Adam Maksymowicz: O pożytkach z amatorów geotermii

Siła amatorów na ogół polega na ich liczbie. Jeżeli ktokolwiek potrafi do nich dotrzeć, to sukces medialny, społeczny, a nawet polityczny ma zapewniony. Pod względem rzeczowym i gospodarczym ich pomysł może nie spełniać wymogów naukowych, zawodowych i praktycznych, ale rozgłos, jaki nadają oni swoim przekonaniom jest niczym niezastąpiony. Tak było przede wszystkim z projektem na ujęcie wód termalnych w Toruniu. Rangę, jaką nadały temu przedsięwzięciu media skupione wokół radia i prasy związanej z Fundacją "Lux Veritatis” przeszły wszelkie oczekiwania.

 

Cała Polska wiedziała, mało tego - była święcie przekonana, że jest to sukces murowany. Każdy, kto choćby delikatnie starał się zwrócić uwagę na zaniedbania, trudności, czy też ryzyko, był odsądzany od czci i wiary. Doświadczyliśmy tego po opublikowaniu tekstu pt. „Klęska amatorów geotermii”.
 

Czy klęska?

 

Z inicjatorami „toruńskiej geotermii” konsultowałem ich projekt. Przedkładane przeze mnie uwagi dotyczące analizy publikowanych materiałów zostały odrzucone. Amatorzy jasno stawiali sprawę. Po co jakieś badania, analizy itp. prace studialne, kiedy my bez tego wszystkiego wiemy, że tam są wody geotermalne?

 

Twierdzili oni, że cała Polska leży na wodach geotermalnych i gdzie się nie odwierci, tam musi ona wypłynąć w żądanej przez nas temperaturze. Ma ona zależeć jedynie od głębokości otworu. Zgodnie ze stopniem geotermicznym co 33 metry temperatura rośnie o jeden stopień Celsjusza. Toruńskim celem było sto stopni Celsjusza. Pochodząca stąd para miała napędzać turbiny przyszłej elektrowni. Dlatego planowany otwór miał mieć głębokość ok. 3000 m.

 

Na głębokości ok. 2650 m osiągnięto duży wypływ wody o temperaturze ok. 65 stopni Celsjusza. Miała to być zapowiedź jeszcze większych dopływów po zgłębieniu otworu do jego końcowej głębokości. Niżej już było sucho. Trzeba było pozostać przy tym, co już uzyskano. Na polskie warunki nie był to zły wynik. Brakowało trochę do tych zapowiadanych stu stopni, ale mówi się trudno. Woda ta ma jednak mankament, który na ogół dyskwalifikuje tego rodzaju ujęcia. Jest ona w nieznacznym stopniu, ale trwale zasolona. Po wykorzystaniu nie można jej zrzucać ani do pobliskiej Wisły, ani też do innych cieków powierzchniowych.

 

Dlatego odwiercono kolejny bliźniaczy otwór w odległości ok. 2 km od pierwszego. Gorąca woda z pierwszego miała przez wymiennik ogrzewać baseny, służyć celom balneologicznym, a po schłodzeniu miała być poprzez drugi otwór z powrotem zatłaczana do tego samego górotworu skąd została ujęta. Miał to być podziemny obieg zamknięty. Tyle ile bierzemy wody, tyle samo zatłaczamy do tego samego zbiornika.

 

W kwietniu rozpoczęto badania zatłaczania, które miały trwać około jednego miesiąca. Od tego czasu brak jest jakichkolwiek informacji na ten temat. Domyślać się można, że operacja ta się nie powiodła. Przedtem głośno i krzykliwie zapowiadany sukces, teraz cicho i bez żadnych fanfar gorycz od dawna zapowiadanej porażki.

 

Niezależnie jednak od wyników wierceń, badań i efektów toruńskiej geotermii spopularyzowała ona temat w sposób godny do pozazdroszczenia przez wszystkie inne branże zawodowe.
 

Pobudka

 

Na oficjalne czynniki rządowe, naukowe i zawodowe rozgłos toruńskiej geotermii podziałał, jak dzwonek budzika, który wyrywa ich z błogiego snu. Wiadomo, że nikt, kto smacznie śpi, nie kocha drażniącego uszy dzwonka. Tak też było z toruńską geotermią. Ustalone i podpisane umowy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska o znaczącym dofinansowaniu tego projektu badawczego zostały zerwane. Nowa opcja polityczna nie życzyła sobie żadnej pod tym względem konkurencji. Toruńskim entuzjastom geotermii nie pozwolono też na publiczną zbiórkę pieniędzy. Po prostu rząd nie życzył sobie, aby ktokolwiek go wyprzedzał i pchał się przed przysłowiową orkiestrę.

 

Sprawa trafiła do sądu, gdzie znanym trybem ślimaczy się latami, na czym zarabiają tylko adwokaci. To była negatywna strona toruńskiej inicjatywy. Pozytywna jednak zagłuszyła to wszystko dokumentnie. Prawie wszystkie media zaczęły interesować się geotermią. Wywiady, rozmowy, dyskusje i wnioski płynęły przez nie nieprzerwaną strugą. Głównymi „bohaterami” było dwóch krakowskich amatorów z tytułami profesorów całkiem innych specjalności. Dotąd geotermia też istniała, a nawet miała niezauważalne sukcesy w postaci kilku miejskich ciepłowni na Podhalu i na Niżu Polskim. Poza wąską grupą specjalistów nikt się jednak nimi nie interesował. Teraz nagle dzięki toruńskiemu rozmachowi medialnemu wszyscy dowiedzieli się, co to jest, jakie ma perspektywy i szanse.
 

Nauka kontra amatorzy

 

Stan naszych elit naukowych zajmujących się sprawami nauk o Ziemii daje wiele do myślenia i wzbudza uzasadniony niepokój. Oto na AGH jeden z dwóch wspomnianych amatorów geotermii, profesor z Katedry Maszyn i Urządzeń Energetycznych pod względem medialnym zdeklasował swoich utytułowanych w branży geotermicznej konkurentów naukowych z Wydziałów Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska tej samej uczelni. Utytułowany amator umiał swoje proste i niewymagające żadnych prac naukowych tezy nagłośnić, rozpowszechnić i uczynić powszechnie akceptowanymi w polskim społeczeństwie. Jeszcze większe sukcesy odniósł pod tym względem drugi amator z tytułem profesora Politechniki Krakowskiej z Instytutu Materiałoznawstwa i Technologii tej uczelni. Nie ma ona nic wspólnego z geotermią. Dla wielu środowisk stał się on jednak niepodważalnym autorytetem naukowym w tej dziedzinie wiedzy. Po prostu można pozazdrościć obu profesorom inwencji, przebojowości, nie liczenia się z nikim i z niczym w głoszeniu swoich amatorskich teorii geotermalnych. Na przeciwległym krańcu są skromni pracowici i niedostrzegalni naukowcy z poważnym dorobkiem naukowym, zawodowym i praktycznym. Są oni skupieni w dwóch instytucjach: jedną z nich jest AGH i jej wydział geologii, a drugą Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie. Trzeba oddać sprawiedliwość rządowym decydentom, że nie dali się oni nabrać na amatorskie wynurzenia i rewelacje obu krakowskich amatorów z tytułami profesorskimi. Dużą rolę w tym rozeznaniu zawodowym prawdopodobnie odegrał wiceminister środowiska i Główny Geolog Kraju w jednej osobie, który jest zawodowym specjalistą i akurat w tej dziedzinie obronił doktorat.

 

Po technicznej klęsce toruńskich amatorów geotermii problem ten jest żywo doceniany również w środowiskach naukowych i rządowych. Oto aktualny numer „ Przeglądu Geologicznego”* drukuje całe elaboraty niezwykle ciekawych informacji na temat geotermii na świecie, w Europie i w Polsce. Oczywiście o naszych głośnych amatorach wspomniano tam zaledwie marginalnie, ale trzeba przyznać, że bez żadnej zaciekłości i krytyki. Inwestycji geotermalnych pilotowanych przez tych naukowców ze wsparciem UE i środków na ochronę środowiska jest już kilkanaście w Polsce. Wszystkim swoim użytkownikom przynoszą one znaczące dochody w postaci ogrzewania wszelkiego rodzaju pomieszczeń. Ze względu na dużą czystość wody po schłodzeniu są one wykorzystywane do celów balneologicznych (leczniczych), a nawet wprowadzane są do sieci wód pitnych obniżając ich cenę.

 

Reasumując amatorzy geotermii odnieśli niezwykły sukces medialny. Niezależnie od ich technicznego niepowodzenia znacząca część opinii publicznej jest przekonana o nieomylności właśnie amatorów tej dziedziny wiedzy, a nie skromnych naukowców mających za sobą rzeczywiste sukcesy potwierdzone praktyką na terenie naszego kraju.
 

Wskazane naśladownictwo

 

Jest czymś bardzo niezrozumiałym, niepokojącym i zastanawiającym, jak zwykli amatorzy mający zaledwie elementarną wiedzę na temat geotermii mogli pozyskać opinię publiczną w całym kraju. Rząd i ośrodki naukowe dysponujące wielokrotnie większymi możliwościami w tym zakresie nie potrafiły jednak wykorzystać swoich w tej sprawie atutów i pod tym względem zostały zepchnięte do opozycji. Jest to lekcja, z której winne być wyciągnięte pozytywne wnioski w zakresie bieżącej popularno-naukowej edukacji polskiego społeczeństwa.

 

Sprawa ta w jakiś sposób staje się symbolem dla podjęcia niezbędnych i długofalowych działań. Wydatki na wydawnictwa, broszury, książki, foldery, panele dyskusyjne, spotkania i narady nie tylko profesjonalistów staje się palącą koniecznością. Zaniedbania informacyjne mają swoją wysoką cenę społeczną i polityczną. Przekracza ona wielokrotnie ewentualne wspomniane nakłady finansowe z przeznaczeniem na edukację i popularyzację wiedzy i nauki o Ziemi. Brak tej edukacji jest powodem ogarniającego cały kraj sprzeciwu dla budowy nowych odkrywek węgla brunatnego i podobnych inwestycji górniczych.

 

Po prostu naśladowanie toruńskich amatorów geotermii w zakresie popularyzacji wiedzy na ten temat jest jak najbardziej wskazane.

*) Przegląd Geologiczny, vol. 58, nr 7, 2010

 

Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wkrótce modernizacja katowickiego tunelu i kopuły na rondzie gen. Ziętka

Miejski Zarząd Ulic i Mostów w Katowicach przystępuje do realizacji zadań związanych z modernizacją i remontem infrastruktury technicznej Tunelu Katowickiego oraz obiektu „Kopuła nad Rondem”. Prowadzone prace poprawią bezpieczeństwo użytkowników.

Enea: Polska będzie potrzebować kilkanaście mln ton węgla; Bogdanka może dać połowę

W perspektywie 10 lat Polska może potrzebować kilkanaście milionów ton węgla rocznie; połowę tego zapotrzebowania może zaspokoić Bogdanka - uważają przedstawiciele Enei, głównego akcjonariusza Bogdanki.

Praca dla górników w Kolejach Śląskich. PGG organizuje spotkanie informacyjne w Katowicach

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.