\"Śląsk\" - przesłuchania świadków
fot: Jolanta Talarczyk
Nie stwierdziliśmy nieprawidłowości dotyczących zwalczania zagrożenia metanowego - podkreślał prezes WUG
fot: Jolanta Talarczyk
Mamy rozpoznanie, że w rejonie felernej ścianie było między innymi dwóch ratowników, którzy ponieśli śmierć. Niedaleko znajdowało się także kilku innych ratowników, którzy wykonywali prace związane z utrzymaniem wyrobiska. Na tym etapie postępowania, nie mam żadnych potwierdzonych informacji o rzekomym prowadzeniu \"cichej akcji\" - zapewniał Piotr Litwa, prezes WUG.
W piątek o godz. 10.10 automatycznie zatrzymane zostało zasilanie przenośnika ścianowego w pokładzie 409 Ruchu \"Śląsk\" kopalni \"Wujek\". Oznacza to, że zadziałały czujniki metanometrii. Czy zapłon metanu nastąpił przed czy po zatrzymaniu ruchu urządzeń? Na to pytanie na razie nie można odpowiedzieć. Prezes WUG twierdzi, że trzeba będzie przeprowadzić kilka ekspertyz. Przed koszmarnym piątkiem rudzki odział kopalni „Wujek” był kilkakrotnie kontrolowany przez inspektorów górniczych, w tym po informacjach otrzymanych o rzekomych nieprawidłowościach z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach oraz ABW.
W maju br. przez cztery dni prowadzono tam również rekontrolę. W rejonie ściany, w której kilka dni temu zginęli ludzie w tym roku występowały wielokrotnie przekroczenia dopuszczalnego stężenia metan. Za każdym razem wstrzymywano roboty i wykonywano czynności prewencyjne.
- Nie stwierdziliśmy nieprawidłowości dotyczących zwalczania zagrożenia metanowego - podkreślał prezes WUG.
W ostatnich latach w polskim górnictwie występują pułapki metanowe, czyli nagłe, nie sygnalizowane wypływy metanu, które nie są poprzedzone ruchem górotworu lub innymi czynnikami zewnętrznymi. Wynika to z faktu, że eksploatacja jest prowadzona na coraz większych głębokościach. Niewykluczone, że z takie zjawisko wystąpiło w rudzkim wyrobisku.
- Dzisiaj rozpoczęły się przesłuchania świadków, sześciu pracowników działu wentylacji. Może jutro będziemy mogli powiedzieć więcej o sytuacji poprzedzającej to zdarzenie - powiedział Jerzy Kolasa, dyrektor Okręgowego Urzędu Górniczego w Katowicach.