Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

26.75 PLN (-2.73%)

KGHM Polska Miedź S.A.

325.00 PLN (+2.17%)

ORLEN S.A.

129.62 PLN (+1.42%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.06 PLN (+0.05%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.32 PLN (-0.19%)

Enea S.A.

24.92 PLN (-2.88%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.35 PLN (-2.04%)

Złoto

4 855.60 USD (+0.81%)

Srebro

80.91 USD (+1.97%)

Ropa naftowa

94.96 USD (+0.33%)

Gaz ziemny

2.59 USD (-0.88%)

Miedź

6.12 USD (+0.76%)

Węgiel kamienny

106.00 USD (-0.93%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

26.75 PLN (-2.73%)

KGHM Polska Miedź S.A.

325.00 PLN (+2.17%)

ORLEN S.A.

129.62 PLN (+1.42%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.06 PLN (+0.05%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.32 PLN (-0.19%)

Enea S.A.

24.92 PLN (-2.88%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.35 PLN (-2.04%)

Złoto

4 855.60 USD (+0.81%)

Srebro

80.91 USD (+1.97%)

Ropa naftowa

94.96 USD (+0.33%)

Gaz ziemny

2.59 USD (-0.88%)

Miedź

6.12 USD (+0.76%)

Węgiel kamienny

106.00 USD (-0.93%)

2. rocznica: tragiczna szychta na poziomie 1050 m

Przed dwoma laty pisaliśmy w Trybunie Górniczej: Piekło rozszalało się kwadrans po dziesiątej. Najpierw było jedynie wiadomo, że sprawcą podziemnego żywiołu jest metan. Przypomnijmy, w drugą rocznicę katastrofy w kopalni Wujek-Śląsk, reporterski zapis tamtych tragicznych wydarzeń...

– W ścianie 5 w pokładzie 409 na poziomie 1050 m doszło najprawdopodobniej do zapalenia metanu. W rejonie zagrożenia znajdowało się 38 górników – informuje Andrzej Bielecki, główny inżynier energomechaniczny w „Wujku”.

Z czasem te dane będą się zmieniały.

Około godz. 11 mieszkańców rudzkiej dzielnicy Kochłowice zaniepokoiły zawodzące głosy syren alarmowych, karetek pogotowia i policyjnych radiowozów.

– Pomyślałam, że to kolejny wypadek na autostradzie. Ale chwilę później zadzwoniła sąsiadka z wiadomością, że w „Śląsku” doszło do nieszczęścia. Rzuciłam wszystko i pognałam do kopalni – mówiła rozkojarzona Małgorzata Kordasińska, której mąż pracował na zmianie A.

Mirosław Żymła, górnik oddziału robót przygotowawczych, pracował na rannej zmianie w przodku, oddalonym o kilkaset metrów od „piątki”.

– Zostaliśmy poinformowani przez dyspozytora, że w ścianie 5 był wybuch metanu. Wzywał do interwencji. Całą brygadą pośpieszyliśmy na pomoc. Po drodze – pamiętam – znaleźliśmy się w powiewie gwałtownego podmuchu, który otwarł tamy wentylacyjne. Fala powietrza niosła węglowo-kamienny pył. Był moment, że na pół metra nie było nic widać. Droga zajęła nam kilkanaście minut. Na miejscu byliśmy jeszcze przed ratownikami. Mieliśmy nosze. Z kolegą wyniosłem od napędu ściany do chodnika transportowego dwóch górników. Byli nieprzytomni – Żymła wzbrania się przed opisywaniem szczegółów.

Przejmujący ból

Ale też trudno wyrazić je w słowach.

– Rannym górnikom odpadały płaty skóry. Wyli z bólu – nawet dla Michała Świerszcza, lekarza koordynatora akcji medycznej, który – wydawałoby się – jako ratownik pogotowia spotyka się na co dzień z niejedną ludzką tragedią, było to wstrząsające przeżycie.

I na dole, i na powierzchni pomoc nadeszła bardzo szybko. Pierwsi w rejonie „piątki” byli ratownicy z „Wujka”. Niedługo potem wsparło ich 8 dalszych zastępów z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu i tamtejszej „okręgówki”.

– Kiedy znalazłem się w kopalnianym punkcie opatrunkowym, zastałem trudny do wyobrażenia dramat. Na miejscu było już około 20 poszkodowanych górników. Większość z nich była w stanie naprawdę ciężkim. Zorientowałem się, że takich przypadków będzie na pewno więcej. Natychmiast wezwałem więc posiłki.

Ściągnęliśmy 30 karetek oraz ratunkowe zespoły lotnicze z Gliwic, Wrocławia, Kielc i Krakowa – relacjonował doktor Świerszcz.

– U poszkodowanych górników dominowały poparzenia ogólne i górnych dróg oddechowych. U wszystkich obejmowały one ponad 50 proc. powierzchni ciała, a u niektórych dochodziły nawet do 90 proc. Były też urazy czaszkowe i złamania, ale na tym etapie zaopatrywania nie zajmowaliśmy się nimi, jako mniej zagrażającymi życiu od poparzeń. Niektórych pacjentów musieliśmy intubować. Jest oczywiste, że wszyscy byli pacjentami bólowymi. W pierwszej kolejności pomoc medyczna polegała więc na podawaniu środków uśmierzających cierpienie – opisywał tę fazę pomocy Michał Świerszcz.

Przybywa ofiar

O wpół do drugiej po południu inżynier Bielecki zawiadamia, że w tej chwili ratownicy wywożą na powierzchnię ostatniego z poszkodowanych górników.

– Z bieżących informacji ze sztabu wiem, że 7 osób nie żyje – komunikuje.

W czterdzieści minut później oznajmia już o 9 ofiarach. Niedługo potem potwierdza śmierć 12 górników.

Małgorzata Kordasińska już wie, że jej mężowi nic złego się nie stało. Z tą wiadomością zadzwoniła do niej żona kolegi z pracy.

– Wiem, że jest cały i zdrowy, ale dopóki go nie zobaczę, to się nie uspokoję – przeciera zaczerwienione od płaczu oczy.

Dręcząca niepewność

Elżbieta Cichoń siedzi na krzesełku przed uruchomionym przez kopalnię punktem konsultacyjnym dla rodzin. Wyczekuje wiadomości o mężu, Zbigniewie, który wyszedł rano na zmianę A. I ona z trudem dusi łzy.

– Nic nie wiem, nic nie wiem – raz po raz powtarza do ustawicznie wydzwaniającej komórki.

– Myślę, że, wiedząc co się dzieje, na pewno zadzwoniłby do mnie po wyjeździe – drżącymi rękoma odpala od poprzedniego kolejnego papierosa.

Porażonym niepokojem żonom i matkom niewiele mógł też pomóc o tej porze Janusz Majda, zastępca dyrektora kopalni „Wujek” ds. administracyjno-pracowniczych. Przed piętnastą Majda potwierdza 12 ofiar śmiertelnych i około 38 mniej lub bardziej poszkodowanych.

– Na dole nie ma już nikogo, choć ratownicy nadal chodzą po drogach dojścia do rejonu, aby się upewnić, że nikt tam nie został – komunikuje.

Majda apeluje jednocześnie o wyrozumiałość i cierpliwość, o to, aby rodziny nie wydzwaniały po szpitalach i nie blokowały telefonicznych linii.

– Na razie nie mogę państwu podać nazwisk ofiar i poszkodowanych. Musimy potwierdzić wyjazd około 140 osób. Niektórzy z nich byli wywożeni bez znaczków, bez lamp, bez aparatów ucieczkowych. A to są przecież identyfikatory. Wielu górników było w szoku. Ta trauma objęła także tych, którzy pomagali w wywożeniu ofiar i rannych. W takich okolicznościach mało kto myślał o odbijaniu dyskietki. Marzyli o zapaleniu papierosa. Tak więc teraz pracownicy służb bhp wydzwaniają, jeżdżą po szpitalach i po domach, usiłując ustalić, gdzie kto jest. Robimy wszystko, aby najszybciej, jak to możliwe, móc wywiesić zweryfikowaną listę osób, wskazującą gdzie kto się znajduje – przekonywał Majda.

W kopalni jest wojewoda śląski, Zygmunt Łukaszczyk. Zapewnia o sprawnej koordynacji rozmieszczania w szpitalach poparzonych górników.

Psychologiczne i modlitewne wsparcie

– Zabezpieczyliśmy psychologiczną pomoc dla rodzin. Na początku psychologów było ośmiu. Później dojechali następni, ściągnięci z policji i straży pożarnej. Każdy wypadek jest dramatem. Tu mamy do czynienia z olbrzymią tragedią. Rozumiem przeżycia i ból najbliższych. Psychologowie mają im pomóc w przeżywaniu tego nieszczęścia, choć wiem, jakie to trudne – mówił wojewoda.

Ze słowami jedności w bólu od metropolity śląskiego abp Damiana Zimonia pośpieszył też, do porażonych nieszczęściem rodzin górników „Śląska”, ksiądz Jerzy Lisczyk, proboszcz od Trójcy Przenajświętszej w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach.

– Jestem tu, bo trzeba być blisko tych, którzy cierpią. Kościół zawsze przychodzi w takich sytuacjach z pociechą, z nadzieją i modlitwą. Zrozpaczonym rodzinom bardzo trudno wyjaśnić, że Pan Bóg dopuścił do takiego nieszczęścia. Ale jest też wizja nadziei, jaką niesie wiara – mówił ks. Lisczyk, informując o wieczornej mszy św. w intencji ofiar, rannych i rodzin górników w kochłowickiej świątyni.

Wiadomo, gdzie leżą

Po szesnastej w punkcie konsultacyjnym dla rodzin są już dwie listy. Na pierwszej, przyklejonej do szyby, widnieje 41 nazwisk górników, pozostających w szpitalach w Rudzie Śląskiej, Siemianowicach Śląskich, Sosnowcu i Łęcznej. Na drugiej, rozpostartej na stole, są nazwiska tych, którzy zjechali na zmianę A i nie potwierdzili wyjazdu.

Nieustannie brzęczy zainstalowany na biurku telefon. – Kopalnia, słucham... – raz po raz podnosi słuchawkę dyżurująca przy nim urzędniczka.

– Nie, nic jeszcze nie wiem.

– Chwileczkę, zaraz sprawdzę – wodzi długopisem po liście.

– Jeśli chodzi o zmianę B, to wszystko jest w porządku – uspokaja kolejnego rozmówcę. – Nie odbił wyjazdu. Proszę zadzwonić później, albo zostawić numer telefonu, to oddzwonię, kiedy będę wiedziała coś konkretnego – zapewnia kolejnego rozmówcę.

Zapalenie, wybuch...?

Nie wiadomo

Nie wiadomo, co kwadrans po dziesiątej zdarzyło się w rejonie ściany 5 d.

– Na tym etapie dociekań nie potrafię czegokolwiek wyjaśnić, bo po prostu sam nie wiem. Sądząc po skutkach i ilości ofiar, musimy sobie uczciwie powiedzieć, że mogło tu dojść do zapalenia, a następnie wybuchu metanu – powiedział przed siedemnastą Krzysztof Cybulski, dyrektor gigowskiej Kopalni Doświadczalnej „Barbara”.

– Nie można nawet wykluczyć wybuchu pyłu węglowego, choć wcześniej nie było jakichkolwiek alarmistycznych symptomów dramatu – napomknął Wojciech Magiera, wiceprezes Wyższego Urzędu Górniczego.

– W tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, co się stało. W tym celu powołałem komisję, która zbada okoliczności i przyczyny tragedii. Doszło na pewno do zapalenia metanu. Sądząc po skutkach, jakie zostały zarejestrowane, być może mamy również do czynienia z wybuchem. Na tym etapie nie jestem w stanie jednoznacznie tego powiedzieć – mówił po dziewiętnastej Piotr Litwa, prezes Wyższego Urzędu Górniczego.

Spekulacje

W kontekście już rozpowszechnianych spekulacji, jakoby w „Śląsku” oszukiwano wskazania systemu metanometrii, prezes Litwa wyjaśniał:

– Takie sygnały z rozmaitych źródeł, w tym z policji, rzeczywiście napłynęły do WUG-u na przełomie kwietnia i maja tego roku. W ich następstwie inspektorzy katowickiego OUG-u przeprowadzili dwie kontrole. Oprócz czynności sprawdzających, prowadzili także przesłuchania pracowników. Chcę jednak zaznaczyć, że sygnalizowane nieprawidłowości nie dotyczyły Ruchu „Śląsk”, lecz Ruchu „Wujek”. Oba należą wprawdzie do kopalni, działającej pod jednym szyldem, lecz de facto są to dwa odrębne zakłady górnicze. Nie są połączone podziemnymi wyrobiskami, mają niezależne stacje odmetanowania, dyspozytornie metanometrii i systemy zabezpieczeń. Informacje z kwietnia, o rzekomych nieprawidłowościach, były – powtarzam – sprawdzane w Ruchu „Wujek”. Rzekomych, ponieważ nie doszukano się wtedy jakichkolwiek nieprawidłowości w tym zakresie – stwierdził.

Niegodziwością takich domniemań był też poruszony Janusz Steinhoff, prezes WUG w latach 1990-1994.

– Usłyszałem już masę głupstw, wynikających z niekompetencji, bądź pogoni za sensacją za wszelką cenę. Niektórzy z góry ferują wyroki, że ktoś sfałszował wskazania metanomierzy. Na Boga, jest pewna granica zachowań, kiedy dzieje się taka tragedia. Trzeba do tego podchodzić rozsądnie, trzeba z szacunkiem pochylić się nad poległymi i rannymi górnikami. Nie wiem, co dziś zdarzyło się w „Śląsku”. Pewnie naukowcy będą musieli stwierdzić, czy metan pojawił się jako wyrzut ze ściany, czy może ze starych zrobów. Słyszałem, że prawie wszystkie czujniki metanometrii zadziałały i – z wyjątkiem jednego – wykazały zwiększone stężenie tego gazu w momencie, gdy on się pojawił – mówił Steinhoff.

Po południu i wieczorem do sztabu akcji ratowniczej zjeżdżają ważne osobistości. Jest wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska, są Władysław Stasiak i Barbara Borys-Szopa z Kancelarii Prezydenta RP, są Grzegorz Schetyna, minister spraw wewnętrznych i administracji, oraz Ewa Kopacz, minister zdrowia. O wpół do dziewiątej wieczorem do „Śląska” przyjeżdża premier Donald Tusk, który na wieść o katastrofie przerwał wizytę w krajach Beneluksu.

Kawalkada ważnych osobistości

– W imieniu własnym, moich współpracowników i wszystkich Polaków chcę przekazać wyrazy najwyższego współczucia rodzinom tragicznie zmarłych górników. Wiem, że słowa niczego nie zmienią, ale chcę, żeby wiedzieli, że wszyscy Polacy podzielają ich smutek. Najwyższe słowa uznania należą się przede wszystkim tym, którzy zaangażowali się w akcję ratowniczą. W szpitalu rozmawiałem ze sztygarem, który, narażając życie, wyprowadzał ludzi i sam został poszkodowany. Jestem pod wielkim wrażeniem tego zaangażowania i – trzeba to powiedzieć – bohaterstwa – mówił premier po wizycie w sztabie akcji i rudzkim szpitalu.

– Otrzymałem informacje – zarówno od dyrektora kopalni „Wujek”, jak i prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego – że rodziny ofiar zostaną zabezpieczone materialnie. To daje mi poczucie, że żadna nie pozostanie bez pomocy – mówił premier. Tusk dodał, że uzyskał gwarancje, iż działania, prowadzące do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy, zostaną przeprowadzone tak szybko, jak to możliwe. Zarazem apelował do dziennikarzy, by przedtem nie tworzyli atmosfery podejrzliwości.

– Jeśli pojawi się sytuacja, kiedy jasno można będzie przypisać indywidualną odpowiedzialność za, prowadzące do tej tragedii, zaniedbania, to nie będzie żadnej wyrozumiałości – zapewniał premier.

– Jestem pod wrażeniem tempa i profesjonalizmu akcji ratowniczej. W dziewięć minut od zgłoszenia o wypadku w kopalni pojawiły się pierwsze zespoły ratownicze. W trzy minuty poderwały się w powietrze śmigłowce. Ta dobra koordynacja była niesłychanie ważna, bo, szczególnie w takich sytuacjach, szybkość akcji decyduje o życiu i zdrowiu poszkodowanych. Ratownicy górniczy, zespoły lekarzy i pielęgniarek zasługują na jedno wielkie słowo „dziękuję”. Reszta zależeć już będzie od opieki medycznej i możliwych środków leczenia, a te mamy najlepsze – przekonywała minister Kopacz.

– Byłam w rudzkim szpitalu. Pacjenci, z którymi rozmawiałam, z troską pytali o tych, którzy nie są z nimi na oddziale. Ciekawili się losami kolegów, dopytując, gdzie leżą i w jakim są stanie. Pytali również o tych, którym już w żaden sposób nie można pomóc. To były bardzo trudne i bardzo smutne rozmowy. Ci, których odwiedziłam, zdawali sobie sprawę, że w tym wielkim nieszczęściu oni mieli troszeczkę szczęścia, bo z nimi można było rozmawiać – dodała Ewa Kopacz.
Zwyczajnie, po ludzku

– Zwyczajnie, po ludzku, tak naprawdę już dziś odczuwamy żałobę narodową. Formalna decyzja należy do pana prezydenta. Zostanie powzięta jutro – mówił Władysław Stasiak, dopytywany, czy prezydent Lech Kaczyński ogłosi, w związku z tragedią w „Śląsku”, żałobę narodową.

Stasiak dodał, że kancelaria głowy państwa jest gotowa do wszelkiej możliwej pomocy rodzinom ofiar.

– Teraz trwa obrachunek potrzeb i możliwego wsparcia – oznajmił.

Przed zmierzchem przed kopalnią „Śląsk” zapłonął pierwszy znicz. Zapalił go górnik kopalni „Halemba”. Milczał, nie chciał się przedstawić ani mówić o motywach tego gestu. Drżące wargi i zaczerwienione oczy mówiły wszystko.

Premier Donald Tusk zmierzał już do samochodu, kiedy, prosząc o interwencję i pomoc, zatrzymała go wyczekująca na wiadomość o mężu żona jednego z górników. Szef rządu natychmiast zareagował na tę skargę. Mimo oporów prokuratora, który, przed definitywną identyfikacją wszystkich ofiar, sprzeciwiał się ujawnieniu nazwisk zmarłych górników, premier spowodował, że ich niekompletna jeszcze lista została przekazana rodzinom.

Pióro staje się zbyt ciężkie, by opisać to, co działo się w kilka minut później.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jadwiga przebiła najdłuższy tunel kolejowy w Polsce!

We wtorek w miejscowości Mordarka tarcza drążąca najdłuższy tunel kolejowy w Polsce przebiła się na drugą stronę góry. Tym samym zakończono drążenie głównego tunelu, który jest częścią projektu Podłęże-Piekiełko, jednej z największych inwestycji kolejowych w Polsce. Dzięki niej dojazd pociągiem z Krakowa do Nowego Sącza będzie możliwy w ok. godzinę.

Największa huta w Polsce rozpoczyna współpracę ze studentami Politechniki Śląskiej

ArcelorMittal Poland, czyli największy producent stali w Polsce we współpracy z Wydziałem Inżynierii Materiałowej i Cyfryzacji Przemysłu Politechniki Śląskiej rozpoczął projekt „Od pomysłu do przemysłu”. Przedsięwzięcie ma wzmocnić wymianę doświadczeń pomiędzy przemysłem hutniczym a studentami Politechniki. Najbardziej zaangażowani uczestnicy będą nagrodzeni za pomysły dotyczące realnego biznesowego wyzwania.

Zlikwidowane zostaną bramki na autostradzie A4

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na przeprowadzenie likwidacji Miejsc Poboru Opłat w ciągu autostrady A4 między Gliwicami a granicą z woj. opolskim. Oferty od wykonawców przyjmowane są do 25 maja.

Marcowy wzrost cen podstawowych produktów wyniósł w 3,8 proc. rok do roku

W marcu br. codzienne zakupy zdrożały o 3,8 proc. rok do roku, czyli tyle samo, co w lutym i nieco bardziej niż w styczniu - wynika z raportu UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito. W ocenie ekspertów obecna stabilizacja ma charakter przejściowy i w kwietniu wzrost cen może być wyższy.