Adam Maksymowicz: Czarny scenariusz
Prezes KGHM Polska Miedź SA w wywiadzie udzielonym Nowemu Menedżerowi (wydanie promocyjne) powiedział, że nie wierzy w czarny scenariusz. Opinię tę wyraził on w nawiązaniu do ewentualnego „wrogiego” przejęcia firmy przez obcy kapitał. Sprawa związana jest ze sprzedażą w minionym roku 10 proc. akcji Skarbu Państwa (SP). Pozostałe 32 proc. ma gwarantować to, że nadal SP będzie o wszystkim decydować w miedziowej spółce. Podzielam przekonanie prezesa, że spółka utrzyma swoją niezależność na dotychczasowym poziomie. Ten „czarny scenariusz”, nie jest jednak związany ze sprzedażą ilości akcji, ale ze sposobem zarządzania tą firmą.
Grzech pierworodny
Odkrycie złoża rud miedzi na Monoklinie Przedsudeckiej przeszło wszelkie oczekiwania. Było ono jednym z największych na świecie. Polska po wojnie była krajem bardzo biednym. Dlatego postanowiono odkrycie to możliwie szybko skonsumować. Klasyka zagospodarowywania tego rodzaju złóż wymaga dojścia robotami udostępniającymi do jego granic i posuwania się z eksploatacją ku centrum. Wynika to z zasady pozostawiania za sobą wszystkich skutków zawalonej przestrzeni związanej z niestabilnością stropu, zawałami itp. efektami ciśnienia górotworu na wyrobiska górnicze. Dojście do granic w nienaruszonym górotworze wymaga niezbędnego na to czasu. Tego czasu brakowało, bo Polska jak ryba wody potrzebowała wtedy niezbędnych dla przetrwania dewiz. Dlatego podjęto decyzje odwrotne, rozpoczęto eksploatację od centrum złoża w kierunku jego granic. Spowodowało to, że otrzymano dochody prawie natychmiast po uruchomieniu pierwszych szybów i niezbędnych robót górniczych. Potem do dalszych partii złoża trzeba było przebijać się przez zawalone pola eksploatacyjne, stale zabezpieczane, przebudowywane i coraz dłuższe. Tak trwa to po dzień dzisiejszy, generując wysokie koszta eksploatacji.
Technika strzałowa
Specyfika lubińsko – głogowskiego złoża rud miedzi polega między innymi na tym, że zawsze w stropie wyrobisk górniczych występuje dolomit, jako skała o oddzielności warstwowej i płytowej. Przyjęta technika wybierania złoża polega na strzelaniu przodków eksploatacyjnych. Powoduje to rozwarstwienie dolomitów stropowych, które dla celów bezpieczeństwa spina się długimi stalowymi kotwami, aby nie zawaliły się na pracujących tu górników. W sumie najpierw strzelaniem niszczy się stabilny górotwór, a potem kosztem dużych nakładów spina się go kotwami, aby można było bezpiecznie pracować. Kotwy nie zawsze jednak znajdują zaczepienie w litym i bezpiecznym górotworze. Często wielotonowe bloki skalne wraz z kotwami wypadają ze stropu niszcząc wszystko na swojej drodze. Dopiero prawie po pół wieku eksploatacji złoża tego rodzaju metodami w ostatnich latach rozpoczęto eksperymenty z kombajnami skrawającymi. Wspomina o tym pan prezes pod koniec swojego wywiadu. Jest to już jednak przysłowiowa „musztarda po obiedzie”, bo następuje spadek wydobycia z własnych złóż.
Ciepło
Obecna eksploatacja prowadzona jest już na poziomie 1250 m, a w najbliższej przyszłości ma osiągnąć poziom 1500 m. Stopień geotermiczny powoduje, że co 33 metry następuje wzrost temperatury górotworu o jeden stopień Celsjusza. W ten sposób w wyrobiskach górniczych panuje temperatura w granicach 40 stopni C. Jest ona trudna do wytrzymania na powierzchni przy pełnym dostępie świeżego powietrza, a co mówić na dole przy stuprocentowej wilgotności powietrza. Odpowiedzią na to jest schładzanie powietrza, które pociąga za sobą kolejne koszta. Na dodatek schładzanie to skuteczne jest tylko punktowo, w wybranych miejscach. Reszta narażona jest na tropikalne temperatury, które przy jakimkolwiek wysiłku powodują, że serce podchodzi do gardła. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że w sensie dosłownym, fizycznie tu prawie nikt nie pracuje. Praca jest zmechanizowana. Wozy dostawcze, ładowarki, wiertnice, wszystko to na podwoziach samojezdnych. Kierują nimi operatorzy wykonujący w przybliżeniu pracę kierowcy ciężkiego sprzętu na powierzchni. Trudności ze schładzaniem powietrza narastają szczególnie podczas upalnego lata, kiedy na powierzchni i na dole jest taka sama temperatura. Wtedy już na powierzchni trzeba schładzać powietrze tłoczone na dół. W zimie jest jeszcze gorzej, bo zimne powietrze sprowadzane szybami powoduje niebezpieczne ich oblodzenie. W celu schłodzenia wyrobisk trzeba je najpierw ogrzewać. I tak zima, czy lato koszta schładzania powietrza stale rosną. Na razie poza ideą całkowitej automatyzacji procesów eksploatacji nie ma żadnego praktycznego pomysłu na pokonanie coraz wyższej temperatury w kopalniach miedziowego koncernu.
Infrastruktura
Nowe pola eksploatacyjne na głównym złożu Głogów Głęboki, na którym rozpoczyna się już wydobycie są położone daleko od Zakładów Wzbogacania Rudy (ZWR) wybudowanych w starych kopalniach. Budowa nowych ZWR w pobliżu szybów na tym złożu nie wchodzi w rachubę. Ostre rygory środowiskowe, koszta wykupu terenów, trasy komunikacyjne w postaci dróg i linii kolejowych to nie tylko kolosalne koszta, ale też długotrwałe procedury, na które miedziową firma nie ma czasu, bo musi wydobywać rudę już dziś, natychmiast, bo inaczej stanie w ogóle. Wszystkie te trudności administracyjno – organizacyjne, jakie występują na powierzchni ziemi omija się przez transport siecią wyrobisk komunikacyjnych na dole. Problem polega jednak na tym, że na powierzchni cały transport odbywa się na płaskim terenie. Pod ziemią jednak nachylenie warstw wynosi około sześć stopni i na skutek tego cały urobek w milionach ton trzeba wozić pod górę pokonując wzniesienie kilkuset metrów na długości kilkunastu kilometrów, wszystko to pochłania dodatkowe koszta. Na dodatek urobek wożony jest maszynami spalinowymi zatruwając i ogrzewając powietrze, które i tak tylko z wielkim trudem nadaje się do oddychania.
Złom
Czas regularnego spadku wszystkich wskaźników produkcyjnych w Polskiej Miedzi zatrzymał się na 2009 roku. Do tej daty wszystkie wskaźniki produkcyjne, jakie odnotowywano od 2005 roku, były coraz gorsze. Brak najnowszych danych za miniony rok. Skądinąd jest to decyzja słuszna. Po co denerwować akcjonariuszy? Lepiej milczeć w niewygodnej dla siebie sytuacji. Tak, czy inaczej widać wyraźnie, że wydobycie rudy z własnych kopalń jest coraz trudniejsze i asymptotycznie z powodu wymienionych trudności nieuchronnie zmierza do zera. Obecnie już blisko jedna czwarta całej produkcji miedzi z KGHM pochodzi z zakupu złomu. Wszystko wskazuje na to, że proces ten będzie narastał. Wobec stale narastających trudności we własnych kopalniach znaleziono wyjście w zakupie złomu.
Najciemniej pod latarnią
KGHM poszukuje złóż miedzi na całym świecie. Niestety, w najważniejszych pod tym względem inwestycjach światowych nie bierze on udziału, co jest już osobnym tematem. Firma szuka nowych złóż miedzi na odległych kontynentach w Ameryce Północnej i Południowej. Tymczasem dziesięć lat temu podjęło decyzję o zatopieniu kopalni rud miedzi Konrad w Iwinach koło Bolesławca. Pozostawiono tam około sto milionów ton rudy o przeciętnej zawartości miedzi charakterystycznej dla obecnej kopalni Lubin. Część z tych zatopionych zasobów była przygotowana do dalszej eksploatacji. Potem zniszczono też całą jej infrastrukturę przystosowaną do wzbogacania rudy, obiekty budowlane itp. Można pomyśleć, że tego metalu jest tam niewiele, bo tylko około jednego miliona ton. To wraz z odzyskanym srebrem stanowi wartość około dziesięciu miliardów dolarów. Złoże miedzi w Iwinach odległe jest od KGHM około 30 km. Nowe złoża zakupione przez KGHM położone są kilka tysięcy kilometrów od jej siedziby. Przewidywany zysk z tych złóż nie wiele odbiega od tego, jaki można uzyskać w Iwinach. Dalekie i egzotyczne złoża są niezwykle atrakcyjne dla menedżerów z KGHM, natomiast własne leżące tuż obok nikogo nie interesują. Po prostu, jak zwykle najciemniej jest pod latarnią. Ostatnio rozpoczęto badania tego złoża, aby w perspektywie powrócić do jego eksploatacji. Najwięcej wypowiadają się na ten temat ci, którzy jeszcze kilka lat temu kazali ją zatopić, bo przejściowo była ona wtedy nierentowna.
Czarny scenariusz
Trzeba zauważyć, że „czarny scenariusz”, o którym mówi prezes KGHM nie jest tylko sprawą jego wiary, ale jest też konkretnym faktem. Wysokie ceny miedzi dają jeszcze duże dochody. Póki są one realne i rzeczywiste o przyszłość mało, kto się martwi. Warto jednak, aby ostrzeżenia i realne trudności wykorzystać na zasadzie angielskiego przysłowia, że kto przewidzi nieszczęście jest już w połowie przed nim zabezpieczony.