Wrocław: Pożegnanie posłanki

Gornicy natali swiat AM

fot: Adam Maksymowicz

W poniedziałek we Wrocławiu w tłumach żegnających posłankę Aleksandrę Natalii-Świat byli m.in. górnicy

fot: Adam Maksymowicz

Pełne symboli, nieukrywanego żalu i podniosłych ceremonii religijno–państwowych było we Wrocławiu ostatnie pożegnanie posłanki Aleksandry Natalii–Świat. Wraz z parą prezydencką i z pozostałymi ofiarami zginęła ona w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Trumna z jej szczątkami przybyła do kraju jako jedna z ostatnich.

W poniedziałkowe przedpołudnie została ona w asyście wojskowej warty honorowej wystawiona w kościele św. Maksymiliana Marii Kolbego. Tłumy wrocławian i delegacje z Dolnego Śląska oraz z całego kraju przybyły, aby pożegnać swojego posła, polityka, a przede wszystkim zawsze życzliwą, uroczą i uśmiechniętą kobietę.
Przed rozpoczęciem uroczystości żałobnych przedstawiciel wojewody odczytał decyzję p.o. Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego o nadaniu zmarłej Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, który został przekazany na ręce pogrążonej w żałobie rodziny. Mszę żałobną w intencji zmarłej oraz wszystkich pozostałych ofiar odprawił arcybiskup Marian Gołębiewski. Przypomniał on jej drogę życiową od rodzinnych Obornik Śląskich i Trzebnicy po studia na Wyższej Szkole Ekonomii. Ostatnie lata w całości poświęciła ona służbie publicznej pełniąc funkcje posła ziemi dolnośląskiej, przewodniczącej Sejmowej Komisji Finansów oraz wiceprzewodniczącej P i S. Jak podkreślił metropolita jej praca dla dobra publicznego nigdy nie miała na celu żadnych osobistych korzyści, czy znamion kariery.

Z kościoła kondukt pogrzebowy przejechał ulicami miasta na odległy cmentarz Ducha Świętego przy ul. Bardzkiej. Przybyło tu kilka tysięcy mieszkańców miasta, dziesiątki pocztów sztandarowych, delegacje „Solidarności”, jej przyjaciele oraz posłowie i senatorowie wszystkich opcji politycznych. Jako pierwszy zmarłą posłankę pożegnał jej duszpasterz ks. prof. Antoni Kiełbasa wieloletni kustosz trzebnickiego sanktuarium. Powiedział on, że tu zawsze Pani Aleksandra przychodziła nabrać sił do swojej pracy publicznej.

Pochowana w Trzebnicy św. Jadwiga Śląska, jej mąż Henryk Brodaty i ich syn Henryk Pobożny, który w 1241 roku zginął na Legnickim Polu w walce z Mongołami byli dla niej wzorem do naśladowania i oddania się w służbie Ojczyźnie.

W imieniu rządu RP posłankę pożegnał jej przyjaciel z czasów studenckich minister Kultury Bogdan Zdrojewski. Powiedział on, że we wszystkim, co robiła była autentyczna i rzetelna. Posłankę pożegnał też jej wieloletni przyjaciel, współpracownik i szef Jarosław Kaczyński. Prezes PiS podkreślił, że była ona osobą niezwykle skromną i kompetentną. Ciągle się rozwijała i szła do góry, ale ona nie zabiegała o stanowiska, to myśmy o nią zabiegali. W partii była ekspertem ekonomicznym przewidzianym w rządzie na stanowisku ministra finansów. Przy dźwiękach hejnału Wojska Polskiego, salw kompanii honorowej oraz łoskotu werbli trumnę złożono do grobu u stóp stojącego tu od dawien dawna krzyża katyńskiego.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.