Adam Maksymowicz: Gorący węgiel brunatny
fot: stop-odkrywce.pl
Mieszkańcy kilku podlegnickich gmin od miesięcy protestują przeciw planom uruchomienia na ich terenie odkrywki węgla brunatnego
fot: stop-odkrywce.pl
Po raz kolejny zabieram głos w tej sprawie, aby przeciwstawić się dyskusjom nad udostępnieniem polskich złóż węgla brunatnego, w których rysuje się jedna alternatywa: albo wydziedziczenie mieszkańców albo księżycowe krajobrazy. Rzecz jest o tyle istotna, że zwolennicy odkrywki (mając poparcie czynników rządowych) jawnie, otwarcie, aby nie powiedzieć, ze wręcz prowokacyjnie lekceważą zdanie ludności i nie podejmują żadnego dialogu. Może nie do końca, bo ten dialog jednak istnieje, ale przypomina dialog głuchych, w którym każdy z adwersarzy powtarza swoje argumenty nie zważając na to, o czym mówi jego partner.
Studia i badania
Samorządowcy uskarżają się, że instytucje naukowe, badawcze i projektowe przesyłają im do uzgodnień różne swoje koncepcje dotyczące eksploatacji złoża węgla brunatnego w rejonie Legnicy i Lubina, co ma potwierdzać zamiar przyszłego wydobycia. Drukują oni swoje prace studialne w czasopismach zawodowych, naukowych i wszelkich innych wraz z harmonogramami czasowymi, w których przewiduje się wysiedlenia mieszkańców już w 2011 roku, a rozpoczęcie wykopu nawet w 2012 roku.
To wszystkich niepokoi. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że po to są tego rodzaju instytucje, aby przedstawiały wielowariantowe propozycje, koncepcje i rozwiązania, związane również z naszym bezpieczeństwem energetycznym. Czy będą one kiedyś wdrożone, tego na razie nikt nie wie. Ci, którzy je tworzą są pewni ich zastosowania, bo przecież za to dostają pieniądze. Ta ich pewność siebie budzi sprzeciw i gniew mieszkańców regionu.
Polityka energetyczna
Tymczasem warto pamiętać, że te wszystkie opracowania naukowe, studialne itp. są dopiero punktem wyjściowym do sporządzenia dokumentów o znaczeniu inwestycyjnym. Przegląd tych dokumentów warto rozpocząć od najważniejszego z nich, jakim jest „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”, jaką Ministerstwo Gospodarki opracowało z datą 5 marca 2009 roku. Otóż w dokumencie tym nigdzie nie jest wymienione złoże węgla brunatnego „Legnica”. Nawet nie uczyniono tego w załączniku noszącym tytuł „Program działań wykonawczych na lata 2009 – 2012”. To jest ustalenie pierwsze, które mówi o tym, że rząd chce jeszcze trzy razy się zastanowić, zanim podejmie konkretną decyzję w tej sprawie.
Zasoby przemysłowe
O tym, że sprawa eksploatacji węgla brunatnego w tym rejonie jest bardzo odległa w czasie, wyraźnie mówi „Bilans zasobów kopalin i wód podziemnych w Polsce”, który jest oficjalnym dokumentem Ministerstwa Środowiska. Otóż w bilansie tym na str. 41, gdzie przedstawione są zasoby węgla brunatnego, stwierdza się wyraźnie, że oprócz aktualnie eksploatowanych złóż nigdzie więcej nie ustalono jego zasobów przemysłowych. Bez ustalenia tych zasobów nie jest pod względem prawnym (ale i również technicznym) możliwe rozpoczęcie jakiejkolwiek eksploatacji. Przerażeni mieszkańcy sugerują, że rząd w tej sprawie jest zdeterminowany złamać wszelkie zasady prawne i techniczne. Pragnę zapewnić, że nie jest to możliwe nawet, gdyby podjęto tak szalone i nieodpowiedzialne decyzje. Pomijając wszelkie konsekwencje karne i polityczne wynikające z takiego postępowania, przeciwko takiemu obrotowi spraw przemawiają względy czysto techniczne. Wynika to z potrzeby opracowania projektu zagospodarowania złoża, który ustala zasoby przemysłowe i jest podstawą dla ekonomicznie uzasadnionej eksploatacji.
Tego wszystkiego nie ma. Mało tego, nie ma nawet dokumentacji geologicznych wymaganych dla sporządzenia projektu zagospodarowania złoża. Dla potrzeb tej dokumentacji potrzebny jest najpierw projekt badań, a jak dotychczas, nie ma nawet zlecenia na taki projekt. Przewidziane projektem wiercenia i badania musza być potem opracowane w postaci dokumentacji w kategorii C1 i B. Pewne fragmenty omawianego złoża mają już tę kwalifikacje, ale dla prowadzenia inwestycji na tak wielką skalę jest to wszystko za mało. Krótko mówiąc, wszystkie instytuty, zamiast rysować tylko projekty w oparciu o rozeznanie z połowy minionego wieku, winne zabrać się za konkretne badania na złożu. Nie są to badania tanie, a wiadomo, że mamy kryzys gospodarczy i podejrzewam, że w budżecie nie znajdą się na ten cel odpowiednie pieniądze. Póki co naukowcy mogą sobie mówić, co chcą, wszak jest wolność słowa, lecz mieszkańcy Legnicy i okolic mogą moim zdaniem spać spokojnie przynajmniej przez najbliższe 20 lat, zanim rząd upora się z wszystkimi wymogami formalnymi, o których w dużym skrócie napisałem powyżej.
Tajemnica państwowa
Z pewnym zdziwieniem odebrałem wypowiedź sekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa odpowiedzialnego za energetykę, posła Jana Burego, który w odpowiedzi na interpelacje w sprawie eksploatacji złóż węgla brunatnego w rejonie Legnicy powiedział w Sejmie RP, że rząd premiera Tuska nie może pozwolić sobie na zaniechanie eksploatacji tak potężnych złóż węgla brunatnego, którego zasoby wynoszą ok. 14 miliardów ton, a być może nawet 40 miliardów ton. Skąd pan sekretarz stanu wziął te liczby, jest zapewne jego osobistą, a być może nawet państwową tajemnicą.
W aktualnym bilansie zasobów, na który wyżej się już powołałem, wykazano, że tych zasobów w skali całego kraju jest 14 miliardów ton i to tylko geologicznych. To znaczy, że te przemysłowe prawdopodobnie będą mniejsze o około 20-30 proc. Skąd te 40 miliardów ton w ustach urzędnika i posła, doprawdy nie wiadomo.
Dlaczego akurat Ministerstwo Skarbu poczuwa się do odpowiedzialności za przyszłą eksploatację złoża węgla brunatnego, jest kolejną zagadką, gdyż złoża te z zasady podlegają gestii ministerstwa gospodarki. Jest pewne, że zasobów geologicznych węgla brunatnego w rejonie Legnicy jest ok. 3,5 miliarda ton (Legnica – Ścinawa). Z tego tych przemysłowych, czyli nadających się do wydobycia, będzie zapewne ok. 2,5 miliarda.
Chaos informacyjny (również na szczeblu rządowym) w jakiś sposób wpływa na zaostrzenie panującej pod Legnicą atmosfery. Jej skutkiem jest gwałtowny spadek cen wszystkich nieruchomości, co jak wiadomo nikogo nie napawa optymizmem.
Podziemna eksploatacja
Środowiska naukowe Legnicy prezentują możliwość osiągnięcia podobnych wydajności eksploatacyjnych podczas wybierania tutejszego złoża węgla brunatnego metodami podziemnymi. Z jednej strony jest to górnictwo stosunkowo dobrze znane, bo jego głębokość nie sięga niżej, niż 250 metrów. Z drugiej strony jego słabością wydają się być metody podsadzania wyrobisk szlamami poflotacyjnymi z KGHM. Szlamy te nie nadają się do transportu pionowego, gdyż każda przerwa technologiczna powoduje osiadanie frakcji pyłowej, która uniemożliwia ponowne uruchomienie rurociągu. Być może, że trudność ta jest do pokonania. Nie mniej lekceważenie przez instytucje dotąd zajmujące się eksploatacją węgla brunatnego w Polsce tej metody i technologii, jest moim zdaniem karygodne. Uwzględnienie jej w kolejnych wersjach udostępnienia tego złoża ma szanse na to, aby w znaczny sposób wyeliminować lub przynajmniej złagodzić dotychczasowy stanowczy sprzeciw ludności dla budowy tutaj odkrywki węgla brunatnego.
„Udana akcja”
Przeprowadzona przy pomocy różnych komitetów sterujących, uczelni i instytutów zmasowana akcja medialna straszenia mieszkańców regionu legnickiego w pełni się powiodła. Tyle tylko, że jej skutki mogą być akurat niezbyt miłe dla tych wszystkich, którzy siali wiatr, a teraz będą musieli zbierać burzę.
Po pierwsze poważnie zostało nadszarpnięte zaufanie do rządu i reprezentujących naukę polską instytucji, którym tutaj długo jeszcze nie wybaczy się postawienia wszystkich na nogi w sprzeciwie, dla lekceważenia zdania tutejszej ludności, z którą nikt jak dotąd poważnie i kompetentnie w tych sprawach nie chciał rozmawiać. Ta \"udana\" akcja ma też swoją drugą stronę medalu, którą jest zbiorowy i powszechny sprzeciw dla nagle zaskakującej decyzji o eksploatacji tego złoża węgla brunatnego, która w rozumieniu mieszkańców została już podjęta. To wszystko trzeba jakoś teraz naprawić. Samo się to nie zrobi.
Czy wojewoda, minister gospodarki, Skarbu itp., nie zechcieliby np. urządzić konferencję popularno–naukową w Legnicy lub okolicy dla wyjaśnienia tych spraw? Czy rząd poczuje się do odpowiedzialności, aby naprawić zło, które już się stało? Czy nie warto, aby dziś tak gorąca sprawa węgla brunatnego została w sposób sensowny sposób chociaż trochę schłodzona? Być może, że są to pytania tylko retoryczne i po staremu zostawi się wszystko własnemu losowi, ale w takim przypadku sadzę, że kolejne przykre niespodzianki będą tutaj chlebem powszechnym.
Czytaj też:
Referendum na Dolnym Śląsku
Adam Maksymowicz: Precz z węglem brunatnym!