Adam Maksymowicz: Górnicy kapitalistami?
Jan Pietrzak podał do wiadomości publicznej, że rząd znalazł skarb. Jest nim skarb państwa. Dowcip ten w jakiś sposób ilustruje to, co dzieje się z naszym majątkiem narodowym. Po to jednak, aby skarb znaleźć ktoś wcześniej musiał go zgubić, zostawić lub o nim zapomnieć. Tym kimś są wszyscy obywatele RP, którzy ten skarb wypracowali. Skarb się wyprzedaje, na bieżące potrzeby. Jedynym zmartwieniem jest to, aby starczyło go do końca naszego życia.
Tak samo jest i ze skarbem państwa. Nie tworzy on żadnych nowych dochodów, wartości i miejsc pracy, jak na ogół czyni to gospodarka. Właściciel skarbu sprzedaje wszystko to, co nadaje się do zbycia. W tej też konwencji postrzegane są starania tegoż ministerstwa o przejęcie pod swoje skrzydła śląskich kopalń węgla kamiennego. Ceny tego surowca ostatnio idą w górę, a kopalnie stają się dochodowymi przedsiębiorstwami, które można sprzedać chwilowo łatając dziury w budżecie. Kto to kupi i co z tym zrobi to już zmartwienie nowego właściciela? Najważniejsze jest, aby kopalnie te jak najdrożej sprzedać, przynajmniej w danym momencie. Dla tego celu tworzona jest i upowszechniana teoria, że rząd powinien rządzić, a nie zajmować się gospodarką. Ta, ma być oddana w zarząd „niewidzialnej ręki rynku”, która w tej sprawie uczyni to, co do niej należy, bez zbędnych lamentów i narzekań.
Niewidzialna ręka rynku
Z polskich doświadczeń wynika, że ma ona charakter ręki kata wykonującego wyrok. Jest to na ogół wyrok śmierci. Na przykładzie miasta Wrocławia widać to doskonale. Jego sztandarowe w czasach PRL zakłady takie jak „Dolmel”, „Pafawag”, „Archimedes” i „Elwro” zostały sprzedane konkurencji z wszelkimi możliwymi gwarancjami dla ich rozwoju, unowocześnia produkcji, zatrudnienia itp. Natychmiast zostały one poddane restrukturyzacji, która miała początkowo polegać na ograniczeniu nadmiernego zatrudnienia i przygotowania do nowej produkcji. Kolejne etapy tej procedury doprowadziły firmy te do upadku i zwolnienia ostatniego, który zgasił światło. Ogromne hale produkcyjne nie stały jednak długo puste. Wynajęły je hurtownie zaopatrujące miejscową ludność w zagraniczne towary, które przedtem sami produkowaliśmy. Powierzchnie dawniej przemysłowe dziś stały się podstawą dla zaopatrzenia kilkudziesięciu ogromnych europejskich supermarketów otaczających ze wszystkich stron to jedno z największych polskich miast. Ekonomiści twierdzą, że to wszystko jedno, gdzie są ludzie zatrudnieni. Ważne, że mają oni pracę. Oni sami na ogół nie podzielają tej opinii. Stąd na murach tego miasta pojawiły się napisy „wróć komuno”. W konsekwencji okazało się, że „niewidzialna ręka rynku” sprzyja międzynarodowym handlarzom, prowadzącym interes na skalę globalną, przy której wszystkie krajowe sklepiki musiały zbankrutować.
Restrukturyzacja górnictwa
Jest niezbitym faktem, że prowadzona w ten sposób „restrukturyzacja” górnictwa węgla kamiennego nie dała w pełni rezultatu jak np. we Wrocławiu. Na Górnym Śląsku, a jeszcze bardziej dalej na wschodzie w Zagłębiu Lubelskim przeciwstawiono się jej pod każdym względem. Sprzeciw ten wywołał negatywną reakcję najważniejszych mediów krajowych i głównych partii politycznych. Przede wszystkim na dużą skalę uruchomiono informacyjną nagonkę na górnictwo. Brudne, nieefektywne, zacofane, prymitywne, zadłużone itp. Trzeba przyznać, że atak ten tylko częściowo został wykorzystany w praktyce. Trzeba docenić humanitaryzm władz państwowych, które nie użyły sił porządkowych, policyjnych i represyjnych dla likwidacji tego, co jeszcze tutaj pozostało. Nie mniej w wyniku całej operacji skierowanej przeciw tej branży na Górnym Śląsku zamknięto połowę czynnych kopalń. Dokonano tego czasami łamiąc elementarne zasady ekonomii, prowadzenia inwestycji, czy też zwyczajnego interesu produkcyjnego i handlowego. Przykładem tego rodzaju jest los kopalni Morcinek. W założeniu miała ona na celu wyeksploatowanie złoża węgla kamiennego przylegającego do granicy państwowej z Czechami. W czasie, kiedy dochodziła ona do wydobycia docelowego, została zlikwidowana nie czekając na rozwinięcie jej planowanych mocy i rentowności. Jej stosunkowo nowoczesna infrastruktura techniczna o wartości kilkuset milionów złotych została zniszczona w barbarzyński sposób. Urządzenia dołowe wysadzano dynamitem, a naczynia wyciągowe w szybach puszczono luzem na dno szybu przez odcięcie lin nośnych. Eksploatowane dotąd złoże na podstawie międzynarodowego porozumienia przekazano do wybrania przez kopalnie znajdujące się po stronie czeskiej. Na podstawie uzyskanej koncesji Czesi mają prawo wybierać polski węgiel przechodząc pod ziemią wiele kilometrów w głąb naszego kraju. Im się opłaci! Tego rodzaju przykładów jest znacznie więcej.
Kopalnia emerytów
Wbrew pozorom jest to najlepsza i najbardziej dochodowa kopalnia węgla kamiennego w Polsce i nazywa się Bogdanka. Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE) są właścicielem znaczącego pakietu akcji, które wraz ze śladowym udziałem Skarbu Państwa (4,3 proc.) mają względną większość na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy (WZA). Ta większość jest podobnie jak w KGHM jednak skuteczna i pozwala spokojnie myśleć o zarządzaniu firmą, jak i o przyszłych dochodach emerytów. Kilka miesięcy temu została podjęta próba przejęcia kopalni przez koncern New World Resources (NWR), który za 100 procent akcji zaoferował cenę o blisko połowę wyższą, niż zapłaciły za nią OFE, czyli ok. 3,5 miliarda złotych. Sprzeciw załogi, zarządu i OFE nie dopuścił jednak do tej transakcji. Skarb Państwa w górnictwie przygotowuje kolejną prywatyzację. Obejmie ona równie dochodową Jastrzębską Spółkę Węglową. Jeżeli będzie przeprowadzona w podobny sposób jak prywatyzacja Bogdanki, to spółka ta może spokojnie patrzeć w przyszłość. Nie wiadomo jednak, czy pozostałe kopalnie też zostaną tak korzystnie sprzedane.
Australijska powódź
Katastrofalna powódź w Australii niszczy odkrywkowe górnictwo węgla kamiennego. Z tego powodu nastąpiło też znaczne ograniczenie wydobycia w jej pomorskich kopalniach podziemnych, które i tak pracowały w stałym zagrożeniu wodnym. Australijskie odkrywkowe górnictwo węglowe było zautomatyzowane i nasycone możliwie dużą ilości sprzętu sterowanego przy pomocy urządzeń komputerowych. Powódź przyszła tak nagle i niespodziewanie, że nie zdążono sprzętu tego wycofać w bezpieczne miejsce. Wszystko zostało zatopione i w większości nadaje się tylko na złom. Nowe maszyny muszą być dopiero zamówione, zaprojektowane i wykonane. Zanim górnictwo to osiągnie swoją pierwotną wydajność miną miesiące, a nawet lata. Straty australijskiego górnictwa ocenia się na kilkadziesiąt miliardów dolarów! Największy światowy eksporter węgla kamiennego znacząco obniży swoje dostawy na rynek. Z tego powodu cena węgla na światowej giełdzie idzie w górę. Również cena polskich kopalń wraz z ich zasobami odpowiednio wzrasta w procesie ich prywatyzacji. To dobra wiadomość. Zła wiadomość jest taka, że w Polsce też wzrosną wszelkie opłaty za ogrzewanie i energię.
Akcjonariat pracowniczy
Jest to zbiorowa forma własności pracowników danego zakładu. Porozumienie osób chcących nabyć prawa własności w spółce akcyjnej wspierane jest przez preferencyjne przyznanie im na ten cel kredytu bankowego. Kredyt ten spłacany jest ratalnie z zysków firmy. Patronat nad rozwinięciem tej formy własności objęło Ministerstwo Gospodarki, które 7 lutego br. organizuje konferencję na ten temat. Dotąd w Polsce żaden wielki zakład typu, jak huta, kopalnia, elektrownia itp. nie zrealizowały tego rodzaju własności. Wielu ekonomistów zwalcza akcjonariat pracowniczy twierdząc w skrajnych przypadkach, że jest to „komunistyczna” utopia. Przemawiać ma za tym brak zainteresowania pracowników zyskami, operacjami i innymi tego rodzaju przedsięwzięciami finansowymi, na których nikt z nich się nie zna i mało, kogo one obchodzą. Tak, czy inaczej wydaje się, że ta forma własności najbardziej popularna jest dotąd przy prywatyzacji małych zakładów typu młyny, mleczarnie, przetwórnie spożywcze itp., gdzie pracownicy dobrze się znają i łatwo ze sobą współpracują. Śląsk jest jednak szczególnym środowiskiem. Górnicza solidarność jest tu przysłowiowa. Czy przystępując do prywatyzacji górnictwa nie należałoby pomyśleć, aby kopalnie przekazać na własność ich załogom? Skarb państwa i tak dostanie żądną przez siebie wartość, która w tym wypadku w znacznej mierze pochodzić będzie z kredytu bankowego. Po za tym akcjonariat pracowniczy niczym nie różni się od wszystkich innych form własności. Pracujący w kopalni górnik staje się jednym z właścicieli, którego nie można zwolnić z pracy w ramach „restrukturyzacji”. Czy nie będzie to najlepsza prywatyzacja kopalń? Dlaczego górnicy nie mogą być choćby tylko w minimalnym zakresie kapitalistami we własnej kopalni?