Większe subwencje na szkolnictwo zawodowe
Jest Pani knurowianką, zatem osobą w naturalny sposób „skażoną” górnictwem.
To prawda. Tu się urodziłam, i tu mieszkam. Górnikiem – wprawdzie krótko – był mój ojciec, górnikiem był mój brat, górnikami byli obaj bracia mojej mamy.
W ostatnich latach można było odnieść wrażenie, że zawód górnika staje się profesją schyłkową. Teraz odżywa jego ranga i kształcenie młodych ludzi, którzy chcą się z nimi związać. Cieszy Panią to zjawisko?
Zdecydowanie – tak. Wyraźnie widać, jak ważne staje się obecnie przygotowywanie młodych ludzi do konkretnego zawodu. Tutaj, na Śląsku, w sposób szczególny dotyczy to przysposabiania do zawodu górnika. W ostatnich kilkunastu latach – z powodu chwiejnej sytuacji na rynku pracy – ta dziedzina edukacji została wyraźnie zaniedbana. Przy tym, mówiąc o szkolnictwie zawodowym, myślę o całym bloku kształcenia, począwszy od zasadniczych szkół zawodowych, poprzez szkoły na poziomie średnim, po szkoły policealne i uzupełniające. Jest ważne, aby młody człowiek miał możliwość wstępowania na kolejne szczeble tej edukacyjnej drabiny, czyli uzyskiwania coraz wyższych stopni zawodowego przygotowania.
W jaki sposób MEN będzie sprzyjało takiemu modelowi kształcenia?
Zmianą „wagi” subwencji oświatowej. Proponujemy wzrost subwencji na szkolnictwo zawodowe, w tym górnicze. Obejmowałaby ona i zasadnicze szkoły zawodowe, i technika, i szkoły policealne. Dla powiatów, prowadzących szkoły zawodowe, powinny to być dość odczuwalne kwoty.