Związkowcy z Budryka sceptycznie o szansach na porozumienie
.
W kopalni od 33 dni trwa strajk na tle płacowym. Zakład okupuje kilkuset górników, z czego ponad 160 na dole kopalni. 13 z nich prowadzi głodówkę. Negocjacje w sprawie postulatów protestujących trwają w piątek od godz. 14.00 w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach.
Przedstawiciele Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), do której od dwóch tygodni należy Budryk, nie komentują przebiegu negocjacji w czasie ich trwania. Gospodarz obrad, wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk zapewnia, iż robi wszystko, by do porozumienia jednak doszło. Związkowcy obwiniają jednak zarząd JSW o brak woli porozumienia.
- Posuwamy się o krok do przodu, a po kolejnej przerwie zarząd cofa się dwa kroki do tyłu. Na razie wygląda na to, że jesteśmy dalej, niż w punkcie wyjścia - ocenił szef komitetu strajkowego w Budryku Krzysztof Łabądź z Sierpnia 80.
Zaznaczył, że taka postawa zarządu oznacza niechęć do zawarcia porozumienia. Podobnego zdania jest inny z liderów protestu, Wiesław Wójtowicz. Jego zdaniem, zarząd szuka pretekstu, by obwinić o ewentualne zerwanie rozmów stronę społeczną. Według Wójtowicza, porozumienie blokowane jest - jak się wyraził - \"z Warszawy\".
Dyskusja koncentruje się m.in. wokół tego, czy oprócz podwyżki stawek o 5 zł na dniówkę (tyle już wcześniej proponował zarząd JSW), górnicy mogą liczyć także na jednorazowe świadczenie (ok. 1,5 tys. zł) oraz od kiedy ma obowiązywać podwyżka. Związkowcy byliby skłonni - co wiadomo nieoficjalnie - na nią przystać, gdyby obowiązywała nie od września czy października ubiegłego roku, ale od wcześniejszych miesięcy.