Adam Maksymowicz: Gorąco w KGHM
Zapowiada się, że tegoroczna wiosna, a może nawet cały rok będą gorące przynajmniej w KGHM Polska Miedź SA w Lubinie. Coraz wyższej temperaturze w wyrobiskach górniczych odpowiada równie gorąca atmosfera na powierzchni. W dosłownym znaczeniu z nastaniem wiosny jest coraz cieplej. W przenośnym sensie protest związków zawodowych zaczyna przybierać coraz bardziej stanowcze formy. Najciekawsze jest to, że firma, która obraca miliardami dolarów rocznego zysku od kilku lat prowadzi spór o 300 złotych podwyżki. Prezes nie zgadza się z postulatami związkowymi. Przypomina on, że średnia zarobków w jego firmie wynosi grubo powyżej 9 tysięcy złotych miesięcznie. To na tle ogólnej mizerii krajowych wynagrodzeń jest pozycją rekordową.
Tego rodzaju oświadczenia wywołują śmiech wśród związkowców. Owszem oni akceptują tę średnią tylko, że przeciętny górnik jej nigdy nie widział na oczy. Wynika ona przede wszystkim z całej chmary zatrudnianych dyrektorów w Biurze Zarządu oraz w administracji firmy. Ich zarobki liczone są w dziesiątkach tysięcy złotych. Stąd bierze się ta wysoka średnia. Po to, aby nie była ona jeszcze wyższa, ktoś musi zarabiać dużo mniej niż te dziewięć tysięcy złotych. Tak się nieszczęśliwie składa, że te najniższe zarobki padły akurat na górników. Kiedyś za smutnych czasów PRL dyrektorów tych było przynajmniej dziesięciokrotnie mniej, a z wydobyciem było dużo lepiej niż dzisiaj. W ten sposób potwierdza się stara zasada Parkinsona, że im więcej dyrektorów, tym mniej produkcji.
Związkowe zjednoczenie
W pierwszych latach po transformacji ustrojowej w 1989 roku związki zawodowe ostro konkurowały ze sobą. Przyczyną tego stanu rzeczy były ich sympatie polityczne i całkiem różne tradycje. Na początku 2008 roku nastał tandem Krutin – Wirth. Poprzez plany szybkich zmian strukturalnych i organizacyjnych doprowadził on do pojednania wszystkich najważniejszych central związkowych w KGHM. Kiedyś zawsze jeden związek popierał rządzących w firmie. Teraz już nikt. Narastający na tym tle spór wykończył prezesa Mirosława Krutina, który przejmował się niezrozumieniem przez związkowców jego najlepszych intencji i pomysłów dla firmy. Starał się je przeforsować. Odpowiedzią było pogotowie strajkowe i realne jego przekształcenie w strajk generalny we wszystkich oddziałach firmy. Nie mogąc sobie z tym poradzić zrezygnował on z funkcji prezesa, na rzecz swego zastępcy Huberta Wirtha. Ten natychmiast zapomniał o wszelkich pomysłach swego poprzednika, co chwilowo uspokoiło sytuację. Główną uwagę skupił on na wyprowadzeniu jak największej ilości gotówki na zewnątrz firmy. Sytuacja była sprzyjająca, bo cena miedzi osiągnęła najwyższe dotąd nigdy nie notowane wysokości. Za nimi poszły zyski firmy. Związkowcy krytycznie oceniają politykę inwestycyjną prezesa związaną z wyprowadzaniem zysków poza firmę. Krytyka ta jednak nigdy nie miała charakteru strajkowego i była raczej werbalna. Widząc kolosalne zyski firmy związkowcy chcieli tylko skromnych podwyżek dla swoich kolegów, którzy te zyski wypracowują. Jest oczywiste, że podwyżki dla ok. 18 tysięcy pracowników po 300 złotych to jest prawie 5,5 milionów złotych miesięcznie, a rocznie ok. 70 milionów złotych. O tyle należałoby zmniejszyć zagraniczne i krajowe inwestycje KGHM, które są przysłowiowym ”oczkiem w głowie” obecnego prezesa. Na takie uszczuplenie swego budżetu nie wyraża on zgody. Mając to na względzie związki przeszły długą procedurę referendum i w tej chwili gotowe są znów do akcji strajkowej.
Posłuchanie
Chcąc uniknąć najgorszego podjęto rozmowy i negocjacje z zarządem firmy. Jak łatwo było to do przewidzenia polegały one na ich przedłużaniu, proceduralnych utarczkach itp. kruczkach prawnych mających jak najdalej odsunąć w czasie rozstrzygnięcie tego sporu. Ponieważ cała ta „zabawa w chowanego” toczy się już od roku, związkowcy zaczęli wykazywać zniecierpliwienie brakiem postępów w przyznaniu im tych symbolicznych 300 złotych. Postanowili podjąć próbę przejęcia inicjatywy. Wystosowali oni pismo do prezesa zapraszając go na „wysłuchanie publiczne”. Ma się ono odbyć 5 maja br. się w sali udostępnionej im dla tego celu przez tegoż prezesa. Zaproszenie to skierowano też do całego zarządu. Dokument ten podpisało osiem działających tu central związkowych. Piszą oni na zakończenie, że „Zarząd będzie miał dobrą okazję poznać wielu wspaniałych pracowników naszej firmy oraz ich zdanie w spornych sprawach”. Jest wielce wątpliwe, aby szefowie firmy skorzystali z tego zaproszenia.
Odpowiedzialność
Od wielu miesięcy firma uzyskując nadzwyczajne zyski stała się ulubieńcem warszawskiej giełdy. W dniu 25 stycznia br. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie uroczyście ogłoszono nowy skład Indeksu RESPECT. Jak głosi komunikat firmy „KGHM Polska Miedź SA po raz kolejny znalazła się w grupie wybranych 16 spółek giełdowych i tym samym potwierdziła, że jest jedną z najbardziej odpowiedzialnych społecznie spółek na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych”. Wiadomo, że na tym świecie nie ma ideałów. Komuś, kto jest ulubieńcem wybacza się wszystko. Innym natomiast, którzy nie należą do tej kategorii wypomina się najdrobniejsze nawet uchybienia. KGHM jest ulubieńcem Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Mając to wszystko na względzie można zadumać się nad chwaleniem się „odpowiedzialnością społeczną”. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Skąd zatem ten zawzięty spór firmy ze związkami zawodowymi, kiedy jest ona krajowym liderem „odpowiedzialności społecznej”. To, że z pracownikami się tutaj raczej nikt nie cacka pisaliśmy miesiąc temu w tekście pod tytułem „KGHM przed sądem”. Życie ludzkie też traktuje się tutaj raczej lekko. Świadczy o tym wypowiedź prominentnego jej przedstawiciela w dzienniku TVP 1, który za śmiertelne wypadki w miedziowej spółce oskarżył św Barbarę! Jej szefowie nie mają sobie nic pod tym względem do zarzucenia.
Brak umiaru
Kolosalne zyski jakie KGHM osiąga w wyniku wysokich cen miedzi na światowych giełdach odbiera mediom wszelkie poczucie realnej sytuacji w tej firmie. Jej prezes stał się ulubieńcem mediów i pod względem konkurencyjności dorównuje, a może nawet i przewyższa najbardziej popularne gwiazdy filmu i estrady. Powodzenie jego pomysłów na biznes, niezwykłych osobistych talentów i możliwości rozpowszechniane jest na wszystkie sposoby. Dziwne jest jednak, że tylko wśród swoich własnych pracowników zdanie na ten temat jest jakby odwrotne. Wspominają oni, że wbrew temu wszystkiemu prezes nigdy nie pracował na dole w kopalni. Górnictwo zna on z książek. Całą swoją urzędniczą karierę odbył w spółkach KGHM bez praktyki i porównania do tego, co dzieje się w światowym górnictwie. Za to doskonale opanował on prezentację swojej osoby w mediach. Pod tym względem jest on menadżerem, z którym żaden z dotychczasowych prezesów nie może się nawet równać. Na marginesie tych medialnych wspaniałości toczy się proces sądowy o odpowiedzialność za śmierć dwóch geologów spółki Cuprum, której wtedy wiceprezesem był obecny prezes KGHM Polska Miedź SA. Można powiedzieć, że w jakiejś mierze jest to udziałem wszystkich szefów polskiego górnictwa. Nikt nie jest doskonały i nikt nie może wszystko opanować i wszystkiemu zapobiec. W tym jednak przypadku zostały przekroczone zasady umiaru i powściągliwości w pochwałach, nagrodach, kompetencjach i we własnych sukcesach.
Potrzeba zmian
Nie chodzi tu o postulat wymiany zarządu i jego prezesa. Postulat ten może być o tyle fałszywy, że nowe władze spółki zawsze mogą być gorsze niż obecne. Chodzi tu o zmianę stylu postępowania. Chodzi o mniejsze brylowanie w mediach, a o zwrócenie większej uwagi na rzeczywistą sytuację własnej załogi. Chodzi nie o ustępstwa na każde żądanie związków zawodowych. Chodzi o ich szanowanie, prowadzenie poważnych rozmów i konsultacji satysfakcjonujących obie strony sporu. Na argument osiąganych dużych zysków firmy trzeba przypomnieć, że pieniądze nikomu szczęścia nie dają, choć są one niezbędne dla jego osiągnięcia. Mając tak duże pieniądze szefowie firmy są zaledwie na drodze do tego szczęścia, które tylko medialnie jest wspaniałe, bezproblemowe, łatwe, lekkie i przyjemne. Trzeba osiągane zyski mniej wyprowadzać na zewnątrz a więcej inwestować we własne złoża, a przede wszystkim w bezpieczeństwo robót górniczych, tak aby np. kolejne tąpnięcia nie kończyły się zbiorowymi wypadkami śmiertelnymi. To wszystko wymaga kolosalnych pieniędzy inwestowanych we własne złoże. Zagranicznymi inwestycjami trzeba nadal się interesować i w najbardziej korzystnych z nich uczestniczyć. Realizując te, i wiele podobnych postulatów jest nadzieja, że gorąca atmosfera w KGHM ulegnie wtedy znacznemu ochłodzeniu.