Nadmiar gotówki w KGHM jest takim samym zmartwieniem jak i jej brak. Co począć, aby nie zmarnować tak wielkich dochodów? Jak zabezpieczyć się przed zbliżającą się dekoniunkturą? Gdzie bezpiecznie i sensownie inwestować? Wysokie ceny miedzi i metali szlachetnych sprzedawanych na giełdach całego świata generują niespotykane dotąd dochody miedziowego koncernu z Lubina. To dobra wiadomość. Jest jednak pewne, że zawsze tak nie będzie. Inni też nie śpią i nie czekają tylko na dostawy z KGHM. Na całym świecie konkurencja ruszyła do ataku. Nowe kopalnie i huty wszelkich metali kolorowych w dużo korzystniejszych warunkach geologicznych są na ukończeniu przede wszystkim na terenie Azji i Ameryki Południowej. Są to ogromne odkrywkowo – podziemne kopalnie na terenie Syberii i Mongolii oraz w Chile, Peru, Kanadzie i w USA.
Do tych najbardziej opłacalnych światowych inwestycji KGHM nie jest dopuszczany mimo oficjalnego przestrzegania zasad wolnego rynku, swobodnego przepływu kapitałów itp. Światowy biznes metali szlachetnych i kolorowych kilkadziesiąt już lat z różnych powodów integrował się bez udziału KGHM. Posiadanie pieniędzy jest na tym rynku warunkiem koniecznym do wszelkich rozmów, planów i wspólnych inwestycji o znaczeniu globalnym. KGHM bez wątpienia spełnia te wymagania. Następnym jest wzajemne do siebie zaufanie kontrahentów, wspólne doświadczenia i wsparcie polityczne oraz dyplomatyczne dla tego rodzaju przedsięwzięć. Z tym jest już dużo gorzej. Dopiero ostatnie kilka lat umożliwiło firmie z Lubina realną finansową konkurencję na rynkach światowych. To zbyt krótki okres czasu na zawiązanie przez nią trwałych więzi ze światową gospodarką metalami kolorowymi i szlachetnymi. Wydaje się, że nawet jest wręcz przeciwnie klub światowych decydentów na tym rynku dąży do marginalizowania nowobogackiego parweniusza w tym gronie. Efektem tego rodzaju polityki jest zgoda tego gremium na wykupywanie przez KGHM najmniej rentownych złóż i zakładów na swoim terenie. Stąd KGHM kupuje przede wszystkim w obu Amerykach to, co innym już nie bardzo opłaca się eksploatować.
Inwestycje krajowe
Blokowany na rynku światowym krajowy gigant finansowy zauważył też możliwości ulokowania znacznych swoich nadwyżek w inwestycjach krajowych. Szerokie zainteresowanie istniejącymi możliwościami tuż obok jest odbierane niezwykle pozytywnie przez miejscowe władze samorządowe. Do najbardziej udanych należy zakup trzech najważniejszych uzdrowisk w Kotlinie Kłodzkiej, do których należy: Polanica Zdrój, Duszniki Zdrój i Kudowa Zdrój. Trwają pertraktacje o zakup dalszych tego rodzaju obiektów. KGHM jest zainteresowane inwestycjami na terenie Zagłębia Wałbrzyskiego. Należy do nich przewidywany zakup uzdrowiska Szczawno Zdrój oraz wsparcie dla inwestycji infrastrukturalnych podnoszących rangę tego regionu. Do ostatnich przedsięwzięć należy oferta zakupu kopalń cynku i ołowiu wraz z hutami skupionymi w ZGH Bolesław koło Olkusza. Konsolidacja tej samej branży metali kolorowych obu tym firmom winna przynieść profity. Nadal oczekiwać należy kolejnych inwestycji w krajowej gospodarce. Zakup akcji firm Tauron, Enea i podobnych to dalszy ciąg krajowych inwestycji finansowych KGHM.
Brunatna inwestycja
Jednym z pomysłów na długotrwałe dochody jest zagospodarowanie kolosalnych złóż węgla brunatnego zalegającego blisko powierzchni ziemi na obszarach górniczych KGHM oraz w ich sąsiedztwie. Po bliższym przyjrzeniu się proponowanym klasycznym rozwiązaniom dla tego rodzaju złóż odrzucono tu pomysł udziału w inwestycji dotyczącej odkrywkowej jego eksploatacji. W konsekwencji zerwano krajowe porozumienia i współpracę w tej materii przede wszystkim z AGH w Krakowie i z Poltegorem we Wrocławiu. W zamian poszukano partnerów do tego celu w Chinach i Kanadzie. Pomysł zrodzony w KGHM na eksploatację węgla brunatnego polega na jego podziemnym zgazowaniu. Krajowe ośrodki naukowe na czele z Głównym Instytutem Górnictwa (GIG) w Katowicach wstrzemięźliwie odniosły się do tego rodzaju inicjatywy. Jej pierwszym problemem są nieopanowane do końca próby zgazowania podziemnego węgla kamiennego, które pod każdym względem są dalej zaawansowane i znacznie łatwiejsze w wykonaniu praktycznym. Pomysł ze zgazowaniem węgla brunatnego w Polsce jeszcze nie wszedł nawet w fazę badawczą. Teoretyczne rozważania na ten temat nie dają wielkich nadziei na jakiekolwiek powodzenie w tej materii. Pierwszymi, którzy wykonywali z powodzeniem podobne eksperymenty byli Niemcy. Przede wszystkim zaliczyć do nich trzeba wrocławskiego noblistę Friedricha Bergiusa (1884 – 1949), który wydobyty węgiel kamienny i brunatny poddawał pod wysokim ciśnieniem zgazowaniu otrzymując m.in. benzynę syntetyczną. To był udany proces, ale na powierzchni. Jego odtworzenie pod ziemią w polskich warunkach nasuwa nieprzezwyciężalne trudności.
Dżuma i cholera
We wszystkich dotąd technologiach zgazowania przede wszystkim węgla kamiennego wymagane jest jego odwodnienie. Dla węgla kamiennego jest to dużo łatwiejszy proces niż dla brunatnego. Węgiel kamienny zalegający w eksploatowanych już nieckach węglowych został odwodniony w wyniku długotrwałej jego eksploatacji, jak np. w Górnośląskim Zagłębiu Węglowym. Złoża węgla kamiennego mogą zalegać też w słabo zawodnionych pokładach jak np. w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, gdzie wody podziemne można stosunkowo łatwo odprowadzić. Węglowi brunatnemu, który zalega stosunkowo płytko od powierzchni ziemi z reguły zawsze towarzyszą warstwy wodonośne zasilane opadami z powierzchni o istotnym znaczeniu dla zaopatrzenia ludności w wodę pitną. Są one chronione. Bez tego jednak należałoby je chronić ze względu na ich oddziaływanie na powierzchnię ziemi w postaci źródeł, zasilania podziemnego rzek i zbiorników wodnych. W ten sposób węgiel brunatny, który jest jeszcze nie do końca zwęglona masą drzewną w sposób naturalny zawiera w polskich warunkach ok. 45 procent wilgotności. Jego podziemne zgazowanie doprowadzi do nieuchronnego zatrucia związkami ropopochodnymi użytkowych poziomów wód podziemnych. Jest to w tej chwili trudność nie do pokonania. Drugą przeszkodą o podobnym znaczeniu jest możliwość wydzielania się gazów ze spalanego pod ziemią węgla brunatnego na powierzchnię ziemi. Na ogół warstwy wodonośne są porowate i mają łączność z powierzchnią ziemi skąd są zasilane opadami. Wydobywanie się trujących gazów na powierzchnię zagraża zdrowiu i bezpieczeństwu okolicznej ludności. Na dodatek spalany pod ziemią węgiel brunatny otoczony luźnymi i plastycznymi osadami powoduje niekontrolowane osiadanie powierzchni. Podsadzanie wypalonego złoża, aby temu zapobiec jest raczej niemożliwe. Dzieje się tak, dlatego, że węgiel nie wypala się tak jak w piecu na powierzchni w całości tylko w sposób porowaty pozostawiając nieregularną warstwę popiołu, żużla i niedopalonych jego fragmentów, które nie mogą być zastąpione innym materiałem. Krótko mówiąc, „dżumę” spowodowaną odkrywkową eksploatacją węgla brunatnego usiłuje się zastąpić „cholerą” jego podziemnego zagazowania.
Zagraniczne doświadczenia
W KGHM powołują się w tej materii na udane doświadczenia i praktyki poza granicami naszego kraju. Są one tam często niezwykle udane. Dlaczego zatem nie mogą być tak samo udane i u nas? Całe nieporozumienia w tych sprawach wynikają właśnie z zerwania współpracy z polską nauką, a postawienie na naukę poza naszymi granicami. Otóż, na ogół jest zasadnicza różnica w warunkach występowania węgla brunatnego w dalekich Chinach, czy też Kanadzie w stosunku do tego, co jest u nas. Pod tym względem są to całkiem inne warunki. Stosownie do nich proces ten w tych krajach może przebiegać stosunkowo udanie i korzystnie. Tak jednak nie jest w Polsce. Trzeba też zauważyć, że w tego rodzaju pomysłach specjaliści od wydobywania rud miedzi nie znają się jednak w wystarczającym stopniu na warunkach, geologii i specyfice węgla brunatnego. W tej materii przewiduję niechybną porażkę KGHM.
Co robić z zyskami?
Odkrycie złóż rud miedzi obecnie eksploatowanych przez KGHM nastąpiło na skutek skoordynowanej współpracy polskiej geologii i jej najwybitniejszych przedstawicieli. Czy mając to właśnie na względzie nie należałoby inwestować w polskie instytuty, wyższe uczelnie i akademie o profilu górniczo – geologicznym? Przecież wiadomo, że największym skarbem są ludzie. Wiadomo też, że najbardziej opłacalną inwestycją jest kształcenie kadr. Czy zamiast szukać za granicą bardzo wątpliwych przykładów nie należałoby kształcić swoich rodaków? Są to pytania retoryczne, na które odpowiedź jest jednoznaczna. Jednak wobec tego, co się dzieje z inwestycjami KGHM wymagają one przynajmniej przypomnienia.