Adam Maksymowicz: Gazowy rozsądek

Polski obyczaj nakazuje mieć rezerwę do kogoś, kto jest na „gazie”. Stała i totalna krytyka rosyjskiego kontraktu gazowego wydaje się, że jest prowadzona na takim właśnie „gazie”. Wiadomo, że jak się chce to można wszystko skrytykować. Tu jednak krytycy posuwają się tak daleko, że sami sobie szkodzą. Dokładniej to wszystkim, którzy korzystają z gazu ziemnego. Skutek tej krytyki może być taki, że tej zimy zostaniemy bez gazu. Dla gospodarstw domowych starczy. Gorzej dla przedsiębiorstw. Te z nich, dla których zabraknie tego paliwa wstrzymają produkcję i zwolnią ludzi. W ten sposób przetarg polityczny o kontrakt gazowy staje się niezwykle szkodliwy dla naszej gospodarki. Dla naszej polityki zagranicznej. Dla naszych obyczajów. W powodzi wspomnianych „lamentów” nad wspieraniem przez rząd „interesów” Gazpromu w naszym kraju ukazał się trafny i rzeczowy głos rozsądku.


Dylematy gazowe


Na stronach internetowych pojawił się tekst wywiadu Andrzeja Szczęśniaka znanego eksperta paliw i surowców energetycznych pt. „Dylematy gazowe i łupkowe”. Materiał ten jest o tyle istotny i wiarygodny, że jako osoba związana raczej z opozycją udowadnia w sposób, który nie budzi zastrzeżeń uzasadnienie polsko – rosyjskiej umowy gazowej. Można zapytać jak to możliwe? Wszak opozycja jest po to, aby rząd krytykować, a nie go chwalić. Tak. Opozycja winna rząd krytykować. Czy jednak krytyka wbrew prawdzie i oczywistym polskim interesom jest uzasadniona? Czy krytyka musi być prowadzona za wszelką cenę? Otóż, każdy racjonalny działacz, inżynier i ekonomista, wie, że dobre rozwiązania niezależnie, od kogo pochodzą trzeba akceptować i wspierać. Wydaje się, że tymi właśnie przesłankami kierował się tenże ekspert. Oskarżenia, jakie padają pod jego adresem o związki z rosyjską agenturą, wydają się być pozbawione wszelkiego uzasadnienia. Po prostu, kiedy przeciwnikom brakuje argumentów sięgają oni po obraźliwe inwektywy.


Fatalny kontrakt


Obecnie negocjowany z Rosjanami kontrakt zawiera tylko kolejne aneksy i poprawki do już zawartej umowy w 1993 roku. Kryzysowe warunki stworzyła dopiero kolejna jego korekta w 2003 roku. Postanowiono wtedy zmniejszyć zmówienia z Rosji i znaleźć innych dostawców. Tym innym dostawcą miała być ukraińska spółka RosUkrEnergo, w której Gazprom miał 50 procent udziałów. Była to próba ominięcia Rosjan, przy ich pomocy. To, że jest ona niewykonalna pokazały następne wydarzenia. Nasilająca się od 2006 roku antyrosyjska retoryka spowodowała szereg trudności handlowych. Gaz jednak był dostarczany bez żadnych przeszkód ze strony Rosji. Po prostu obok korzyści politycznych są im potrzebne pieniądze i dlatego Rosjanie nigdy nie mówili o zakręcaniu Polsce przysłowiowego kurka. Strach przed takim wydarzeniem narastał jednak.

 

Tymczasem ta fatalna spółka, która miała zapewnić nam dywersyfikację, zaczęła nas szantażować. Taką sytuację zastał wicepremier Pawlak. W trakcie prowadzonych rozmów uzyskał obniżenie ceny w granicach 1- 2 procent oraz uzyskał zwiększenie dostaw bezpośrednio od Rosjan z pominięciem fatalnej spółki RosUrEnergo. Pawlak zabiegał o jak najdłuższą umowę czasowo, co spotkało się z nieprzytomną krytyką opozycji. Uzasadniał on swoje stanowisko, tym, ze Rosja mając Nord Stream, a wkrótce South Stream, nie musi przesyłać swego gazu do Europy przez Polskę. Po prostu od 2022 roku, bo dotąd obowiązuje umowa, rurociąg ten może być pusty. Co jest lepsze dla Polski? Pusty, czy też pełny rurociąg gazowy z Rosji? Wydaje się, ze jest to pytanie retoryczne.


Unia Europejska


W imieniu UE, kontrakt ten zakwestionował niemiecki komisarz tej instytucji - Guenther Oettinger. Jest to o tyle dziwne, że domagali się tego również polscy parlamentarzyści z ugrupowania rządowego. Ten sam komisarz jeszcze w marcu br., kiedy przedłożono mu warunki tej samej umowy nie miał do niej żadnych zastrzeżeń. Teraz nagle, jakby się przebudził. Zauważył, że strona trzecia nie ma dostępu do rurociągu. Trzeba to zmienić. Wszak, kiedy będzie on już pusty, Niemcy będą mogli przesyłać nim rosyjski gaz do Polski. Jest jasne, że dla Niemców musi być to dobry interes, bo inaczej o nic takiego by nie zabiegali.

 

Międzynarodowa rozgrywka o polskie dostawy gazu jak najgorzej świadczy o naszych politykach, którzy dopuścili do tego, że inni w naszym imieniu będą wypowiadać się i podejmować decyzje o tym, co jest dla nas korzystne, a co nie. Żaden szanujący się kraj do takich sytuacji nie dopuszcza. Ich wynikiem jest zawsze zepchnięcie naszych interesów na drugi, albo trzeci i dalszy plan. W konsekwencji polityka taka prowadzi do uzależnienia gospodarczego polski od naszych sąsiadów. Ci sąsiedzi choćby byli nawet najlepszymi przyjaciółmi, to wiadomo, że własne interesy postawią zawsze przed naszymi. Wicepremier Pawlak sam chciał się dogadać z Rosjanami. Teraz warunki tego porozumienia w jakiejś części podyktują Niemcy w imieniu UE. Wobec trudności, jakie stawia nam komisarz UE Polska może nie podpisać umowy, a dostawy gazu z Rosji mają być wstrzymane pod koniec tego miesiąca. Oto są skutki działania „przyjaciół” z UE. W zamian Niemcy nie są w stanie dostarczyć nam swego gazu, bo po prostu nie ma odpowiednich rurociągów łączących oba kraje.


Gazoport


Jednym z elementów naszej gazowej niezależności jest kilka dni temu rozpoczęta budowa gazoportu w Świnoujściu. Tą drogą będziemy mogli dotrzymywać do ok. 5 miliardów metrów sześciennych gazu. Czyli połowę tego, co otrzymujemy z Rosji. Jest to ilość znacząca. Nie mniej z gazoportem jest problem cenowy. Będzie on tutaj o 50 procent droższy niż gaz z Rosji. Takie są kontrakty z Katarem. Po prostu gaz przesyłany rurociągiem jest dużo tańszy. Dylemat ten można by pominąć, gdyby sytuacja była wojenna. Gaz wtedy byłby nam potrzebny za wszelką cenę do wygrania wojny. Polska jednak wojny z nikim nie prowadzi. Jeżeli tak jest, to obowiązują nas prawa handlowe. Rzucone hasło dywersyfikacji nie liczy się jednak z prawami handlu i zakupów po najniższej cenie. W tym wypadku rosyjski gaz jest najtańszy. I niezależnie czy my lubimy, czy nie naszych gazowych dostawców, ich jest cena najniższa. Oczywiście można też brać gaz norweski. Jest on droższy, bo eksploatowany z pod dna morskiego, a nie tak jak rosyjski na lądzie. Zanim jednak AWS podpisał umowę z Norwegami nastąpiła zmiana rządu i tak szczęśliwie projekt ten upadł. Niemcy też chcieli bardziej uniezależnić się od rosyjskiego gazu i od dawna analizowali możliwości budowy gazoportu w Wilhemshaven. Doszli jednak do wniosku, że jest to przedsięwzięcie nieopłacalne i z niego zrezygnowali.


Norweski przykład


Państwo polskie większość koncesji na poszukiwanie i prawo pierwszeństwa do eksploatacji tzw. gazu łupkowego oddało firmom zagranicznym. Inaczej w podobnych warunkach postąpili Norwegowie. Z tą różnicą, że zamiast gazu łupkowego mieli oni gaz pod dnem mórz arktycznych. Po pierwsze znacjonalizowali oni swój przemysł naftowy. Wyłonili lidera, którym jest Statoil. U wszystkich operatorów zajmujących się wydobyciem zagwarantowali sobie 50 procent udziałów. Podobnie, jak my nie mieli oni technologii. Zaprosili kapitał zagraniczny, ale pod warunkiem jej udostępnienia. Technologię najpierw opanowali, a potem ją udoskonalili i przystosowali do swoich warunków.

 

Dziś z norweskich doświadczeń korzystają też Rosjanie. Nie trzeba dodawać, że nie za darmo. My zamiast tego mamy groszowe wpływy z wykupu koncesji i płaconych podatków. Polski monopolista w tym zakresie PGNiG zdaniem autora tej wypowiedzi ma charakter usypiający. Patrząc na polityków, co robią oni z najlepszymi państwowymi przedsiębiorstwami to, można zawahać się przed tego rodzaju naśladownictwem. Budżet jest pusty, a politycy gotowi są za bezcen sprzedać nawet kurę, która znosi złote jaja. Przy najlepszym dla nas rozwiązaniu kiedyś gaz łupkowy zostanie wydrenowany, a zagraniczne firmy, które mają koncesję opuszczą nas zostawiając na lodzie. Norwegom w tym przypadku nie tylko pozostaje przynajmniej 50 procent zysków, ale też ich technologia podmorskiej eksploatacji, która stała się ich własnością.


Polityka i interesy


Do klasyków w tym zakresie należał Józef Piłsudski, który raczej nie kochał Rosji. Zaistniałą możliwość zawarcia korzystnej dla nas wymiany handlowej z Rosją wykorzystał on bez żadnych zahamowań. Na przykładzie tym widać, że klasyczną politykę prowadzi się na ogół po to, aby mieć obopólne korzyści handlowe, naukowe, przemysłowe, gospodarcze, kulturalne i wszelkie inne. Dlatego dalsze próby przeszkadzania Rosji w handlu z zachodem mogą mieć dla nas coraz gorsze skutki. Być może, że sygnalizowane tutaj stanowisko Andrzeja Szczęśniaka jest odbiciem coraz silniejszych tego rodzaju poglądów tak w rządzie, jak i w całym coraz bardziej racjonalnym społeczeństwie.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Od soboty do poniedziałku ceny maksymalne benzyny i diesla będą niższe niż w piątek

Od soboty do poniedziałku litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,46 zł, benzyny 98 - 7,00 zł, a oleju napędowego - 6,85 zł - wynika z piątkowego obwieszczenia Ministra Energii. Oznacza to, że ceny maksymalne wszystkich trzech paliw będą niższe od piątkowych.

Tauron Nowe Technologie ma 65 mln zł dofinansowania na modernizację oświetlenia drogowego

Tauron Nowe Technologie, spółka z grupy Tauron Polska Energia, podpisała z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę na 65 mln zł dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy na modernizację oświetlenia drogowego w ponad 30 gminach na południu Polski - poinformowała w piątek grupa.

PGE: Trwają badania dotyczące możliwości lokalizacji elektrowni jądrowej w Bełchatowie

Wiceprezes PGE Marcin Laskowski poinformował PAP, że trwają badania geologiczne, hydrologiczne i sejsmiczne dotyczące lokalizacji w Bełchatowie w woj. łódzkim drugiej elektrowni jądrowej w kraju. Ekspertyzy będą częścią rekomendacji ws. inwestycji, którą spółka przygotuje dla rządu.

GZM rozwija ekosystem miejskich usług dronowych

Metropolia inwestuje w edukację, infrastrukturę i współpracę, rozwijając nowoczesne usługi dronowe dla samorządów.