My musimy zadowolić się klasycznymi źródłami pozyskiwania energii.
Atom i węgiel
W proponowanej przez Friedmana grze, mając na względzie przyszły konflikt światowy, trzeba zastanowić się, jakiego rodzaju elektrownie nadają się do stosunkowo łatwej odbudowy nawet w wypadku ich całkowitego zniszczenia.
Wydaje się, że elektrownie atomowe najmniej odpowiadają wymogom prowadzonej wojny. Uszkodzenie a nawet zniszczenie każdej z nich może wywołać nieobliczalne skutki wybuchu atomowego, skażenia nuklearnego i dzisiątkujących skutków dla ludności cywilnej.
Dodatkowo Polska nie posiada żadnych własnych i innych łatwo dostępnych oraz pewnych do wykorzystania złóż uranu. Bez tego paliwa elektrownia atomowa staje się tylko bezużytecznym obiektem budowlanym.
W jakimś stopniu całkiem odwrotne zalety ma wykorzystanie elektrowni węglowych a szczególnie opartych na eksploatacji węgla brunatnego. Odkrywkowe kopalnie, nawet zniszczone i zatopione, bardzo szybko można odtworzyć i wznowić produkcję tak potrzebnej nam energii. Płytko zalegających złóż tego surowca po prostu nie da się zniszczyć. Prosta natomiast technologia wytwarzania z niego energii może być odtworzona w każdych warunkach.
Stąd planowanie i wykonanie modernizacji polskiego programu energetycznego winno być również uzgodnione ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego. Wspomniane studium futurologiczne amerykańskiego uczonego jest kolejnym argumentem za rozwojem polskiej energetyki opartej na węglu brunatnym.
W połowie wieku
Wspomniana nowa wojna światowa ma wybuchnąć w połowie tego wieku. Tak więc dziś podjęte decyzje o rozmieszczeniu naszej energetyki oraz o surowcach dla produkcji prądu elektrycznego będą miały duże znaczenie militarne w ewentualnym przyszłym konflikcie. Pod tym kątem trzeba spojrzeć też na węgiel kamienny, którego też mamy pod dostatkiem.
Podziemne kopalnie mają jednak podstawowe wady łatwego ich zniszczenia przez unieruchomienie tylko jakiegoś jednego elementu. Na przykład wentylacji, odwodnienia, czasowego wyłączenia energii, czy spowodowania przez bombardowanie trwałych zawałów i uszkodzeń wyrobisk podziemnych.
Wszystkie te elementy są stosunkowo łatwe do odbudowy w odkrywkowych kopalniach węgla brunatnego. Mimo obecnie trwających protestów ekologów i mieszkańców terenów przeznaczonych pod tego rodzaju górnictwo trzeba stworzyć takie dla nich warunki, aby kopalnie te bezproblemowo mogły rozpocząć swoją działalność.
Sto lat później
George Friedman ukazuje nam w swojej książce mniej lub bardziej prawdopodobną przyszłość. Czy będzie ona taka jak to opisał? To się dopiero okaże.
Niemniej wszystkie racjonalne uzasadnienia i argumenty wskazują na to, że w ogólnym zarysie wizja autora może się spełnić. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na rolę futurologii, która nie ma nic wspólnego z wróżbiarstwem i przepowiadaniem przyszłości, choć tak naprawdę do tego zmierza.
Czytając dzieło Friedmana nie sposób nie wspomnieć podobnego studium, jakie w okresie międzywojennym napisał gen. Władysław Sikorski pt. „Przyszła wojna”. W Polsce praca ta została całkowicie zlekceważona. Powszechnie uważano, że zawarte w tej książce „wróżby” i fatalne „przepowiednie” były wytworem bujnej wyobraźni Sikorskiego. W tajemnicy jednak sowiecki i amerykański sztab generalny kazały książkę tę przetłumaczyć i zobowiązały swoich szefów służb do studiowania jej na akademiach wojskowych.
Dziś okazuje się, że dziewięćdziesiąt procent przewidywań gen. Sikorskiego sprawdziło się w praktyce. Mając przed sobą tym razem bardziej globalną prognozę Friedmana nie sposób nie przypomnieć przysłowia, że mądry Polak po szkodzie. Patrząc w przyszłość warto pamiętać też o jednej z angielskich mądrości ludowych, która mówi, że ktoś, kto jest w stanie przewidzieć niebezpieczeństwo, jest już w połowie przed nim zabezpieczony (A denger foreseen is half avoided).
Choć za sto lat nas już nie będzie na tym świecie, to warto pozostawić po sobie racjonalne podstawy bezpieczeństwa dla naszych dzieci, wnuków i następców...
George Friedman: \"Następne sto lat. Prognoza na XXI wiek\", AMF Plus Group Sp. z o.o. , listopad 2009; ISBN: 978-83-60532-14-0, 286 stron.