Adam Maksymowicz: Drugi KGHM
fot: transsib.ru
Rosja za rok rozpocznie eksploatację największego złoża rud miedzi Udokan na Syberii
fot: transsib.ru
Drugi KGHM tym razem powstaje niestety nie w Polsce lecz w Rosji. Od dwóch lat prowadzone są tam badania, przetargi i przygotowania do eksploatacji złoża Udokan położonego ok. 200 km na wschód od jeziora Bajkał we Wschodniej Syberii. Złoże to znane od dawna nie miało szans na eksploatację ze względu na brak wszelkiej infrastruktury cywilizacyjnej w jego pobliżu. Teraz kiedy ceny metali poszybowały wysoko w górę wszystko to staje się nagle opłacalne. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości było inaczej.
Jest jakimś paradoksem historii, że w czasach niedawnej jeszcze rosyjskiej dominacji w Polsce, Rosjanie uważali, że bardziej opłacalna będzie dla nich eksploatacja polskich złóż rud miedzi Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego, niż inwestowanie w egzotycznie położone własne złoża. Radykalne zmiany polityczne i gospodarcze, jakie nastąpiły od tego czasu, wyraźnie zmieniły poglądy i możliwości rosyjskiej gospodarki.
Udokan
To nie tylko nazwa złoża, lecz także pasma górskiego w syberyjskich Górach Stanowych. Złoże położone jest na wysokości ok. 2000 m npm w trudno dostępnych partiach górskich. Tu trzeba od nowa wybudować drogi, osiedla, doprowadzić prąd elektryczny i wszystkie inne media potrzebne do jego funkcjonowania. Samo złoże występuje w krystalicznych, litych i masywnych skałach metamorficznych zaliczanych do proterozoiku, który datowany jest na ok. 2,5 mld lat, jako najstarszy po archaiku okres w historii skorupy ziemskiej.
Warunki te w jakiś sposób kompensują wszystkie braki cywilizacyjne na tym terenie. Po pierwsze wychodnie złoża są na powierzchni ziemi. Nie trzeba wielkich inwestycji górniczych, aby uzyskać pierwsze wydobycie rudy. Po drugie masywne i lite skały gwarantują bezpieczną eksploatację bez tąpań, zawałów i wstrząsów sejsmicznych. Po trzecie nakłady na ochronę środowiska będą tu dziesiątą częścią tego, co wydaje się w centrum Europy. Samo złoże swoją wielkością jest zbliżone do tego, jakie posiada KGHM. Ilość rudy wynosi ok. 1,4 mld ton. Zawiera ona przeciętnie ok. 1,56 proc. Cu. W przybliżeniu odpowiada to zawartości miedzi w polskich złożach. Zamierza się z niego odzyskać ok. 20 mln ton czystej miedzi. Jego atutem są towarzyszące mu metale szlachetne, a przede wszystkim złoto i srebro, których zawartości są tu ok. 10 razy wyższe niż w Polsce.
Przeciętna miąższość złoża waha się w granicach od 2 m do 113 m. Ciekawostką jest fakt, że pod względem genetycznym złoże Udokan jest tej samej kategorii, co nasze złoża na Dolnym Śląsku. Należą one do stratyfikowanych, pokładowych i metamorficznych. Wszystko to w chwili obecnej wskazuje, że inwestycja ta będzie opłacalna i na rynku euro–azjatyckim i prawdopodobnie przejmie obecnych polskich jej klientów.
Inwestycja
Zapewne będzie to inwestycja kompleksowa. Wszystkie jej elementy, będą znajdować się w jednym miejscu. Ma ją realizować koncern metalurgiczny Michałowski GOK będący monopolistą na rosyjskim rynku w wydobyciu rudy żelaza i niklu oraz w produkcji tych metali.
Zamierza on wydać ok. 3,4 mld dolarów na rozwój tej inwestycji. W kontekście polskich wydatków na ten przemysł są to kwoty bardzo niewielkie. Dla porównania KGHM na utrzymanie swojej produkcji wydaje rocznie ok. 0,5 miliarda dolarów.
W 2011 roku ma ruszyć wydobycie, które na początek zapewni uzyskanie ok. 150 tys. ton miedzi, a już w trzy lata później ma osiągnąć on docelową wielkość ok. 474 tys. ton Cu. Są to wszystko wielkości jakby skopiowane z KGHM.
Od dwóch lat pojawiające się na ten temat komentarze zwracają uwagę na strategiczny charakter tej inwestycji. W okolicznych Górach Stanowych znajdują się dalsze złoża metali kolorowych i szlachetnych, które w oparciu o wybudowaną tu infrastrukturę będzie można zagospodarować.
Całą inwestycję mają sfinansować banki rosyjskie. Mimo formalnie otwartego rosyjskiego rynku na obcy kapitał tego rodzaju surowce wolą oni eksploatować własnymi siłami. To, że inwestycja ta zamierza wyprzeć na początek z azjatyckiego rynku KGHM, nie ulega najmniejszej wątpliwości.
Wielu geopolitycznych analityków zwraca uwagę na bardzo aktywne zaludnianie Syberii przez sąsiednich Chińczyków. W tej sytuacji ich zatrudnienie w podstawowym ciągu technologicznym jest prawie pewne. Chińskie zamówienia będą więc wsparciem i utrwaleniem chińskiej wspólnoty na Syberii.
Czarne chmury nad KGHM
To wszystko będzie już za cztery lata. W tym czasie KGHM musi wydać kolosalne sumy na zagospodarowanie złoża „Głogów Głęboki”. Wiążą się one z koniecznością budowy minimum jednego szybu wentylacyjnego GG-1 o głębokości 1300 m. Koszt to kilkaset milionów złotych. Jego budowa ma ruszyć już w najbliższych dniach.
Ma on za zadaniem schłodzenie powietrza w wyrobiskach, których ociosy będą miały temperaturę ok. 50 stopni Celsjusza!
Klimatyzacja i termiczne warunki pracy to jeszcze nie wszystko. Na złożu tym winien być jeszcze przynajmniej szyb zjazdowy i wydobywczy oraz własny Zakład Wzbogacania Rudy (ZWR). Tego wszystkiego nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Złoże będzie udostępniane z sąsiednich szybów ZG Rudna i ZG Sieroszowice-Polkowice. Po prostu są to nakłady przekraczające możliwości finansowe KGHM. Dzieje się tak mimo ogromnych dochodów tej firmy. Wielkości zysków są jednak względne. Życie tak wielkiego kolosa przemysłowego na dłuższą metę jest równie kosztowne.
Rezygnacja z ZWR i dwóch nowych szybów powoduje konieczność wiezienia pod ziemią milionów ton urobku urobku kilkanaście kilometrów pod górę, do niewykorzystanego obecnie ZWR w Polkowicach. Wszystko to powoduje dalszy wzrost kosztów, które mimo radykalnych oszczędności, nowych systemów organizacyjnych i technologicznych utrzymują się stale na poziomie ok. 4,5 tys. dolarów za tonę miedzi.
Wbrew pozorom okazuje się, że uwzględnienie istniejącej infrastruktury komunikacyjnej, mieszkaniowej i cywilizacyjnej przy nowych inwestycjach górniczych w centrum Europy wymaga równie wielkich nakładów jak te, które ponoszone są w całkiem dziewiczym terenie górskim. Dodatkowym zmartwieniem są coraz mniejsze ilości miedzi w wydobytej rudzie. Powoduje to, że trzeba zakupywać złom za granicą i przetapiać go w hutach na własny produkt finalny.
Proces ten się coraz bardziej pogłębia. Najbogatsze partie zostały już dawno wyeksploatowane. Te, które jeszcze pozostały, starczyłyby przy takiej gospodarce na być może jeszcze 10-15 lat. Chcąc za wszelką cenę przynajmniej dwukrotnie przedłużyć okres istnienia własnych wsadów do hut, wybiera się najuboższe rudy, aby mieszać je z bogatymi jeszcze partiami uzyskując w skutkach stale spadającą jednak średnią zawartość miedzi w rudzie.
Wszystko to coraz bardziej wpływa na koszta utrzymania własnego górnictwa. Trzeba zauważyć, że półmetek i szczyt górniczych sukcesów KGHM ma już dawno za sobą. Teraz już tylko z górki. Wszystkie te wiadomości dobrze są znane analitykom światowym, a także rosyjskim. Wydaje się, że ich decyzja o akurat teraz podjętej eksploatacji złoża Udokan nie jest przypadkowa.
Syberyjski następca
Widmo braku własnych rud miedzi już od dawna prześladuje wszystkie zarządy KGHM. Stąd ich poszukiwania poza granicami kraju. Nieudana afrykańska inwestycja w Kimpe nikogo tu nie zraziła do dalszych poszukiwań. Ostatnio ogłoszono nabycie złoża miedzi w USA. Wiadomo, że do polskich hut nikt przez ocean nie będzie woził koncentratu. Będzie to więc inwestycja tylko kapitałowa, która w efekcie może przynieść zyski lub kolejne straty. Niezależnie od zapewnień, obliczeń, wizyt i konferencji, ktoś, kto sprzedaje złoże chce na nim więcej zarobić niż stracić. Dlatego na dłuższą metę żadna zagraniczna inwestycja nie jest w stanie uratować, ani nawet zastąpić krajowego wydobycia rudy miedzi.
Tu nastąpiło wreszcie pewne otrzeźwienie. Po pół wieku od odkrycia tego złoża wreszcie postanowiono wydać kilkadziesiąt milionów złotych na nowe otwory poszukiwawcze. W tym zakresie prowadzona jest też współpraca z sąsiednimi Niemcami. Wyniki nie są jeszcze znane, choć generalnie ocenia się, że szanse na nowe złoża są minimalne.
Teraz miejsce starego i zużytego już potentata zamierza przejąć jego syberyjski następca. Na razie w KGHM robią dobre miny do złej gry. Kolejne plany roczne utrzymują stale ten sam poziom produkcji finalnej i skali zysku netto liczonej w miliardach złotych. Wszystko to osiąga się coraz większym wysiłkiem i przy coraz większych kosztach. O ile za poprzednimi tego rodzaju planami stało potężne i bogate własne złoże, to teraz są tylko jego resztki. To wszystko prowadzi do nieuchronnego końca, który poprzez zabiegi zagraniczne, własne poszukiwania, oszczędności, racjonalizację wydobycia może być tylko złagodzony, ale od zbliżającej się mety nie ma już odwrotu.
Drugi KGHM w postaci syberyjskiego Udokanu szykuje się już do przejęcia wszystkich prerogatyw swego sławnego poprzednika.