Adam Maksymowicz: Dla kogo zysk z gazu łupkowego?

W pierwszym tegorocznym numerze specjalistycznego pisma „Nafta i Gaz” ukazał się wywiad z prof. Mariuszem Orionem Jędryskiem pt. „Perspektywy dla wydobycia gazu łupkowego większość Polsce. Koncesje wydane – czyli mleko rozlane?” Poruszone sprawy dotyczące gazu łupkowego wydają się interesujące i warte szerszego zapoznania się z nimi. Ze względu na znaczenie tych zasobów dla naszego bilansu i bezpieczeństwa energetycznego warto się z nimi zapoznać, choćby w krótkim, poniższym streszczeniu. Na wstępie kilka słów o często kontrowersyjnej postaci tego naukowca zajmującego się też eksploatacją surowców.


Mariusz Orion Jędrysek


Główny Geolog Kraju i podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska w poprzednim rządzie nie daje o sobie zapomnieć. Jego liczne wywiady, rozmowy, artykuły i wypowiedzi niezmiennie ukazują się w prasie zawodowej i w mediach interesujących się eksploatacją surowców. Propozycje, które skierowane są również pod adresem swoich następców są na ogół źle odbierane. Ich autorowi zarzuca się konotacje polityczne, których faktycznie nie ma. Na dowód, czego wszędzie przypomina, że poprzednią posadę otrzymał jako bezpartyjny fachowiec, którym pozostał do dnia dzisiejszego. Jest on konsekwentnym krytykiem aktualnie znajdującego się w Sejmie projektu prawa geologicznego i górniczego. Krytyka ta wynika przede wszystkim z rezygnacji obecnej ekipy rządowej z powołania Polskiej Służby Geologicznej, która miała być głównym celem w nowelizacji tego prawa. Profesor zwyczajny dr hab. Mariusz Orion Jędrysek należy do polskich uczonych młodszego pokolenia. Trzeba zauważyć jego niezwykłe zdolności godzenia szczegółowych prac naukowych z możliwościami ich wykorzystania dla celów gospodarczych, co już samo w sobie jest rzadkością.


Sensacyjne odkrycia?


Zdecydowana większość fachowców, jak i rodaków przekonana jest o posiadaniu przez nas znaczących zasobów gazu ziemnego występującego z łupkach. Amerykańskie sukcesy w tym zakresie rozbudziły podobne oczekiwania w naszym kraju. Od trzech lat prowadzone badania, wiercenia i pomiary nie dały jeszcze żadnych konkretnych pod tym względem wyników. Mimo tego nadal istnieje bardzo wysoki stopień pewności posiadania tych zasobów. Ten stopień jest najczęściej irracjonalny, bo oparty tylko na sensacyjnych informacjach i wypowiedziach różnych specjalistów mających w tym swój konkretny interes. Cała medialna „gorączka” pod tym względem przypomina podobne rozważania związane z kilku poprzednimi tego rodzaju akcjami.

 

Do klasyki tego rodzaju działań zaliczyć można efektowną awarię urządzenia wiertniczego „Karlino” w 1981 roku. Kilkudziesięciu metrowy słup tryskającej z ziemi ropy dawał nadzieję na to, ze Polska będzie drugim Kuwejtem. Tymczasem było to zjawisko naturalne, tylko medialnie dobrze sprzedane przez jego pożar i dwumiesięczną akcję gaśniczą. Polska posiada dużą ilość małych złóż ropy naftowej znajdujących się jednak pod dużym ciśnieniem. Stąd takie fajerwerki i efekty wizualne. Do dziś jeszcze krążą na ten temat pogłoski, że odkryto tam ogromne złoża ropy naftowej, której ZSRR nie pozwolił nam eksploatować. Trzy lata temu za sprawą toruńskiej geotermii mieliśmy być samowystarczalni energetycznie. Medialny spór ogarnął całą Polskę. Nikt jednak nie chce zauważyć, że geotermia to zaledwie ułamek procenta zaopatrzenia w energię naszego kraju. Gaz łupkowy będzie miał skalę kilkakrotnie większą, ale też nie będzie stanowił podstawy naszej energetyki teraz i w przyszłości. Tą podstawą jest i będzie jeszcze długo węgiel kamienny i węgiel brunatny.


Karty w ręce


O zasobach gazu łupkowego profesor wyraża się bardzo oględnie i powściągliwie. Twierdzi on, że możliwe jest, że „wartość gazu zawartego w łupkach jest większa niż wartość kilku gałęzi polskiego przemysłu”. Nie mniej podkreśla, że to on rozpoczął ściąganie do Polski pierwszych inwestorów dla przeprowadzenia poszukiwań i udokumentowania zasobów tego gazu. O dalszej kontynuacji tego dzieła wyraża się jednak krytycznie. Dlaczego? Przecież to jest kontynuacja jego dzieła. Okazuje się, że jednak tak nie jest. O ile profesor wydał około dziesięciu koncesji na poszukiwania dla zagranicznych inwestorów, to jego następcy wydali ich kilkadziesiąt. Pozornie jest to, to samo, ale w rzeczywistości jednak nie. Otóż profesor uważa, że główne korzyści z eksploatacji tego gazu powinna uzyskać polska gospodarka, a nie zagraniczni inwestorzy. Po to, aby tak było należałoby wydać do ok. 20 procent koncesji obcym podmiotom. Potem należało oczekiwać na ich wyniki. I w zależności od tego udzielać dalszych koncesji. Opanowując jednocześnie unikalne technologie wydobycia tego gazu. Po ich opanowaniu przez polskie firmy, a przede wszystkim przez Polskie Górnictwo Nafty i Gazu pozostałe koncesje winne znaleźć się w polskich rękach. Z wydanych aktualnie 71 koncesji na poszukiwania tego gazu tylko kilkanaście z nich należy do polskich firm. W wywiadzie tym znalazło się tego rodzaju uzasadnienie: - Według mnie najlepszym wyjściem było zacząć poszukiwania za cudze pieniądze bez własnego ryzyka i jak najmniej mówić (…). Pamiętać należy, że to skarb państwa w imieniu, którego działałem, dawał aportem potencjalne złoża komuś, kto ma technologie, ale też ten ktoś miał ponosić największe, bo pierwsze ryzyko i wielkie nakłady. Nie wydając dalszych koncesji mielibyśmy niemal wszystkie karty w swojej ręce.


Norwegia


Przykładem dla tego rodzaju rozwiązań jest niewielka Norwegia ze swoimi złożami ropy naftowej i gazu ziemnego. Nie mieli oni praktycznie niczego w zakresie wydobycia ropy. Ich odkrycia dokonały zagraniczne koncerny naftowe. Pozostałe złoże Norwegowie zagospodarowali własnymi siłami naśladując zagraniczną technikę i technologię ich eksploatacji. Jednym z atutów jest możliwość lokowania w wybranych złożach ropy i gazu również dwutlenku węgla, co sprzyja eksploatacji tych surowców. Profesor zwraca uwagę na te same możliwości u nas w technologii składowania wydobycia gazu łupkowego. Zauważa on, że: - Nic tylko zatłaczać i zarabiać, tym bardziej, że CO2 do wypychania gazu z łupków może się przydać. Sądzi on jednak, że o norweskie rozwiązania będzie trudno. - Jeśli jeszcze Lotos faktycznie będzie sprzedany no to nie wygląda to dobrze. Aż nie chcę myśleć, do jakich rozwiązań nam bliżej (…). Jeśli byłoby to dobrze przeprowadzone to jestem przekonany, ze możemy być w Europie w zakresie gazu przynajmniej tym, czym jest Norwegia w zakresie ropy i gazu.


Nie fair


Przedstawiciele rządu twierdzą, że czym innym jest koncesja na poszukiwania, a czym innym koncesja na wydobycie. Tych ostatnich jeszcze nie ma. I nie jest wiadomo, kto je dostanie. Profesor twierdzi, że są to różnice tylko formalne. Wydanie koncesji na poszukiwania przesądza o wydaniu temu podmiotowi takiego samego prawa na eksploatację. Koncesja na poszukiwania jest według niego promesą na wydobycie. - Jeśli Ministerstwo by odmówiło udzielenia koncesji na wydobycie, to nie widzę szans na sukces w sądzie, nawet polskim. No, ale przede wszystkim byłoby to nie fair. Przecież inwestorzy ponieśli wielomiliardowe nakłady – należałoby im zwrócić nie tylko te nakłady, ale nagrodę za ryzyko, potencjalny zysk, wiele innych prawdziwych i tych ukrytych, ale prawnie niepodważalnych nakładów itd. Mogą się z tego zrobić kwoty porównywalne w jakimś stopniu z produktem krajowym brutto. Do tego oczywiście by nie doszło, bo wcześniejsze naciski polityczne byłyby nie do odparcia. Z potężnego atutu zrobiono problem, w którym będziemy brnąć.


Gdzie jest zysk?


Pozornie wydaje się, że to wszystko jedno, kto płaci podatki, wykupuje koncesje i ponosi opłaty eksploatacyjne. To i tak trafia do skarbu państwa. Dla laików są to sumy duże. Dla międzynarodowych koncernów, które sto razy tyle zarabiają na wydobyciu wszystkie tego rodzaju koszta są groszowe. Chodzi właśnie o zatrzymanie dla skarbu państwa tych zysków, które są istotą wszelkich poszukiwań i odkryć eksploatowanych potem bogactw naturalnych. Tu wystarczy tylko wspomnieć, że koszt koncesji na poszukiwania wynosi za jeden kilometr kwadratowy 217 złotych i 76 groszy! Koszt opłaty eksploatacyjnej w swoich górnych stawkach wynosi 1 (słownie jeden) procent wartości kopaliny! Na tej podstawie profesor pyta: - Gdzie jest więc zysk dla Skarbu Państwa? Gdzie jest narodowy interes gospodarczy i polityczny? Polecając zapoznanie się z całością tego wywiadu, trzeba zauważyć, że potrzebna jest nam powszechna debata na temat naszych surowców, ich poszukiwań, wydobycia i osiągania godziwych zysków. Do tematu tego będziemy zapewne jeszcze często powracać.


 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Miliard złotych z EBI na rozwój sztucznej inteligencji

Allegro uzyskało finansowanie z Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) w wysokości 1 mld zł na rozwój sztucznej inteligencji - poinformowała w poniedziałek platforma. Środki mają być przeznaczone m.in. na stworzenie centrum modeli uczenia maszynowego.

Cyberwojna o energetykę, górnictwo i przemysł

Grudniowe ataki były tylko ostrzeżeniem. Po ataku na sektor energii - przemysł i górnictwo spotykają się na zamkniętym CyberRANGE 2026.

Zielonka: Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem

Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem - ocenił główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka. Jego zdaniem, polska gospodarka utknęła w fazie słabego wzrostu przy podwyższonej inflacji kosztowej.

Domański: Gospodarka w światowej czołówce wzrostu gospodarczego

Polska gospodarka pozostaje w światowej czołówce wzrostu gospodarczego; napędza go silny popyt krajowy - podkreślił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który w ten sposób skomentował dane GUS o 3,5-proc. wzroście polskiego PKB w I kwartale tego roku.