Adam Maksymowicz: Kiedy zgaśnie światło?
fot: Jarosław Tondos
RWE Stoen sprzedaje prąd mieszkańcom stolicy, a Vattenfall - na terenie Warszawy i Górnego Śląska
fot: Jarosław Tondos
W ostatnich dniach kwietnia Bank Światowy przedstawił w Warszawie raport „Zgaśnie światło? Perspektywy energetyki w Europie Wschodniej i Azji Środkowej”.
Trudno powiedzieć, na ile jest on wiarygodny w stosunku do wymienionych obszarów Europy i Azji. Nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że dotyczy on przede wszystkim Polski. Inne kraje pozostawmy ich własnemu zmartwieniu i zastanówmy się co nas czeka w najbliższej przyszłości.
Dwudziesty stopień zasilania
Brak prądu jest najważniejszym fragmentem kryzysu energetycznego. Wszystkie pozostałe jego składniki nie są już tak dokuczliwe, choć równie istotne. Jednakże brak prądu elektrycznego powoduje zamieranie całej cywilizacji. Wszystkie urządzenia łączności, systemów komputerowych, lotniczych, kolejowych i wszelkiej komunikacji publicznej oparte są na energii elektrycznej.
Jeszcze nie wyszliśmy z kryzysu finansowego, który opróżnił nasze kieszenie i zwiększył bezrobocie, a już przynajmniej nad Polskę nadciąga kryzys energii elektrycznej.
Wielu fachowców twierdzi, że kryzys ten będzie miał dużo gorsze skutki nie tylko dla konkretnego państwa i jego gospodarki, ale też dla każdego obywatela i to niezależnie od zasobności jego portfela.
Przede wszystkim zabraknie prądu elektrycznego. Trzeba będzie ogłaszać dwudziesty stopień zasilania i wyłączać całe miasta i regiony kraju. Żyć trzeba będzie według zegara włączeń i wyłączeń prądu elektrycznego.
Dziś przeciętny mieszkaniec naszego kraju uważa, że są to „strachy na lachy”, a prąd od zawsze był w gniazdkach elektrycznych i tak będzie zawsze. Otóż, każdy, kto pamięta zimę stulecia na przełomie lat 1978-1979 wie, co to są wyłączenia energetyczne w skali całego kraju.
Trzeba też zauważyć, że sytuacja ta zaistniała w PRL, gdzie szczególną wagę przykładano do rozwoju energetyki i przemysłu ciężkiego. W spadku po tym systemie otrzymaliśmy ogromny nadmiar mocy, który spowodowany był zamykaniem wielu likwidowanych zakładów pracy. Były to istne pożeracze energii, takie jak huty, kopalnie, trakcje elektryczne PKP, przemysł maszynowy itp.
Jednocześnie przez minione dwadzieścia lat nastąpił rozwój gospodarstw domowych wyposażonych we wszystkie możliwe urządzenia niezbędne do życia. Wszystkie nowe technologie najmniejszych otwieranych zakładów pracy oparte są na urządzeniach elektrycznych.
Początkowe zapasy w produkcji energii elektrycznej zostały już wyczerpane. Tymczasem nie budowano żadnych nowych elektrowni. Oddanie do użytku przez ostanie pięć lat nowych bloków o mocy 800 MW ma charakter symboliczny.
Wobec konieczności zamknięcia przestarzałych elektrowni o mocy ok. 10 tys. MW zachodzi potrzeba oddawania do ruchu przynajmniej 1 tys. MW rocznie. Na razie nic nie wskazuje na to, aby tak się stało.
Zielona energia
Pod naporem UE gwałtownie rozwijają się odnawialne źródła energii (OZE). Mają one jednak dwie podstawowe wady.
Po pierwsze nie są w stanie zapewnić stabilnych dostaw. Przykładem są najszybciej obecnie rozwijające się farmy wiatrowe. Kiedy nie ma wiatru, nie ma energii. Warunek ten jest nie do zaakceptowania, gdyż współczesna cywilizacja wymaga stabilnych dostaw prądu elektrycznego.
Drugą wadą jest ich wysoka cena blisko trzykrotnie przewyższająca najtańszą energię pochodzącą ze spalania węgla brunatnego.
Biopaliwa dające szansę na tańszą produkcję powodują wyłączenię tysięcy hektarów ziemi uprawnej przeznaczonej na ten cel. Z ziemi tej nie można uzyskać już produktów rolnych, które stają się wtedy coraz droższe.
Mając to wszystko na uwadze należy przyjąć, ze sektor ten będzie się nadal rozwijał tylko i wyłącznie dzięki naciskom i środkom kierowanym z UE.
Wobec coraz poważniejszych wątpliwości, co do wpływu człowieka i wydalanych przez niego nadmiernych ilości dwutlenku węgla na proces ocieplenia klimatu, cała procedura pozyskiwania „zielonej energii” może być w każdej chwili zarzucona.
Jak z tego wynika, nie może być ona w żadnym wypadku alternatywą dla klasycznych elektrowni węglowych i atomowych.
Protesty
Według ostatnich przeprowadzonych sondaży społeczeństwo polskie nie chce budowy nowych odkrywek węgla brunatnego. Nie działają argumenty, że bez tych odkrywek pozostałe rozwiązania dadzą przynajmniej dwukrotny wzrost ceny energii elektrycznej. Niestety jest to zgoda na drożyznę tylko tych gmin, gdzie mają powstać owe odkrywki, a więc ok. 1 proc. ludności kraju.
Jednak tak mała grupa osób nie może decydować o skali demokratycznych rozwiązań energetycznych. Przykładem jest złoże węgla brunatnego „Legnica”. Gwałtowny i masowy opór przeciwko planom wydobycia węgla brunatnego z tego złoża spowodował paraliż struktur państwa w tej sprawie.
Oto samotrzeć usiłujący namówić do tego mieszkańców regionu wicepremier Waldemar Pawlak poniósł w tej sprawie porażkę. Jest ona tym bardziej przykra, że formalnie rząd uchylił się od poparcia tej inwestycji mając na względzie zbliżające się wybory.
Wycofanie się z eksploatacji złoża „Legnica” spowoduje, że cena prądu elektrycznego szybko pójdzie w górę. Spowoduje to nie tylko kolejny wzrost obciążeń dla gospodarstw domowych, ale przede wszystkim ujemnie wpłynie na coraz mniej konkurencyjną polską gospodarkę.
Spowoduje to upadek wielu nowo założonych spółek oraz ogólny wzrost bezrobocia.
Kupować za granicą
Wielu krytyków budowy kolejnych własnych elektrowni wskazuje na możliwości zakupu prądu elektrycznego za granicą. Zyskuje się przez to ogromne oszczędności na wydatkach inwestycyjnych oraz na ochronie środowiska naturalnego. Nie trzeba się też martwić, co zrobić z nadmiarem produkowanego przy tej okazji dwutlenku węgla.
Przeciwko tego rodzaju rozwiązaniom przemawia przede wszystkim brak sieci wysokiego napięcia umożliwiającej import energii elektrycznej z zagranicy. Budowa takiej sieci to nie tylko wydatki równe budowie nowej elektrowni, ale też czas na wszystkie projekty, uzgodnienia i zezwolenia.
Obok wydatków na sieć połączeń za pobieraną energie trzeba czymś płacić. Zrównoważona gospodarka wymaga, aby jakiś stały produkt naszej gospodarki był w równej mierze eksportowany, co inny - importowany. Istniejąca obecnie przewaga importu na eksportem, poprzez zakup energii za granicą pogłębi i tak istniejące już zagraniczne zadłużenie. Widać z tego, że nie ma wyjścia dla alternatywy budowy nowych elektrowni w Polsce.
Węgiel brunatny kontra atom
Budowa nowych elektrowni na węgiel kamienny nie wzbudza żadnych emocji. Wiadomo, że rola węgla kamiennego w energetyce będzie maleć, ale póki co, nie można bez niej się obejść. Węgiel kamienny nie wywołuje tak powszechnych protestów jak węgiel brunatny, ani też nie stwarza nawet potencjalnego zagrożenia awaryjnego, jak elektrownie atomowe.
Daleko posunięty w ostatnim dwudziestoleciu postęp techniczny w budowie elektrowni atomowych zdaje się eliminować tego rodzaju zagrożenie prawie do minimum. Wszystko wskazuje na to, że w konkurencji z węglem brunatnym energetyka atomowa wygra.
Zwycięstwo to może jednak okazać się tylko w wymiarze teoretycznym. Składa się na to bardzo uboga, czy nawet elementarna wiedza, praktyka i zerowa tradycja w Polsce w budowie tego rodzaju elektrowni.
Powołane w tej sprawie agencje rządowe są dopiero na starcie. Braki te niweluje możliwość zlecenia budowy elektrowni atomowej specjalistycznej firmie zagranicznej.
Pierwsza z tego rodzaju elektrowni o mocy ok. 1000 MW ma powstać w ciągu najbliższych lat. Słabością programu budowy elektrowni atomowych jest niemożliwość oddawania co roku tego rodzaju nowego obiektu. W tej sytuacji nowe elektrownie oparte na dostawach węgla brunatnego mogą w tym samym czasie osiągnąć moc przynajmniej dwukrotnie, albo i trzykrotnie większą.
W tej sytuacji nie ma innego rozwiązania, jak zgodny i zrównoważony rozwój obu tych branż energetycznych. Monopol każdej wersji rozwoju polskiej elektroeneretyki będzie w konsekwencji szkodliwy i zuboży naszą ofertę zarówno dla ludności, jak i dla przemysłu.
Minister Gospodarki
Niezależnie od toczącej się dyskusji na temat przyszłości polskiej energetyki rząd (a przede wszystkim Ministerstwo Gospodarki) stara się realizować postanowienia przyjęte w dokumencie „Program rozwoju energetyki do roku 2030”, który zakłada zrównoważony rozwój wszystkich branż energetyki.
W tej chwili wobec protestów społecznych w sprawie budowy nowych odkrywek węgla brunatnego, ten kierunek jest najbardziej zagrożony. Być może, że pod tą presją rząd wycofa się z tego rodzaju pomysłów, a wtedy nieuchronnie czekają nas nie tylko wysokie ceny, lecz również wyłączenia, o których wspomniano na wstępie.
Jedyna nadzieja jest w tym, że albo po stronie rządowej nastąpi większa w tym zakresie determinacja, albo też wyłoni się większe zrozumienie społeczne dla niezbędnych inwestycji w węglu brunatnym.
Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza