Adam Maksymowicz: Schładzanie gazowo – łupkowej koniunktury
Od roku trwa euforia związana z amerykańskimi prognozami odkrycia w Polsce niekonwencjonalnych złóż gazu ziemnego. Napływające na ten temat wiadomości są wielce optymistyczne. Przede wszystkim dają one szanse wyzwolenia się z dyktatu rosyjskiego monopolisty. Udzielenie 70 koncesji dla krajowych, amerykańskich i innych koncernów naftowych budzi zaufanie, że poszukiwania te winne zakończyć się sukcesem. Niezwykle drogie tego rodzaju poszukiwania też wskazują na duże szanse ich powodzenia. Wydatki, liczone dla każdej z koncesji w setkach milionów dolarów, dodają wiarygodności opracowywanym wcześniej prognozom. Znani przecież ze swej pragmatyczności Amerykanie nie wydawaliby takich pieniędzy bez szans na sukces. Zainteresowanie zagranicznych inwestorów złożami naszego gazu niekonwencjonalnego to niewątpliwy sukces. Zyski płynące do budżetu i do kieszeni zatrudnionych przy tych badaniach rodaków, to jednak nie te same, co obiecywane z odkrycia złóż gazu.
Prognozy
Amerykanie oceniają, że łupkach stepujących w pasie znajdującym się wzdłuż środkowej Wisły i terenach przyległych może znajdować się do 3 bilionów metrów sześciennych tego gazu. Jako dolną granicę podają oni 1,5 biliona. Są to wszystko ilości wręcz fantastyczne w dobrym znaczeniu tego słowa. Polska rocznie zużywa ok. 14 miliardów metrów sześciennych tego gazu. Ta nawet najniższa prognoza zapewnia nam zaopatrzenie w ten strategiczny surowiec na kolejne 100 lat. Jest to pod każdym względem gra warta poparcia. Stąd Ministerstwo Środowiska koncesje na jego poszukiwania udziela, można powiedzieć, bez żadnych ograniczeń. Krytyka ministerialnej pod tym względem niefrasobliwości, mówiąca o tym, że należałoby zasoby tego gazu zachować dla polskich podmiotów nie wydaje się uzasadniona. Nie dysponujemy tak dużym kapitałem, który można by było przeznaczyć na poszukiwania. Natomiast czekać nie ma na co. Im szybciej ten gaz się znajdzie tym lepiej dla nas. Pod tym względem rządowe działania należy w sumie ocenić pozytywnie. Już w fazie poszukiwań odnosimy drobne zyski w postaci pół milionowych opłat koncesyjnych oraz zatrudnienia i dostaw dla zagranicznych firm operujących na naszym rynku surowcowym.
Ostrożność PIG
Specjaliści z Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG) wypowiadają się na ten temat bardzo ostrożnie. Oceniają oni, że są realne szanse na dziesiątą część tego, co głoszą zagraniczne prognozy. To i tak dużo, bo ok. 150 milardów metrów sześciennych gazu. Byłoby to podwojenie naszego stanu posiadania z utrzymaniem dotychczasowej proporcji jego zużycia w ilości ok. 30 proc. z naszych własnych zasobów łącznie na okres około 20 lat. Nasze struktury geologiczne łupków sylurskich zalegających na ogół na głębokościach poniżej 3 kilometrów są mniejsze terytorialnie niż ich amerykańskie odpowiedniki. Zalegają one też około 1 kilometra głębiej, co cały proces czyni dużo droższym. Nie przesadzając jeszcze, kto otrzyma koncesję na wydobycie tego gazu z jednym trzeba się zgodzić. Każdy na jego eksploatacji musi zarobić. To znaczy mają wrócić się koszta poszukiwań z minimum około 10 procentowym zyskiem. Na razie nikt się nad tym nie zastanawia, czy formuła ta nie spowoduje, że nasz własny gaz może być droższy od importowanego z Rosji. Z drugiej strony trudno wymagać, aby inwestorzy ponosili straty. Generalnie, tak czy inaczej nowe złoża gazu ziemnego będą dla nas strategiczną rezerwą. Im będą one większe, tym pod każdym względem będzie to dla nas korzystniejsze. Będzie to najpewniejsza tak długo poszukiwana dywersyfikacja źródeł zaopatrzenia.
Ostrożne stanowisko PIG jest też odbierane jako swoista niechęć do amerykańskich konkurentów. Nie mniej instytucja ta jest umiarkowanie wiarygodna. Nie zdarzyła się jej dotąd żadna większa omyłka, czy też wprowadzenie władz w błąd. Służyła ona wiernie państwu polskiemu niezależnie od tego, kto nim kierował i jak była dominująca w nim ideologia. Płynące stąd informacje nie są obarczone partyjnymi, politycznymi i innymi tego rodzaju interesami. Rezerwa specjalistów w tego rodzaju poszukiwaniach i prognozach jest też uzasadniona długoletnim doświadczeniem tej instytucji. Wychodzi ona z założenia, że warto być zaskoczonym pozytywnymi odkryciami. Natomiast sytuacja odwrotna jest mało komfortowa i należy jej unikać. W tej materii zagraniczne instytucje głoszące prognozy, które mogą się nie sprawdzić niczym poza własnymi wydatkami nie ryzykują. W wypadku negatywnych wyników zabierają się z Polski i słuch po nich ginie. PIG jednak nadal zostaje w kraju, a plama niesprawdzonej prognozy obciąża jego konto na zawsze. Stąd jego ostrożność w ocenie naszych nowych zasobów gazu ziemnego wydaje się usprawiedliwiona. Dowodem na tego rodzaju prognozy jest sceptyczne i zawodowo uzasadniona euforia, jaka zaistniała dwa lata temu w stosunku do geotermii toruńskiej. Mimo oskarżeń o stronniczość i ideowe trwanie w minionym systemie prognozy PIG w pełni się potwierdziły.
Markowola
Jest to miejscowość pod Kozienicami. Tam powstał pierwszy głęboki otwór w ramach poszukiwania gazu niekonwencjonalnego. Wykonany został przez Przedsiębiorstwo Górnictwa Nafty i Gazu (PGNiG) do głębokości 4,5 km. Na początku lipca przeprowadzono proces jego szczelinowania. Prace przeprowadziła amerykańska firma Halliburton. Pod ciśnieniem 600 atmosfer wtłoczono 77 ton piasku oraz 680 metrów sześciennych płynu (wody i specjalnych chemikaliów). Wyniki miały być znane za tydzień. Mija już osiem tygodni, a o wynikach głucho. Jest duże prawdopodobieństwo, że są one znacznie poniżej zapowiadanych oczekiwań. Poza spekulacjami, prognozami i domysłami innych wyników również brak. Wstrzemięźliwie w tej materii wypowiada się też kierownictwo PGNiG. Przewodniczący rady nadzorczej PGNiG, prof. Stanisław Rychlicki powiedział, że budowanie dziś przyszłości gazowej Polski w oparciu o analizowane zasoby gazu w złożach niekonwencjonalnych byłoby w najbliższym czasie nieodpowiedzialne.
Polityka
Nie zważając na żadne w tej sprawie zabezpieczenia i realia politycy ruszyli do ataku na wynegocjowany już polsko rosyjski kontrakt gazowy. Owszem, zdają sobie oni sprawę, że nawet dzisiaj odkryty gaz niekonwencjonalny będzie mógł być zagospodarowany dopiero za dziesięć lat. Jednak zerwanie rosyjskiego kontraktu i rozpoczęcie od nowa negocjacji uważają, że byłoby dla nas wielce korzystne. Nawet, jeżeli Rosjanie wobec braku umowy wstrzymaliby dostawy do Polski, to moglibyśmy jakoś ten czas przetrwać, ale istotne byłoby postawienie na swoim. W podobnym wypowiadał się tonie wypowiadał się nawet sam premier. Mając perspektywę dziesięcioletniego zmagania się z brakiem gazu wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę wydaje się, że wycofał swój sprzeciw i zapewnił, że umowa ta zostanie jednak sfinalizowana. Wobec wielu sprzecznych wypowiedzi na ten temat ostatecznie okazało się, że nie może być ona podpisana, bo sprzeczna jest z ustawodawstwem UE. Wymaga ono spełnienia zasady dostępu strony trzeciej do sieci przesyłowej, na co, Rosjanie się nie zgadzają. Wymogu tego UE nie stawia biegnącemu po dnie Bałtyku rurociągowi budowanemu wspólnie ze stroną rosyjską. Widać, że w UE wszyscy są równi, lecz niektórzy, jakby równiejsi. Istniejące zamieszanie na polskiej scenie gazowo – politycznej nie najlepiej świadczy o wiarygodności i kompetencjach naszych negocjatorów.
Wielka polityka
Polska ma za sobą obietnice wielkich mocarstw z czasów drugiej wojny światowej. Jednym z nich były Stany Zjednoczone, które w imię własnych interesów oddały nasz kraj pod okupację ZSRR. Obecnie to już nie te czasy, ale skutki tamtej decyzji ponosimy po dzień dzisiejszy. Wiadomo, że amerykański i każdy inny kapitał niczego w Polsce za darmo nie zrobi. Musi na tym zarobić albo politycznie, albo ekonomicznie, a najlepiej i jedno i drugie. Ostatnie wydarzenia w tym temacie też nie napawają optymizmem. Głośno zachwalana i proponowana nam oferta „tarczy antyrakietowej”, została wycofana w momencie, kiedy nam na tym akurat najbardziej zależało. Na koniec już symboliczna sprawa zniesienia wiz do USA. Jako jednemu z najwierniejszych sojuszników, który przelewa krew swoich żołnierzy w amerykańskich misjach i wyprawach wojennych, wizy te się nie należą. I wszystko wskazuje na to, że jako jedyny kraj w Europie nie będziemy objęci tym przywilejem. Dlatego trochę wstrzemięźliwości, ostrożności, rozwagi i przezorności w wszelkich interesach z tak wielkim partnerem nie zaszkodzi. Być może, że prognozowane amerykańskie odkrycia gazu łupkowego okażą się realne i rzeczywiste. Na to jednak przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Póki co nie trzeba palić za sobą mostów, po których będziemy jeszcze musieli wracać do starych układów, negocjacji i porozumień.