Adam Maksymowicz: Śmierć ratowników

Tragiczne wydarzenia w KWK Krupiński kładą się cieniem na polskim górnictwie węgla kamiennego. Wypadki w górnictwie podziemnym były, są i ...będą. Przede wszystkim dlatego, że - mimo najlepszego nawet wyposażenia - człowiek nie potrafi ich przewidzieć.


Zdając sobie sprawę z własnej niedoskonałości technicznej, naukowej i wszelkiej innej, nie oznacza to wcale, że wielu z nich nie można było jednak zapobiec. Do tej kategorii wypadków wypada zaliczyć śmierć dwóch ratowników idących na pomoc uwięzionym kolegom na poziomie 820. Jeżeli chodzi o szczegóły akcji ratowniczej, ich rozpatrywanie w tym miejscu nie miało by żadnego sensu. Są one znane tylko pobieżnie i raczej w wersji obiegowej i niesprawdzonej. Opieranie się na tego rodzaju bardzo wątpliwych wiadomościach, może prowadzić do błędnych, krzywdzących i nieprawdziwych wniosków. W tej materii Okręgowy i Wyższy Urząd Górniczy ustalą, co się stało i kto ponosi za to bezpośrednią odpowiedzialność. Są to prace żmudne i długotrwałe. Ich ostateczna wersja jeżeli powstanie za pół roku, będzie sukcesem. Na tym można by zakończyć rozważania na temat tego wypadku, oczekując podania jego oficjalnej wersji. Jest jednak pewien ogólny charakter informacji, wiadomości i zasad, zgodnie z którymi działają stacje ratownictwa górniczego. Warto chociaż bardzo pobieżnie poznać je, aby wiedzieć, kim jest ratownik idący na pomoc górnikom znajdującym się w ekstremalnych warunkach zagrożenia.



Zawodowa elita


Ratownikami są na ogół czynni zawodowo górnicy w swoich macierzystych kopalniach. Za pracę ratownika dostają dodatkowe wynagrodzenie i zalicza im się wyższy staż pracy.

 

Jednakże ratownikiem nie może zostać każdy, kto tego zapragnie. Wymagany jest minimalny staż pracy dołowej w górnictwie. Pierwszy odsiew dotyczy badań psychologicznych związanych z koncentracją uwagi, spostrzegawczością, szybkością reakcji na bodźce i umiejętnością podejmowania szybkich i trafnych decyzji. Drugą barierą jest sprawność fizyczna i wyśrubowane wymagania zdrowotne. Po prostu, ratownik musi utrzymać najwyższe standardy wytrzymałości i odporności na zmęczenie. Ostatnią pozycją jest dyscyplina i udział w wymaganych szkoleniach, ćwiczeniach oraz pozytywnie ocenianych akcjach.

 

Wszystko to razem sprawia, że ratownikami są ludzie młodzi, wysportowani, odpowiedzialni i znający się na górnictwie. Do akcji przystępują z zawodową kompetencją, znajomością rzeczy i zadania, które stoi przed nimi. Ratownik górniczy to ktoś, kto innym niesie ratunek. Idąc na ratunek musi być nie tylko odważny, ale i rozważny. Musi ocenić sytuację i podporządkować się poleceniom kierownika akcji. Nic nie wolno mu czynić bez porozumienia się i akceptacji przełożonych. Chyba, że wymaga tego nagle zaistniałe niebezpieczeństwo. Tak to wygląda od strony formalnej i organizacyjnej. Czy tak było w rzeczywistości nie wiadomo? W konkretnej sprawie potwierdzi to dochodzenie prowadzone przez OUG.


Dyscyplina


Śmierć ratownika w czasie akcji budzi szczególne zaniepokojenie. Oto na górniczym posterunku giną najlepsi z najlepszych. Jeżeli nie można było zapobiec ich śmierci, to co mówić mają o swoim bezpieczeństwie zwykli górnicy, nie mający tych wszystkich atutów jakimi dysponują ratownicy. Tego rodzaju refleksje nasuwają się same po fakcie odpięcia się dwóch ratowników od liny łączącej pięcioosobowy zastęp. Czy ktoś wydał im takie polecenie wbrew przyjętej praktyce? Czy podjęli oni je samodzielnie? Czy nikt tego nie zauważył? Czy przeszli wymagane ćwiczenia, badania i szkolenia? Czy nie znaleźli się oni z nieznanych przyczyn całkiem przypadkowo w zastępie ratowniczym? Czy posiadali wyposażenie wymagane dla tego rodzaju akcji? Czy dysponowali sprawnymi środkami komunikacji? Czy umieli się nim posługiwać? Czy mieli na hełmach sygnalizatory miejsca pobytu? Na te i wiele jeszcze innych pytań będzie musiało odpowiedzieć prowadzone dochodzenie. Gdzieś któreś z tych i innych jeszcze wymagań nie został spełniony. W krytycznej sytuacji doprowadziło to do utraty życia dwóch młodych ludzi.

 

Kto za to odpowiada?


W tej chwili nie chodzi o to, aby imiennie wskazać winnych. Chodzi tu o odpowiedzialność nie tylko materialną i czynną, ale też o moralną, organizacyjną i zawodową. Zaczynając od siebie, muszę przyznać, że śmierć ta dotknęła mnie osobiście. Wiele lat pracowałem w górnictwie podziemnym i nie jeden wypadek widziałem. Sam kilkakrotnie cudem uszedłem z życiem w sytuacjach całkowicie nieprzewidywalnych. Można zapytać, co to ma wspólnego ze śmiercią ratowników na KWK Krupiński? Ano to, że pracując teraz jako dziennikarz w mediach górniczych piszę o bezpieczeństwie pracy w tej branży rzadko, dorywczo, a może nawet tylko marginesowo. Czy pisanie może coś zmienić? Owszem może, jeżeli dociera do czynników rządowych, dyrekcji kopalń i do zwykłych ludzi, którzy na tej podstawie mogą stawiać wymagania swoim zwierzchnikom. Nawet jeżeli to pisanie jest bezskuteczne, to nie można się tym zrażać, bo prawda o zaistniałej sytuacji prędzej, czy później wyjdzie na wierzch. Pozostałych, którzy powinni poczuwać się do odpowiedzialności za zaistniały wypadek nie będę wymieniał, bo warto, aby sami zauważyli swoje błędy i niedociągnięcia. Wychodzące od wewnątrz próby ich naprawy są wtedy najbardziej wartościowe. Postępowanie takie może dawać gwarancje, że uchybienia te więcej się nie powtórzą.

 

Prostą odpowiedzią jest ta, że za wypadek ten odpowiadają wszyscy ludzie związani z górnictwem. Każdy jednak odpowiada za to, co się stało stosownie do swojej funkcji i stanowiska zarówno w strukturach górnictwa, jak i nadzorujących go organów rządowych. Generalnie trzeba przyjąć zasadę, że im wyższe stanowisko i szczebel górniczego zarządzania, tym odpowiedzialność za zaistniałe wypadki jest większa. Dlatego reforma dotycząca stanu bezpieczeństwa w górnictwie podziemnym nie może być oddzielona od jego reformy kapitałowej, właścicielskiej, technicznej i organizacyjnej.

 

Oddzielić górnictwo od geologii


Instytucją czuwająca nad bezpieczeństwem pracy w kopalniach jest Wyższy Urząd Górniczy (WUG) i podlegające mu Okręgowe Urzędy Górnicze (OUG). Instytucje te nie wiadomo dlaczego podlegają Ministerstwu Środowiska (MŚ). W ministerstwie tym WUG jest piątym kołem u wozu.

 

Nie słychać, aby nawet po najtragiczniejszych wydarzeniach minister tego resortu chciał zaproponować jakieś zmiany. Jest to nawet ze względów merytorycznych prawie niemożliwe. Zarządzanie bezpieczeństwem pracy w górnictwie podporządkowano w ministerstwie tym podsekretarzowi stanu Głównemu Geologowi Kraju (GGK). Niezależnie od tego, kto tę funkcję sprawuje personalnie, wiadomo jest, że bezpieczeństwo pracy w górnictwie jest tu na planie akurat ostatnim. Nie dlatego, że GGK nie zdaje sobie sprawy ze spoczywającej na nim odpowiedzialności, ale przede wszystkim dlatego, że ministerstwo funkcji tej wyznacza całkiem inne priorytety.

 

Zmiana tej struktury rządowej jest stosunkowo łatwa. Dla osiągnięcia tego celu nie trzeba żadnej uchwały parlamentarnej. Wystarczy decyzja premiera i Rady Ministrów. Propozycje wyjścia WUG ze struktury MŚ w świetle coraz bardziej dramatycznej sytuacji przede wszystkim bezpieczeństwa w kopalniach węgla kamiennego stają się naglące, pilne i konieczne. Geologia, która dzisiaj odpowiada za ten stan rzeczy, jest całkowicie nieprzygotowana do pełnienia tej roli. Jako nauka przyrodnicza, jeszcze kilkadziesiąt lat temu zaliczana była do nauk filozoficznych. Górnictwo zaś zawsze było związane z naukami technicznymi i ścisłymi. Różnice w podejściu do konkretnych problemów są tak różne na szczeblach centralnych, że są one wręcz nie do pogodzenia. Jeżeli nawet prawo geologiczne i górnicze mieści się w jednym dokumencie, niech tak to już zostanie. Nie oznacza to jednak, że bezpieczeństwo pracy w górnictwie nie może być wydzielone z pod administracyjnych struktur geologicznych. Gdzie usytuować WUG? To zadanie dla specjalistów rządowych. Może być to struktura bezpośrednio podległa premiowi, ministrowi spraw wewnętrznych, lub innemu centralnemu organowi kontroli. Pożądane jest, aby inicjatywę w tej sprawie przejął najbardziej kompetentny resort jakim jest Ministerstwo Gospodarki.



Wizyta


Wizyta premiera na Górnym Śląsku i jego odwiedziny uratowanych górników wskazują, że problemy te być może poważniej będą traktowane na samych szczytach władzy. Świadczy ona o zainteresowaniu rządu ograniczeniem do minimum podobnych wydarzeń jak śmierć wspomnianych ratowników. Trzeba w tej sprawie nadal składać odpowiednie propozycje i nie zrażać się ich niezrozumieniem przez warszawskich urzędników. Wszak tragiczne wydarzenia na Górnym Śląsku kładą się cieniem nie tylko na górnictwie, ale też i na polityce prowadzonej względem górnictwa.

 

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niepewność co do porozumienia USA-Iran nie ustępuje

Ceny gazu w Europie od zwyżek rozpoczynają nowy miesiąc. Na rynkach nie ustępuje niepewność związana z możliwym porozumieniem w sprawie zakończenia wojny USA-Iran i ponownym otwarciem cieśniny Ormuz, ważnego szlaku transportowego nośników energii z Zatoki Perskiej - informują maklerzy.

Surowcowe DNA Lubelszczyzny wyrasta z węgla

Bogdanka pokazuje logikę nowej polskiej polityki surowcowej. W IGSMiE PAN opracowano cyfrowy model geologiczny Lubelskiego Zagłębia Węglowego obejmujący 11 złóż, 40 pokładów węgla i 23 uskoki regionalne.

Ryzyko pożaru auta elektrycznego nie jest wyższe niż pojazdu spalinowego?

W pierwszym kwartale br. odnotowano 14 pożarów samochodów elektrycznych, to 0,59 proc. wszystkich pożarów pojazdów - wynika z danych PSP przenalizowanych przez firmę badawczą F5A. Eksperci uważają, że ryzyko pożaru auta BEV nie jest wyższe niż samochodów z innym rodzajem napędu.

Benzyna Pb95 - 6,05 zł za litr, diesel - 6,34 zł za litr

W poniedziałek litr benzyny 95 kosztuje nie więcej niż 6,05 zł, benzyny 98 - 6,63 zł, a oleju napędowego - 6,34 zł. Oznacza to spadek cen maksymalnych wszystkich paliw względem piątku.