„Sośnica-Makoszowy”: Schodząca powodziowa woda obnażyła urzędniczy „taniec” i ludzką pazerność
Konflikt, który rozgorzał i tli się w sprawie wybierania przez kopalnię „Sośnica-Makoszowy” węgla w obrębie gminy Gierałtowice, radykalizuje postawy. Źle rokuje nie tylko eksploatacji pod Przyszowicami i Paniówkami, ale też koniecznej regulacji płynącego tamtędy Potoku Chudowskiego.
Kopalnia nie neguje, że prowadzona przez nią eksploatacja w rejonie potoku spowodowała szkody, zakłócające stosunki wodne, objawiające się zwłaszcza podtapianiem i zalewaniem przyległych nieruchomości podczas wiosennych roztopów śniegu i ponadprzeciętnych opadów deszczu. Rzecz dotyczy zwłaszcza zabudowanej części wsi u zbiegu ulic Brzeg i Polnej w Przyszowicach. Kopalnia – w nadesłanym do naszej redakcji wyjaśnieniu – przyznaje, że zobowiązała się do regulacji potoku w ramach zabezpieczania terenów i obiektów przed wpływami przeszłej i planowanej eksploatacji. Miało to nastąpić przed końcem ubiegłego roku.
Miało, ale tak się nie stało. Mimo że na budowę obwałowań potoku zakład ma konieczną dokumentację i fundusze.
Weto dziewiątki
Kopalnia – wynika z dalszej argumentacji – nie jest w stanie złożyć wniosku o wydanie pozwolenia na budowę w związku z brakiem możliwości dołączenia oświadczenia o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane. Już na początku 2008 r. prowadziła rozmowy z właścicielami, przyległych do potoku, gruntów, zabiegając o zgodę na ich udostępnienie w celu przeprowadzenia robót regulacyjnych oraz podziałów geodezyjnych, wydzielających działki pod nowe koryto. Czternastu właścicieli udzieliło takiej zgody na wejście na teren, natomiast dziewięciu jej odmówiło.
Potem już piętrzyły się przeszkody formalno-prawne, ale nade wszystko toczyła się gra o pieniądze. Niektórzy właściciele zażądali 150 zł za metr wykupionego gruntu bądź 10 zł miesięcznego czynszu dzierżawnego za czasowe zajęcie. Te apetyty wobec limitowanej cenami rynkowymi oferty kopalni – 9 zł za wykup i 90 gr za dzierżawę – z góry przekreślały rozsądny kompromis. Takie ceny wykupu ustalił sąd w podobnym przypadku obwałowywania rzeki Kłodnicy. – Postawa 4-5 osób torpeduje więc budowę wałów – przekonują przedstawiciele kopalni.
Otrąbiony gniew
Oprócz dwustronnych targów z zainteresowanymi, cała sprawa „mełła się” dotąd również w gierałtowickim Urzędzie Gminy, w gliwickim Starostwie Powiatowym i przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Miesiącami trwał „kontredans” pism wysyłanych i odbieranych, przerzucanie się ustawami i paragrafami. Rezultatów nie ma. Kopalnia właściwie czeka już tylko na uchwalenie specjalnej ustawy, umożliwiającej przystąpienie do regulacji rzek z sięgnięciem do wywłaszczeń „za słusznym odszkodowaniem”.
W ostatnią środę w kopalni „Knurów-Szczygłowice” o rozmiarach górniczej eksploatacji w obrębie gminy Gierałtowice i jej wpływach na powierzchnię rozmawiali uczestnicy, kierowanego przez dyrektora Okręgowego Urzędu Górniczego w Gliwicach, zespołu porozumiewawczego. Grupuje on przedstawicieli władz samorządowych, Kompanii Węglowej i jej kopalń, OUG-u oraz innych, zainteresowanych koegzystencją górnictwa z otoczeniem, instytucji. Jednym z ważnych wątków spotkania były kwestie koniecznych do wykonania zadań hydrotechnicznych, by ograniczyć zagrożenie powodziowe na terenach zalewowych gminy Gierałtowice. Jednym z nich jest właśnie regulacja Potoku Chudowskiego na odcinku mniej więcej 3 km.
Przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach przyznawali, że jedną z najistotniejszych przyczyn opóźnień w realizacji tego zadania są trudne do przezwyciężenia problemy z pozyskaniem prywatnych gruntów, koniecznych do zajęcia, by móc prowadzić roboty hydrotechniczne.
Zespół spotkał się po raz 30., ale bodaj po raz pierwszy obradował przy ogłuszającym akompaniamencie wuwuzeli i gniewnych okrzyków około setki związkowców. Są oni zirytowani postawą przeciwników eksploatacji pod Gierałtowicami, skupionych w zakładanym Stowarzyszeniu na Rzecz Poszkodowanych przez Zakłady Górnicze.
– Bronimy kopalni „Sośnica-Makoszowy”, która upadnie, jeśli wójt Gierałtowic nadal będzie zwlekał z wydaniem zgody na wydobycie – tłumaczyli.
Zgodę na wybieranie pokładu 408/4 gmina uzależnia właśnie od zapewnienia przez kopalnię ochrony przeciwpowodziowej w Przyszowicach.
Grunty bezcenne?
– Założyciele stowarzyszenia zmierzają ku temu, żeby kopalnia nie fedrowała pod Gierałtowicami. Twierdzą, że jest to przyczyna zalewania terenów, przyległych do Potoku Chudowskiego. Ale to połowa prawdy. Ci ludzie się na to nie godzą, bo, zamiast sprzedać kopalni kawałek pola, wolą ciągnąć z niej wysokie odszkodowania. Tylko w 2009 r. wyniosły one łącznie 35 tys. zł. Żądali 150, a teraz już ponoć chcą 300 zł za metr kw. gruntu. W tamtym rejonie kopalnia ma przygotowaną ścianę do wydobycia. Jeśli nie otrzymamy na nie zgody, to może zostać ograniczone. Nas, związkowców, ta groźba bardzo niepokoi. Finansowe ambicje garstki ludzi mogą doprowadzić do tego, że „ukarani” zostaną ci, którzy żyją z pracy w kopalni – zżyma się Jerzy Bartosiewicz, wiceprzewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” w kopalni „Sośnica-Makoszowy”.
W kopalni pracuje niespełna 400 gierałtowiczan. Rocznie, w postaci opłat lokalnych, zakład wpłaca go budżetu gminy ponad 3 mln zł.
– Nie dopuszczę do eksploatacji, dopóki powierzchnia nie zostanie odpowiednio zabezpieczona – mówi Piotr Wojtacha, dyrektor OUG-u w Gliwicach.
– Albo porozumiemy się z właścicielami działek, sięgając do możliwości, jakie niesie kodeks cywilny, albo będą musiały zostać zmienione projekty eksploatacji – wiceprezes zarządu Kompanii Węglowej Marek Uszko martwi się, że tak o tę zgodę trudno. Zaznacza jednak, że zdecydowano o podjęciu kolejnych rozmów. Mediacji podjął się starosta Powiatu Gliwickiego Michał Nieszporek.
Chcieliśmy poznać racje założycieli stowarzyszenia. Na próżno. Rozmowa z jednym z nich była mieszanką hucpy i pogróżek. Za przestępczy uznał już sam fakt uzyskania do niego telefonu, grożąc adwokatami i sądem. Dalej biegła w tym samym tonie.
– Kopalnia łamie prawo. Podszczuci związkowcy nie znają sprawy. Nie będziemy się z nimi spierać, bo to nie nasza liga. Będziemy się wypowiadali tylko dla organów pilnujących w tym państwie prawa – oto wszystko, czego zdołaliśmy się „dowiedzieć”.