Zabrze: nie dadzą się, pójdą na Warszawę
fot: Kajetan Berezowski
Każdego dnia w śląskich miastach są też organizowane pikiety, marsze i blokady dróg
fot: Kajetan Berezowski
Czwartkowy wieczór (15 bm.) pod kopalnią Sośnica-Makoszowy w Zabrzu. Przed wejściem do zakładu ustawiono koksioki. Wypisz wymaluj jak te z okresu stanu wojennego. Chętnych do rozgrzania zmarzniętych dłoni nie brakuje. Na niewielkim skwerku ustawiono trzy tablice, a na nich rysunki autorstwa dzieci. Na jednym z rysunków przejmujące hasło "Nie zamykajcie kopalni tatusia".
Wokół atmosfera robi się coraz gorętsza. Powiewają flagi Solidarności i innych związków zawodowych, wybuchają petardy, raz po raz ktoś krzyczy "nie damy się, pójdziemy na Warszawę". W końcu rusza pochód. Otwiera go policyjny radiowóz na sygnale, a za nim maszerują górnicy. Kilku z nich pilnuje porządku. Mają krótkofalówki i żółte kamizelki odblaskowe. O likwidowaniu kopalni nikt nie chce słyszeć. Manifestacja zmierza w kierunku centrum miasta. Trąbią klaksony samochodów.
Górnicy witani są w centrum entuzjastycznie. Przechodnie wiedzą, że walczą o swoje miejsca pracy. Do pochodu przyłączają się kolejni demonstranci.
To już kolejny protest przeciwko zamykaniu kopalń na Śląsku. Podobnie jest w Bytomiu, Rudzie Śląskiej i w Zabrzu.
W galerii: górnicza manifestacja w Zabrzu (zdjęcia Kajetan Berezowski - portal górniczy nettg.pl).