Adam Maksymowicz: Osuszanie Wielkopolski
fot: ARC
O przeprowadzenie kontroli i natychmiastowe wstrzymanie przez kopalnię zrzutu „skażonych wód&rdwuo; do Gopła zabiegał Związek Gmin Zlewni Jeziora Gopło oraz ekolodzy z Greenpeace Polska
fot: ARC
Protesty przeciwko osuszeniu Gopła przez projektowaną odkrywkę nakładają się na postępujące wysychanie okolicznych jezior. Ekolodzy, strona społeczna i samorządowa mając pod bokiem kopalnie węgla brunatnego uznają, że to one odpowiadają za ten stan rzeczy. Z kolei kopalnie na podstawie ekspertyz, dokumentacji i wyników badań twierdzą, że nic podobnego, jeziora wysychają na skutek braku opadów, a nie odwadniania kopalń.
Kto, zatem ma rację? Jaka jest prawda? Co trzeba zrobić, aby obie strony sporu porozumiały się i osiągnęły konieczny w tych warunkach kompromis? Jest on możliwy i gdyby od początku w sposób właściwy prowadzono ten dyskurs, byłoby dużo spokojnej.
Czarne chmury
Wielkopolskie górnictwo węgla brunatnego od blisko sześćdziesięciu lat dostarcza najtańszą energię elektryczną w kraju. Pierwszą odkrywkę „Niesłusz” na złożu „Możysław” wybudowali tutaj Niemcy podczas II wojny światowej wraz z pobliską brykietownią. Nie był to tylko przypadek, gdyż państwo niemieckie już wtedy było światowym liderem w eksploatacji tego surowca i pozostaje nim również po dzień dzisiejszy.
Po przejęciu tego przemysłu w 1945 roku nadal wydobywano ok. 0,5 miliona ton węgla brunatnego. Wyraźny przełom nastąpił w 1958 roku, po wybudowaniu elektrowni „Konin” o mocy 585 MW i w latach 1967-69 elektrowni ”Pątnów” o mocy 1200 MW. Od tego czasu trwa intensywne wydobycie węgla brunatnego w skali ok. 10 milionów ton rocznie. Ponieważ poszczególne złoża są niewielkie, kolejno po wyczerpaniu się ich zasobów otwiera się nowe odkrywki.
Nad dalszą eksploatacją węgla brunatnego w Wielkopolsce zbierają się jednak czarne chmury. Aktualny stan bazy zasobowej tego górnictwa ulega coraz większej redukcji, która w małym tylko stopniu wynika z eksploatacji surowca. Obowiązujące prawo polskie odpowiadające wymaganiom przepisów europejskich jest niezbyt sprzyjające dla górnictwa odkrywkowego. Tak się składa, że wszystkie odkrywki czynne i perspektywiczne swym wpływem mogą oddziaływać na obszary objęte programem Natura 2000, czyli Europejskiej Sieci Ekologicznej.
W dotychczasowej historii KWB „Konin” uruchomiła dziesięć odkrywek. Pięć z nich: Morzysław, Niesłusz, Gosławice, Pątnów i Kazimierz Południe zostało już zlikwidowanych i zrekultywowanych w formie zalesień, sztucznych rekreacyjnych zbiorników wodnych i terenów rolniczych. Pięć z nich jest w trakcie eksploatacji: Jóźwin IIA, Jóźwin IIB, Kazimierz Północ, Lubstów i Drzewce. Wszystkie one zbliżają się powoli do wyczerpania zasobów. Nowe odkrywki, które mogłyby przedłużyć żywotność tego kompleksu energetycznego są w zasięgu możliwości technicznych kopalni. Na przeszkodzie jednak stoi brak kapitału na ich uruchomienie oraz sprzeciw ekologów.
W tej sytuacji likwidacja tego górnictwa, równie kosztowna, jak budowa nowych odkrywek może - obok konieczności produkowania znacznie droższej energii (lub jej importu z zagranicy) - przynieść tu dalszy wzrost bezrobocia, który w chwili obecnej wynosi ok. 13 proc.
Kto ma rację?
Na tego rodzaju pytanie można z całą pewnością odpowiedzieć, że wszystkie strony sporu mają swoje uzasadnione argumenty. To, że kopalnie odwadniają okoliczne jeziora, udowodnił hydrogeolog dr Zbigniew Burzyński i nieżyjący już prof. Janusz Bieniewski z Politechniki Wrocławskiej. Praca doktorska pierwszego z wymienionych naukowców potwierdziła, że w rejonie Pątnowa ok. 70 proc. dopływów pochodzi z wód okolicznych jezior. Zamknięty system odwadniania kopalń i odprowadzania wód z powrotem do jezior utrzymywał stan równowagi hydrologicznej. Jej zachwianie spowodowane jest zarówno odwadnianiem okolicznych jezior, jak i zmniejszonymi opadami. Takie zjawiska mogą na tym terenie powtarzać się bardzo często. Jednakże, jak to bywa w przyrodzie, jest z tym różnie. I oto, np., znajdujące się ok. 2 km od odkrywki „Lubstów” jezioro o tej samej nazwie jest naturalnie uszczelnione, gdyż pod jego dnem zalega gruba warstwa nieprzepuszczalnych glin. Stąd nie zaobserwowano obniżenia się jego zwierciadła wody. Te warunki też mogą się powtarzać. Po prostu każda sytuacja wymaga szczegółowych analiz, a nie tylko ataku popartego domysłami.
Tak samo, jak i obrona stanowiska kopalni nie może powielać w nieskończoność wyników ekspertyz, które sama zleca i za nie płaci i to niezależnie od skali ich wiarygodności. Powszechnie uważa się, że górnictwo węgla brunatnego stanowi filar polskiej energetyki. Utrzymanie jego dotychczasowego potencjału w skali kraju umożliwia otwarcie nowego złoża „Szczerców” w rejonie Bełchatowa i „Drzewce” w rejonie Konina. Poszukuje się kompromisu pomiędzy wymaganiami ochrony środowiska i interesami lokalnej społeczności a wymaganiami technicznymi górnictwa węgla brunatnego.
Wielkopolskie porozumienie
Jest ono możliwe i konieczne, jednakże niezbędna jest w tej sprawie inicjatywa przy wsparciu dostatecznie silnego autorytetu, jaki obie strony sporu zdoła zaprosić do merytorycznej dyskusji, której wyniki będą podawane do publicznej wiadomości. Moim zdaniem autorytet taki i możliwości w Polsce posiada tylko Ministerstwo Środowiska. Jest ono dla ekologów formalnym oparciem dla ich publicznej działalności. Ministerstwo to odpowiadające za poszukiwania surowców w jakiś sposób jest też zbliżone do środowisk przemysłu górniczego, które je eksploatują. Przykładem dla tego rodzaju porozumień może być niedawno powołany przez ministra gospodarki „Społeczny Zespół doradców przy Pełnomocniku Rządu ds. Energetyki Jądrowej”, który zapewne już na samym początku podjęcia programu budowy elektrowni atomowych będzie neutralizował, wyjaśniał i uwzględniał stanowisko ekologów i strony społecznej wygaszając większość powstających konfliktów już na samym początku.
Czy podobnego rozwiązania nie należałoby zastosować również do węgla brunatnego, a w ogólności do całego górnictwa w Polsce? Kiedyś jeszcze w czasach PRL istniała Państwowa Rada Górnictwa przy Radzie Ministrów, która dobrze spisała się w trudnych powojennych latach, proponując rozwiązania, które do dziś jeszcze przynoszą nam zyski i dochody. Mimo, że powrót do tamtych czasów z wielu powodów nie jest już możliwy, ani nawet wskazany, to skorzystanie z samej koncepcji powołania tego rodzaju organu na wzór wspomnianego zespołu energetyki jądrowej umożliwiłoby rozwiązywanie wielu konfliktów narosłych w górnictwie. Intelektualna, rzeczowa i naukowa mobilizacja górnictwa węgla brunatnego jest w tej sytuacji niezbędna, aby zrównoważyć skądinąd słuszne postulaty zatrzymania procesu osuszania Wielkopolski.