Zaczynamy odczuwać naftową drożyznę

Kierowcy aut z silnikami na ropę tankują już jedną szóstą drożej niż przed rokiem. Lot na wakacje się wydłuży, jeśli oszczędzając paliwo, samoloty zaczną latać wolniej. Polacy zaczynają odczuwać skutki galopady ceny ropy – alarmuje „Gazeta Wyborcza”.

- Dla światowej gospodarki byłoby dobrze, gdyby ceny ropy naftowej były znacznie niższe niż teraz – konkludowali uczestnicy zakończonego wczoraj w Rzymie Międzynarodowym Forum Energetycznym (organizowane co dwa lata forum zgromadziło ministrów z 74 państw, największych producentów i konsumentów energii). O ironio, w tym samym czasie ceny ropy biły kolejne rekordy. Za baryłkę trzeba zapłacić bowiem już blisko 120 USD.

Drożyznę odczuwają już kierowcy w Polsce.

- Od marca podwyżki cen surowca przekładają się bez opóźnień na wzrost cen na stacjach benzynowych - ocenia Szymon Araszkiewicz, analityk firmy e-petrol.pl.

Za litr benzyny 95 trzeba teraz zapłacić w Polsce średnio 4,31 zł, o 7 gr drożej niż przed rokiem. Dużo gorzej mają kierowcy, którzy chcieli oszczędzać i kupili auta z silnikiem Diesla, które słyną z niewielkiego zużycia oleju napędowego. To paliwo był u nas tradycyjnie tańsze od benzyny. Teraz ceny oba gatunków paliwa są niemal takie same. Litr oleju napędowego kosztuje w Polsce średnio już 4,24 zł, o 56 gr drożej niż przed rokiem.

Naszych kierowców i tak ratował spadek wartości dolara wobec złotego. Szymon Araszkiewicz przyznaje, że nie rekompensuje już on w pełni wzrostu cen surowca. Z danych PKN Orlen wynika, że w pierwszym kwartale tego roku baryłka rosyjskiej ropy Urals - głównego surowca polskiej firmy - kosztowała średnio 223 zł, podczas gdy w pierwszym kwartale zeszłego roku - 211,6 zł.

Dla tych, którzy nie mają własnych aut, droższe paliwo oznaczać może podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej.

Od jutra o 14,4 proc. wzrosną ceny gazu z Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. To także skutek drożyzny na rynku paliwowym, bo ceny gazu są zależne od cen ropy.

Rosnące ceny ropy na świecie windują też ceny paliwa samolotowego. Linie lotnicze mają teraz nie lada zgryz, jak ograniczyć rosnące koszty. Niestety, coraz częściej wpadają na pomysł, by po prostu podnieść ceny biletów.

We wtorek podwyżki od 2 do 10 euro (zależnie od długości trasy) ogłosił Air France. A to oznacza, że całkowita opłata paliwowa, jaką pasażer musi zapłacić lecąc np. na trasie Paryż - Nowy Jork, wynosi obecnie 91 euro.

Inne linie chwytają się wszelkich sposobów by oszczędzić kilka groszy. Belgijskie linie Brussels Airlines ogłosiły, że zmniejszą prędkość przelotową samolotów, by maszyny spalały mniej paliwa. Linia chce też ograniczać wagę samolotów.

Polski LOT na razie nie podjął jeszcze decyzji o podwyżce opłat paliwowych.
- Nie oznacza to jednak, że w przyszłości nie będzie to rozważane. Rosnące ceny paliwa mogą się przełożyć na ceny biletów - mówi Kądziołka.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wyniki produkcji przemysłowej pozostaną solidne przez całe lato

Wyniki produkcji przemysłowej pozostaną solidne przez cały okres letni, choć eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie mogłaby przejściowo zakłócić rozwój przemysłu - wynika z poniedziałkowego komentarza Erste Bank Polska do danych o PMI.

WIG20 przebił historyczne maksimum

Pierwsza w tym tygodniu sesja na GPW przyniosła wzrosty głównych indeksów i historyczne szczyty większości z nich. WIG20 przebił historyczne maksimum, pierwszy raz po ok. 19 latach, a mWIG40 i WIG poprawiły swoje rekordy z piątku. Motorami wzrostów są m.in. spółki energetyczne i największe banki.

Przybywa specjalistów, ale kształcenie nie jest dopasowane do potrzeb rynku pracy

Udział specjalistów w zatrudnieniu w Polsce jest wyższy od średniej UE, jednak przewaga absolwentów kierunków społecznych nad technicznymi i inżynieryjnymi wskazuje na niedopasowanie szkolnictwa wyższego do potrzeb nowoczesnej gospodarki - uważają analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Minister infrastruktury rozmawia z szefem MAP o przyszłości Polregio

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak powiedział, że rozmawia z szefem MAP Wojciechem Balczunem o koncepcji rozwoju Polregio. Wskazał, że nie chodzi o to, kto ma nadzorować tę spółkę, tylko o plan na jej przyszłość. Zdaniem szefa Polregio ewentualna zmiana nadzoru mogłaby ułatwić zakup taboru.