Adam Maksymowicz: (Nie)Bezpieczeństwo atomowe

Chodzi tu nie o wojnę atomową, ale o bezpieczeństwo nowo budowanych elektrowni jądrowych. W ciągu najbliższych kilkunastu lat przynajmniej dwie takie siłownie mają powstać w Polsce. Ze strony czynników rządowych słychać nieustanny chór głosów, że najważniejsze w tym programie jest bezpieczeństwo eksploatacji tych elektrowni. Po pierwsze bezpieczeństwo, po drugie bezpieczeństwo i jeszcze raz bezpieczeństwo. Mając takie nastawienie i nie żałując kosztów na to przysłowiowe już bezpieczeństwo, możemy śmiało i otwarcie, bez żadnych zahamowań realizować program budowy polskich elektrowni atomowych. Tymczasem już na samym starcie tego programu okazuje się, że z tym bezpieczeństwem nie jest wcale tak różowo, jak zapewniają nas odpowiedzialni za ten stan rzeczy urzędnicy.


Urzędowy optymizm


Awaria japońskich elektrowni atomowych, jaka nastąpiła w wyniku marcowego trzęsienia ziemi, postawiła pod znakiem zapytania budowę nowych elektrowni na świecie. Przede wszystkim negatywnie zareagowały Niemcy zamykając kilka swoich przestarzałych tego typu siłowni. Spowodowane tym zakłócenia w dostawach energii pokrywa się tam importem z Francji i Czech. Ironią losu jest fakt, że energia dostarczana do Niemiec pochodzi z przygranicznych elektrowni atomowych.

 

Po wydarzeniach w Japonii przedstawiciele naszego rządu, a przede wszystkim sam premier, zapowiedzieli, że problem ten nas nie dotyczy. Polska jest pod względem sejsmicznym krajem stabilnym i nic podobnego nam nie grozi. Dlatego zapowiedzieli, że program budowy elektrowni atomowych nie może być pod żadnym pozorem z tego powodu wstrzymany. Na uwagę zasługuje jednak wiarygodność tych wypowiedzi, gdyż ani premier, ani wyżsi urzędnicy ministerstwa gospodarki zabierający w tej sprawie głos nie są specjalistami od sejsmologii. Jak się okazuje prezentują oni klasyczny już urzędowy optymizm. Nie ma żadnego zagrożenia. Na wszystkim czuwamy itp., itd. Tymczasem zainteresowani tym specjaliści dyskretnie milczą. Jest to milczenie znamienne, gdyż nikt ich o zdanie nie pyta. Niektórzy z nich mieli jednak szczęście znacznie wcześniej wypowiedzieć się na ten temat bez potrzeby niezręcznego kwestionowania najważniejszych polityków w tej sprawie.


Wydawnictwo Naukowe (PWN)


Oto jeszcze w 2009 roku wydawnictwo to miało szczęście opublikować pracę popularno-naukową dwóch profesorów geologii zajmujących się tego rodzaju wydarzeniami na ziemskim globie. Ich praca nosi tytuł „Katastrofy przyrodnicze”. Jej autorami są Marek Graniczny i Włodzimierz Mizerski. Pozycję tę można by zlekceważyć, gdyby nie fakt, że autorzy są jednocześnie wybitnymi specjalistami zatrudnionymi w Państwowym Instytucie Geologicznym w Warszawie podległym Ministerstwu Środowiska. Wykładając prosto i zrozumiale tajniki trzęsień ziemi i ich skutki nie przewidzieli oni tego, że ich praca może stanąć w poprzek decyzji dotyczących budowy elektrowni atomowych w naszym kraju. W książce tej znajduje się rozdział pt. „Trzęsienia ziemi w Polsce”. Nie dyskwalifikuje on ulokowania na naszym terytorium elektrowni atomowej ze względu na ewentualne skutki tego rodzaju zjawisk. Nie mniej każe poważnie brać je pod uwagę.


Osiemnaście trzęsień ziemi


Tyle historycznie odnotowano ich na ziemiach polskich od XIII wieku. Dwa trzęsienia ziemi przypadają średnio na jeden wiek. Pierwsze z nich odnotował Jan Długosz w swojej kronice. Zjawisko miało miejsce 5 maja 1200 roku w Pieninach. Generalnie zdecydowana ich większość lokuje się na południu kraju w pasie Sudetów i Karpat. Najsilniejsze z nich miało miejsce 31 stycznia 1259 roku w okolicach Krakowa. Jego siłę ocenia się dzisiaj na ok. 6 stopni w skali Richtera. Zawaliło się wtedy wiele domów. Drugi obszar to północny obejmujący rejon Szczecina i Mazur. W roku 1648 na skutek trzęsienia ziemi jedna z wież kościelnych w Szczecinie została przesunięta o 7 m w poziomie, nie ulegając przy tym uszkodzeniu. Również na Bałtyku trzęsienia ziemi wywoływały skutki podobne jak wszędzie indziej. Oto, w dniu 3 kwietnia 1757 r. trzęsienie ziemi wywołało falę tsunami. W rejonie Trzebiatowa wyniosła ona w głąb lądu duży prom. Podobne wydarzenie miało miejsce 22 lata później kiedy fala tsunami zalała Łebę i wyrzuciła statek daleko od brzegu. Najbardziej znane trzęsienie ziemi w Polsce wystąpiło w 2004 roku w Kaliningradzie. W dniu 21 września o godz. 13.00 nastąpił wstrząs, którego siłę oceniano na 5,0 w skali Richtera. O godz. 15.23 nastąpił kolejny wstrząs o sile 5,3 w skali Richtera. Takiego wstrząsu nie zanotowano Polsce od kilkuset lat, a w tym rejonie – nigdy. Początkowo sądzono, że jest to efekt podziemnych wybuchów nuklearnych. Wkrótce okazało się, że ich przyczyną były ruchy tektoniczne skorupy ziemskiej. W tym miejscu związane są one ze stałym podnoszeniem się lądu Skandynawii. Przez ponad sto tysięcy lat temu przykryty kilkukilometrowej grubości warstwą lodu, teraz po jego stopieniu się skorupa ziemska odreagowuje i wyrównuje swoje położenie do pierwotnego położenia jakie było przed zlodowaceniem. Oddziaływanie tego trzęsienia ziemi odnotowano na całym Pomorzu Wschodnim - od Suwałk po Olsztyn, Malbork, Gdańsk i Gdynię. Zarysowały się budynki, a niektóre z nich już nie nadawały się do dalszego użytku.


Polska krajem sejsmicznym


Nie jest to sejsmika o skali katastrofalnej, jak ma to miejsce w Japonii oraz w innych krajach położonych w strefach nasuwających się bloków kontynentalnych. Generalnie w Europie związane są one z alpidami biegnącymi od Hiszpanii, poprzez łuk wewnętrzny Alp, Apeniny we Włoszech, Bałkany, Turcję i po przez Kaukaz w kierunku Himalajów. Do łuku alpejskiego zalicza się też Karpaty. Stąd najczęściej w rejonie Krakowa odnotowywane są tego rodzaju zjawiska. Znaczna część trzęsień ziemi występuje też nagle i bez żadnych wcześniejszych oznak, tak jak to było ostatnio w rejonie Kaliningradu. Ogólnie rzecz biorąc w porównaniu do katastrofalnych trzęsień ziem Polska jest poza ich zasięgiem. Nie oznacza to jednak wcale, że nawet stosunkowo silne tego rodzaju zjawiska u nas nie występują.

 

Przyjmując sportową klasyfikację, najbardziej zagrożone kraje wokół Oceanu Spokojnego i europejskich alpidów można zaliczyć do pierwszej ligi. Z całą pewnością Polska mieści się pod tym względem w drugiej lidze. Polskie obszary sejsmiczne, to całe południe kraju, Góry Świętokrzyskie, pas od granicy wschodniej przez Lublin, Warszawę do Torunia. Na północy jest to obszar Mazur i Szczecina. Wydaje się, że już niewiele terytorium zostało, gdzie można by uniknąć wpływu trzęsień ziemi w Polsce. Te historyczne bałtyckie tsunami też nie poprawiają naszego samopoczucia. Fakt, że tego rodzaju wydarzenia w Polsce są rzadkie. Co to jednak znaczy rzadkie? Powiedzmy, że raz na sto lat. Podobnie jak z powodzią, której stuletnie prawdopodobieństwo dwukrotnie powtórzyło się w ciągu minionego roku. Na pocieszenie można zauważyć, że przeciw sejsmiczne i skuteczne pod tym względem zabezpieczenia wszelkich budowli wiążą się ze wzrostem nakładów na ten cel w granicach do około 10 procent ich kosztów.


Za czy przeciw?


W Polsce paliwa dla elektrowni nie brakuje. Węgla kamiennego i brunatnego według aktualnie szacowanych zasobów ma wystarczyć na około 300 lat. Mamy więc trochę czasu na zastanowienie się czy budować elektrownie jądrowe, czy nie? Nie jest to tylko problem ekonomiczny, choć w kontekście aktywności sejsmicznej w Polsce będą one znacznie droższe niż się to przypuszcza. Ze zjawiskami przyrodniczymi jest na ogół tak, że do końca są one nieprzewidywalne. Dziś najsilniejsze wstrząsy tektoniczne mieszczą się w granicach 5 stopnia w skali Richtera, co w przeciwieństwie do nas w Japonii jest zjawiskiem bardzo częstym. Jednakże Japończycy są na to przygotowani. Ostanie wydarzenia wskazują jednak, że nie wszystko nawet w tak doskonałej Japonii da się przewidzieć i wszystkiemu zapobiec. I to przy ich doskonałej precyzji, dokładności i rzetelności. Tu też trzeba wziąć pod uwagę, że Polacy również posiadają te zalety, tylko jakby w odwrotnej proporcji. Po prostu, już tylko istniejące realnie ryzyko sejsmiczne stawia pod poważnym znakiem zapytania dalszą realizację programu budowy elektrowni jądrowych w Polsce.


Klimatyczne iluzje


Budowa w Polsce elektrowni jądrowych miała na celu powolne odchodzenie od energetyki węglowej, która „zatruwa” środowisko dwutlenkiem węgla powodując ocieplenie klimatu. Są to bardzo popularne teorie głoszone przez państwa UE, które dawno już zlikwidowały u siebie górnictwo węglowe. Pod względem naukowym nigdy nie zostały one udowodnione. Elektrownie atomowe miały być odpowiedzią na tego rodzaju postulaty. Atomowe „lekarstwo” na ocieplenie klimatu, może okazać się gorsze od choroby, którą miało powstrzymać.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PGG przypomina: Spotkanie w sprawie możliwości pracy w branży kolejowej dla górników już 3 czerwca

Polska Grupa Górnicza, Koleje Śląskie oraz spółka z grupy PGG – Synercom Usługi Wspólne na podstawie porozumienia podpisanego 3 listopada 2025 roku realizują wspólny projekt zatrudnienia byłych górników na stanowiskach związanych z utrzymaniem i prowadzeniem taboru kolejowego. 3 czerwca w odbędzie się kolejne spotkanie informacyjne dot. pracy w branży kolejowej.

Nieoczekiwana zmiana na stanowisku prezesa spółki górniczej

Nowy szef OKD jest biegłym sądowym w dziedzinie budownictwa i górnictwa węgla kamiennego, specjalizującym się w ocenie szkód górniczych w obiektach powierzchniowych.

Jutro za paliwo zapłacisz mniej. Zobacz ile

We wtorek litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 5,95 zł, benzyny 98 - 6,54 zł, a oleju napędowego - 6,26 zł - wynika z poniedziałkowego obwieszczenia Ministra Energii. Oznacza to, że we wtorek spadną ceny maksymalne wszystkich rodzajów paliw względem poniedziałku.

Mniej wypadków na górniczych odkrywkach

W górnictwie odkrywkowym odnotowano spadek liczby wypadków ogółem z 44 w 2024 roku do 37 w 2025 roku - informuje Wyższy Urząd Górniczy.