Adam Maksymowicz: CCS w Elektrowni Bełchatów
Być może, że obecnie nie obowiązują już klasyczne zasady związane z inwestycjami opartymi na odkryciach, ustaleniach i rozpoznaniu geologicznym struktur, złóż, i innych tego rodzaju obiektów przyrodniczych, które mamy zamiar wykorzystać w działalności gospodarczej. Polegały one od wieków na tym, że zanim nie ustalono jednoznacznie i w wystarczającym stopniu pewnie charakteru i naturalnych warunków ich występowania wszelkie związane z nimi działania inwestycyjne były zabronione. Tymczasem w Bełchatowie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy wyraziło zgodę na realizację "Budowy instalacji do wychwytywania, transportu i geologicznego składowania CO2 (CCS - Carbon Capture and Storage)”, jako projektu badawczo-rozwojowego”. W decyzji tej najmniej pewne jest „geologiczne składowanie CO2”. Odejście od wspomnianych zasad wszelkich inwestycji związanych z geologią, przypomina odejście od zasad tabliczki mnożenia, która jest już zbyt stara, aby nie można jej było zastąpić czymś bardziej nowoczesnym i atrakcyjnym. Przypomina też uchwały partyjnych gremiów z czasów PRL, które zabraniały, zakazywały i nie dopuszczały do tąpań w podziemnych zakładach górniczych.
Smutne doświadczenia
Z wyprzedzeniem badań geologicznych przez niezwykle pilne zadania inwestycyjne mamy już dość nieciekawe doświadczenia. Tak było ze znanym zagłębiem energetycznym PAK (Pątnów – Adamów – Konin ). W latach pięćdziesiątych minionego wieku rozpoznano występujące tu w korzystnych warunkach naturalnych duże złoża węgla brunatnego. Wymagały one jednak dokładnych badań, szczegółowego rozpoznania i jednoznacznego ustalenia ich zasobów. Tymczasem kraj potrzebował energii. Nie czekając na te żmudne i czasochłonne badania geologiczne, postanowiono wybudować trzy elektrownie oparte na eksploatacji tegoż węgla brunatnego. Jakaż była konsternacja i zdziwienie najwyższych czynników partyjno – państwowych, kiedy okazało się, że złoża są znacznie uboższe niż poprzednio zakładano, a dla wybudowanych już elektrowni może zabraknąć paliwa. Ogłoszono, że winę za ten stan rozminięcia się rozmachu inwestycyjnego z naturalnymi warunkami ponoszą geolodzy, którzy nie dostosowali swoich wyników do zamierzeń rządu i partii. Póki, co zaczęto dowozić węgiel brunatny blisko 300 km z Turowa do Konina. W lecie to było jeszcze pół biedy. Podczas siarczystych mrozów wilgotny węgiel zamarzał w wagonach na litą skałę, której nijak nie dawało się wyładować. W tedy skład odstawiano na boczny tor i oblewano ropą i podpalano. Stłamszeni moralnie i finansowo geolodzy wzięli się jednak do roboty i pod koniec lat siedemdziesiątych odkryli w pobliżu Konina bardzo zasobne złoże „Lubstów”, co pozwoliło na likwidację wspomnianych transportów kolejowych z Turowa. Takich przykładów można mnożyć w dziesiątki. Mimo tego nadal w gremiach rządzących decydentów panuje opinia, że wystarczy mieć pieniądze i podjąć odpowiednie decyzje aby podobnie jak ludzi zmusić przyrodę do podporządkowania się naszym decyzjom. Wszystko wskazuje na to, ze tym razem w Bełchatowie nastąpi „powtórka z rozrywki”. Choć okoliczności gospodarcze i polityczne są już całkiem inne to podejmowane decyzje nie wiele różnią się od tych sprzed ponad pół wieku.
Solankowe warstwy
Bełchatowska decyzja mówi o zatłaczaniu sprężonego dwutlenku węgla pod powierzchnię ziemi, do głębokich warstw solankowych w celu jego permanentnego składowania. Zdaję sobie sprawę z tego, że kopalnia Bełchatów być może już posiada w tej sprawie wstępnie rozpoznane struktury geologiczne, które w ekspertyzach i stosownych opracowaniach wskazali znani badacze i eksperci polskiej geologii. Rozpoznania te obarczone są jednak dużym ryzykiem, które zapewne jest tam zaznaczone, ale też i dużą pewnością na sukces. Po pierwsze w tej sprawie znalezienie odpowiednich zbiorników na składowanie CO2 jest wynikiem zlecenia i wypłaty autorom należnego im honorarium. Po drugie, pisanie o „solankowych warstwach” jest humorystyczne. Takie warstwy w budowie geologicznej Polski nie występują. Po trzecie, nic nie wiadomo, czy Elektrownia Bełchatów nie będzie chciała składać swojego dwutlenku węgla w takich strukturach poza granicami naszego kraju. Tu można tylko wspomnieć o kosztach, które prawdopodobnie przekroczą najśmielsze oczekiwania ich autorów. Jeżeli warstwy takie występują np. na terenie Niemiec, czy USA, nie oznacza to wcale, że będą one również w naszym kraju.
Szczelność zbiorników
Tak się składa, że naturalną szczelność posiadają w Polsce tylko wyeksploatowane już zbiorniki gazu ziemnego i ropy naftowej. Znajdują się one jednak setki kilometrów od Bełchatowa. Doprowadzenie do nich rurociągów to nie tylko koszta, ale też i długi czas na uzyskanie wszelkiego rodzaju pozwoleń, opinii środowiskowych i zgody właścicieli nieruchomości na poprowadzenie tego rodzaju inwestycji przez tereny będące ich własnością. To wszystko wymaga minimum dziesięć lat sprawnego i szybkiego działania, aby całą inwestycję zrealizować w możliwie najkrótszym terminie. Najbliższe zbiorniki po wyeksploatowanym gazie ziemnym znajdują się na Ziemi Lubuskiej. Wszystkie inne zbiorniki to po prostu pobożne życzenia. Budowa geologiczna Polski jest bardzo dynamiczna. Wszystkie warstwy są zaburzone i na ogół stromo nachylone. Liczne głębokie pęknięcia przypowierzchniowych warstw w postaci uskoków, spękań i zjawisk i nasunięć oraz ich różnych kombinacji powoduje, że potencjalne zbiorniki na składowanie CO2 nie mogą zachować wymogu szczelności. Dochodzi do tego pewne genetyczne zrozumienie terminu „warstwy solankowe”. Rozumie się przez nie głęboko położone poziomy wodonośne silnie zasolonych wód podziemnych. Wody podziemne, jeżeli dostają się aż tak głęboko, to należy przypuszczać, że tą samą drogą składowany tam dwutlenek węgla będzie wydostawał się na powierzchnię ziemi. Warto, aby w Bełchatowie dobrze się nad tym zastanowiono, zanim nie będzie za późno.
Eliminować fantazje
Wobec nikłej społecznej wiedzy na temat budowy geologicznej naszego kraju, a szerzej globu ziemskiego upowszechniane są całkowicie fantastyczne na ten temat wiadomości, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jedną z nich jest wymienione w bełchatowskim komunikacie sformułowanie: „zatłaczanie sprężonego CO2 pod powierzchnię ziemi”, co sugeruje, że ziemia jest jak piłka futbolowa. Z zewnątrz tylko pokryta płaszczem skalnym, a wewnątrz pusta. Do tej pustki można zatłaczać wszystko, co tylko dusza zapragnie. Jest to pogląd prymitywny i nieprawdziwy. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Ziemia im głębiej tym bardziej posiada warstwy skalne, coraz mniej chłonne i przepuszczalne, za to coraz bardziej masywne, zwarte i o coraz wyższej temperaturze. Oczywiście, że od tych wszystkich reguł są nieliczne wyjątki, które zanim zostaną wykorzystane muszą być dokładnie zbadane. O tych badaniach, poszukiwaniach i ich pozytywnych perspektywach głucho w komunikacie z Bełchatowa. Trzeba pamiętać, że za wszelkie fantazje wprowadzane w życie, bez należnego rozpoznania prawdziwych struktur geologicznych w tym wypadku zapłaci nie tylko Bełchatów. Na wszelkie negatywne skutki narażeni są przede wszystkim mieszkańcy pobliskich miast i wiosek, gdzie zamierza składować swój dwutlenek węgla Elektrownia Bełchatów. Na usprawiedliwienie Elektrowni w tej sprawie można wymienić jej brak jakichkolwiek własnych służb geologicznych. Posiada je natomiast pobliskie KWB Bełchatów. Współpraca w tym zakresie elektrowni z kopalnią może w jakiejś mierze wyeliminować bardzo uproszczone wyobrażenia i fantazje na temat składowania w podziemnych strukturach sprężonego CO2.
Milczenie geologów
Blisko dwa lata temu Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie podjął się koordynacji badań i poszukiwań podziemnych zbiorników nadających się do bezpiecznego składowania dwutlenku węgla. Na razie nie ogłoszono jeszcze żadnych wyników prac najbardziej kompetentnej w tej sprawie instytucji. Wszystko to świadczy o poważnych trudnościach w znalezieniu tego rodzaju zbiorników. Na dodatek warunkiem ich znalezienia jest ich bliskie położenie w stosunku do przyszłego emitenta CO2. Odległość ta nie powinna przekraczać 30 km. Wszystko to wskazuje, że zarówno założenia poszukiwawcze, jak i możliwości ich zrealizowania są abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości, jaką jest budowa geologiczna naszego kraju. To wszystko przypomina średniowiecznych władców, którzy wierzyli, że wystarczy nakazać lub dobrze opłacić zdolnych alchemików, aby ci potrafili np. zamienić ołów w złoto. Przy okazji żadnemu z nich się to nie udało, ale za to zyskała nauka chemii, poznano właściwości wielu pierwiastków i genialny Mendelejew ułożył do dziś aktualną i uniwersalną tablicę porządkująca ich właściwości. Być może, że i w tym wypadku tego rodzaju żądania i wymagania skończą się w rezultacie rozwojem geologii, lepszym poznaniem naszego globu i całkiem innym wykorzystaniem jego naturalnych właściwości.