Adam Maksymowicz: Nowa rola polskiej geologii
Dopóki geologia polska była na usługach wszystkich możliwych resortów, pozostawała dyscypliną pomocniczą, nawet atrakcyjną, ale przede wszystkim abstrakcyjną. Ta ostatnia jej cecha wiąże się z niewyobrażalnymi argumentami dotyczącymi ukształtowania się naszego globu w ciągu milionów i miliardów lat. Popularność geologii ograniczała też swoista terminologia z zakresu niewyobrażalnych procesów zachodzących w przeszłości i obecnie na naszej planecie.
W tej atmosferze pojawili się specjaliści, którzy w geologii nie są fachowcami. Ich niezwykła popularność wiąże się przede wszystkim z bardzo prostym i powszechnie zrozumiałym przedstawianiem zagadnień geologicznych. To, że mijają się oni z rzeczywistością, przyjmowane jest zwykle zgodnie z filozoficzną refleksją, że tym gorzej dla rzeczywistości.
Stan ten przynosi opłakane skutki. Przykładem tego rodzaju działań jest geotermia toruńska, blokada eksploatacji złóż węgla brunatnego w okolicy Konina i Legnicy, a ostatnio krytyka udzielanych koncesji na poszukiwania gazu łupkowego w Polsce.
Główny Geolog Kraju (GGK)
Na początku maja na terenie Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie rozpoczęły się VIII Międzynarodowe Targi Geologia 2010 „Geo-Eko-Tech”. Na otwarciu tej imprezy Główny Geolog Kraju dr Henryk Jacek Jegierski powiedział: - Rozpoczynając tegoroczną edycję targów mogę śmiało powiedzieć, że udało nam się wyjść z geologią spod ziemi. Wydarzenia takie jak odkrycie tetrapoda, informacje o potencjalnych złożach gazu łupkowego, wykreowanie trendu na geoturystykę, postrzeganie geologii, jako szansy rozwoju regionu, wspieranie rozwoju inwestycji w geotermię zmieniają wizerunek geologii. Tak postrzegamy nasze zadanie i promocję geologii. A Targi geologiczne są kolejnym tego dowodem.
W ministerstwie środowiska Jezierski odpowiada za politykę surowcową oraz przygotowanie zasobów kopalin do ich eksploatacji. Pod tym względem na ogół wszystkie osoby pełniące dotąd to stanowisko popierały zagospodarowanie krajowych surowców naturalnych.
Symbolem tego poparcia jest aktualny spór z ekologami o nowe odkrywki węgla brunatnego w rejonie Konina i Legnicy. Demonstracje, petycje, protesty, listy tysięcy przeciwników tych inwestycji, ich wystąpienia w mediach przy międzynarodowym poparciu podobnych im organizacji nie robią żadnego wrażenia na surowcowej działalności Głównego Geologa Kraju.
Owszem, tłumaczy on, jak rzeczywiście mają się sprawy, zwołuje konferencje, narady i sympozja, ale jednocześnie w niczym nie ustępuje napastliwym ekologom.
Ministerstwo Środowiska
Dotychczasowe zaangażowanie się tego ministerstwa w tak abstrakcyjne tematy jak „ocieplenie klimatu” budzi wiele kontrowersji. Jednakże jego surowcowe i gospodarcze zaangażowanie w rozpoznanie i udostępnienie surowców naturalnych jest godne uwagi.
Wydawałoby się, że Ministerstwo Środowiska z natury rzeczy będzie realizować najbardziej nośne hasła i postulaty wszelkiego rodzaju „ekologów”. Pod wieloma względami dzieje się tak rzeczywiście.
Przede wszystkim wymieńmy tu promocję odnawialnych źródeł energii (OZE), oraz zwalczanie emisji gazów cieplarnianych powodujących ocieplenie klimatu.
W tej samej konwencji prowadzone są poszukiwania podziemnych zbiorników składowania dwutlenku węgla. Obserwując pod tym względem działania Ministerstwa Środowiska zauważa się pewną prawidłowość. Polega ona na tym, że im więcej jest wypowiedzi, narad, obrad, kongresów i sympozjów na jakiś temat, tym mniej rzeczywistych efektów. Być może, że jest to bardzo zręczna polityka tego ministerstwa mająca na celu uspokojenie naszych sojuszników z UE, którzy świata nie widzą poza zwalczaniem uznanych przez siebie za prawdziwe przyczyn „ocieplenia klimatu”.
Tymczasem okazuje się, że organizacje ekologiczne, bardzo zadowolone z tej propagandy, jednak wrogo odnoszą się do opinii Ministerstwa Środowiska i jego decyzji w sprawie zagospodarowania polskich złóż surowców naturalnych.
Wyprzedaż złóż gazu
Od całkiem innej strony z podobnym uzasadnieniem prowadzony jest atak na „wyprzedaż polskich złóż gazu”. Ciekawostką jest fakt, że problem ten podnoszą tzw. media „narodowe”.
Potencjalne, bo jeszcze nie odkryte złoża polskiego gazu są sprzedawane w formie koncesji na ich poszukiwanie. Pierwsze informacje amerykańskich firm poszukujących u nas gazu ziemnego wskazywały na ok. 1,5 do 3 bilionów metrów sześciennych. Miało to starczyć na ok. 100–200 lat dla naszej gospodarki bez potrzeby jego importu.
Teraz po dokładniejszych analizach Państwowy Instytut Geologiczny szacuje, że gazu może być około sto razy mniej tj. blisko 150 miliardów metrów sześciennych. Jednak dobre i to!
Z wyprzedażą naszych złóż może nie jest aż tak źle, jak to się na ogół pisze i uważa. Polski system koncesyjny jest tak skonstruowany, że całe ryzyko prac geologicznych ponoszą ci, którzy otrzymali koncesję.
Ryzyko jest duże. Jeden otwór o głębokości 3 tys. może kosztować nawet 60 mln zł, nie mówiąc o szczelinowaniu. W momencie rozpoczęcia eksploatacji przedsiębiorstwo płaci określaną w rozporządzeniu Rady Ministrów opłatę uzależnioną od wielkości wydobycia. Im większe wydobycie, tym większa opłata. Obecnie za 1000 m sześc. gazu ziemnego wynosi ona ok. 5 zł.
Składając wniosek o koncesję na poszukiwanie m.in. gazu z łupków firma musi jednocześnie wnieść opłatę administracyjną oraz za użytkowanie górnicze, czyli opłatę za to, że może prowadzić prace geologiczne w miejscach należących do Skarbu Państwa. Opłaty mogą sięgać kilku milionów złotych.
Wszystko to wskazuje, że poszukiwania, przynajmniej od strony organizacyjnej i administracyjnej, są dla Skarbu dochodowe.
Jednakże krytycy nie bez uzasadnienia podnoszą fakt, że zyski te są niczym wobec przewidywanych wartości złóż. I tu w właśnie kłania się wiedza z zakresu poszukiwań surowcowych.
Po pierwsze nie wiadomo, czy złoża te w ogóle zostaną odkryte. Po drugie nie posiadamy techniki i technologii umożliwiające nam własne poszukiwania. I po trzecie nie mamy na to wszystko pieniędzy, które trzeba wyłożyć. W tej sytuacji nasuwa się jedyna odpowiedź, godna Napoleona Bonaparte: „Wystarczy. Więcej nie trzeba.” To, co zadowoliło genialnego wodza, nie wystarcza jednak krytykom.
Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nieudzielenie koncesji zagranicznym a w tym przypadku amerykańskim firmom skutkuje efektem „psa ogrodnika”. Sam nie zjem ale komuś innemu nie dam.
Na szczęście Ministerstwo Środowiska jest odmiennego zdania. Wychodzi ono z założenia, że lepiej mieć przysłowiowego „wróbla” w garści niż nie odkryte jeszcze złoża gazu ziemnego w wątpliwej perspektywie.
Popularyzacja
Coraz większe perspektywy znalezienia i wykorzystania krajowych surowców naturalnych, które mogą w sposób zasadniczy poprawić nasz standard codziennego życia, budzi coraz większe emocje.
Niezależnie od kompetencji, wiedzy i rozeznania komentatorów nastawienie do polskiego geologii jest bradzo pozytywne. Podejmowana jest przez specjalistyczne wydawnictwa wielokrotnie postulowana akcja popularyzacji wiedzy. Ośrodki pozarządowe zaczynają opanowywać coraz bardziej chłonny rynek.
Pierwsze miejsce pod tym względem zaczyna zajmować redakcja wydawnictw geologicznych Państwowego Wydawnictwa Naukowego (PIW). Stale nowe jej pozycje budzą uznanie i są na ogół szybko rozchwytywane. W ten sposób coraz większa rzesza rodaków może brać udział w rzeczowej dyskusji na tematy geologii, poszukiwań i eksploatacji złóż.
Coraz większe też jest przekonanie, że rzeczowa, finansowa i wydawnicza inwestycja w polską geologię może być jednym z elementów stabilizacji gospodarczej naszego kraju w warunkach ogólnej światowej recesji i kryzysu finansowego.
Gologia wychodzi z cienia
Dotychczas ci, co poszukiwali, badali i znajdowali najbogatsze nawet złoża, pozostawali w cieniu tych, którzy je później eksploatowali. I nie chodzi tu o splendory czy należne im nagrody. Bardziej chodzi tu o wspólny interes polskiego górnictwa, które bez korzystnych i efektownych odkryć geologicznych staje się coraz mniej efektywne.
W nowych warunkach gospodarczych polska geologia zaczyna wykorzystywać swoją szansę na bycie równorzędnym partnerem nie tylko dla górnictwa. Ta szansa wiąże się też z wieloma innymi dziedzinami życia, takimi jak zdrowie, energetyka, edukacja, czy też przemysł chemiczny, budowlany, komunikacja, a także kamienie szlachetne i biżuteria.
Po prostu bez geologii życie byłoby nie do zniesienia. Polska geologia coraz lepiej czuje się w - nowej dla siebie - roli dzwigni gospodarczej, która ma szansę wyprowadzić nas ze światowego kryzysu.
Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza